Reklama

Eligiusz Niewiadomski: Szalony malarz, zabójca prezydenta Narutowicza

Niewiadomski nie miał złudzeń, jak zakończy się przewód sądowy, chciał jedynie dobrze przedstawić całemu narodowi swoje przesłanie. Słuchali tego licznie zgromadzeni dziennikarze, a także przybyli na proces celebryci, politycy, a nawet elity kulturalne, ze Stefanem Żeromskim na czele. Miał więc przed kim się popisywać.
W ostatnią drogę, 19 grudnia 1922 r. odprowadzały prezydenta Gabriela Narutowicza dwa oddziały szwol

W ostatnią drogę, 19 grudnia 1922 r. odprowadzały prezydenta Gabriela Narutowicza dwa oddziały szwoleżerów, dwa bataliony piechoty i bateria artylerii

Foto: Getty Images

To znany motyw z wielu przekazów kultury: bohater popełnia jakiś zabroniony czyn, by zostać aresztowanym, bo jest to jednym z etapów jego szerszego planu. Chodzi nie tyle o samą zbrodnię, ile o udowodnienie własnej racji w ramach postępowania sądowego.

Właśnie taki scenariusz miał miejsce 95 lat temu, po zamordowaniu prezydenta Gabriela Narutowicza. Eligiusz Niewiadomski miał ważniejsze cele niż sama zbrodnia. Próbował przekonać społeczeństwo do tego, że jego pobudki były słuszne. Chodziło mu o swoistą autokreację. Z jednym zastrzeżeniem. Nasz rodzimy królobójca nie był strasznym demiurgiem, którego mógłby zagrać Anthony Hopkins, ale komicznym nerwusem, człowiekiem z zaburzeniami, świetnie odtworzonym przez Marka Walczewskiego w „Śmierci prezydenta". Jak wspominał znający go Adam Pragier, „wyglądał trochę na dziwaka". Dziwakowi zamarzyło się zostać bohaterem narodowym.

Pozostało jeszcze 93% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama