Reklama
Rozwiń
Reklama

Bogusław Chrabota: Tatuaż, od Ötziego po Angelinę Jolie

Przyznam, że nie przepadam za tatuażami. Zapewne moje uprzedzenie ma jedno źródło. W czasach mojego dzieciństwa tatuaże wiązano tylko i wyłącznie z subkulturami przestępczymi, a konkretnie z jedną, z gitowcami.
Bogusław Chrabota: Tatuaż, od Ötziego po Angelinę Jolie

Foto: Fotorzepa, Maciej Zieniewicz

Błękitne kropki i kreski nosili ludzie, których wypadało się panicznie bać. Wytatuowane na skroni czy między kciukiem a palcem wskazującym miały jakieś ukryte znaczenia, które dla niewtajemniczonych były kompletnie niezrozumiałe. Jednak zawsze towarzyszyła im czarna legenda. Miały być śladami po więziennej hierarchii czy pozycji w przestępczym półświatku. Bez znaczenia było zresztą po czym, obie społeczności doskonale się przenikały. Sterczący w bramach gitowcy byli więc ludźmi, których najrozsądniej było omijać. Choć nie zawsze się to udawało. Kilka razy najadłem się dzięki nim nieźle strachu. Może dlatego do dziś, mimo iż minęło 40 lat, widok sinej kropki przy oku budzi we mnie lekką panikę.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama