„Telewizja, która bezdyskusyjnie zdominowała drugą połowę XX wieku, w XXI wieku, a zwłaszcza w jego drugiej dekadzie, bardzo szybko – i bardzo brzydko – się zestarzała. Między tym medium a pokoleniami, które wchodziły w dorosłość w dobie szybkiego rozwoju internetu (milenialsi) bądź wręcz nie znają świata bez internetu (pokolenie Z), powstała trudna do przekroczenia bariera” – pisze Artur Bartkiewicz w tekście „Blaknący powab srebrnego ekranu”.

I trudno z tym polemizować, bo już dziś przed telewizorami spędzamy mniej czasu niż w internecie. Ten ostatni przewagi ma oczywiste – nie jest linearny, pozwala na interakcję i co najważniejsze daje każdemu możliwość wypowiedzi. Im młodsze pokolenie, tym bardziej w internet wpatrzone. Przyszłość telewizji wydaje się więc przesądzona. Albo stanie się niszowa i elitarna, albo zmieni się w coś zupełnie nowego.

W którąkolwiek stronę nie poszedłby jej rozwój, z pewnością straci na znaczeniu – jej wpływ na opinię społeczną będzie mniejszy niż obecnie. A to zmieni nie tylko świat rozrywki, ale i świat polityki. A co za tym idzie również demokrację, wybory. Możliwe, że najlepszy, a już z pewnością najbardziej widowiskowy przykład, to styczniowy atak na Kapitol zwolenników Donalda Trumpa. Pod wspólnym sztandarem zebrali się w internecie, tam spiskowe teorie o wyborczych fałszerstwach i tajemniczych siłach rządzących Amerykę znalazły rzesze wyznawców. Na internecie się nie skończyło, agresja i przemoc przeniosły się do realu. Paradoksalnie, gdyby nie internetowe porozumienie radykalnych grup, telewizja nie miałaby co pokazywać. Tyle, że to nie ona tym razem kreowała przekaz.

„Ludzie lubią się wściekać, lubią czuć się lepsi, lubią czytać czy oglądać programy o tych, którzy są gorsi od nich. To bardzo prosta strategia komercyjna, mająca na celu zaangażowanie odbiorców, uzależnienie ich od tego medialnego doświadczenia” – podkreśla Matt Taibbi w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Cieślikowi. Nic nie pozwala na większe uwolnienie własnych emocji niż internet. Jaka więc będzie telewizja przyszłości? Czy będzie jeszcze miała znaczenie dla kształtowanie naszych poglądów? Czy może po prostu pozostanie bastionem rozrywki i pełnych pozornej mądrości debat, które widzowie i tak będą lekceważyć, bo wiedzą swoje – przeczytali w internecie, a może, co najważniejsze, już zabrali głos w tej sprawie. A własny pogląd zobowiązuje – choćby by być wiernym samemu sobie.

O telewizji przyszłości, jej znaczeniu i ewolucji w podcaście „Posłuchaj, Plus Minus” rozmawiają Hubert Salik i Michał Płociński.