Nie bardzo wiem, co mam zrobić z tą wiadomością. Rzucić mu się na szyję jak odnalezionemu bratu?
Przyglądam mu się wnikliwie, ale on nie przypomina mi ani dziadka, ani ojca. Pytam więc: Może mi pan pomóc znaleźć najstarszego Szczepkowskiego we wsi?
*
Wchodzę do jadalni, gdzie przy długim stole siedzi wiele starszych osób, ale od razu, po prostu od razu, wiem, który z nich to jest Ryszard.
Ta drobna postura jak u mojego dziadka, a jednocześnie siła piwnych oczu, po których widać chęć do pitki i do wybitki... Czy pan Ryszard? – pytam – bo ja też mam na nazwisko Szczepkowska i możliwe, że jesteśmy rodziną...
Mówiłabym jeszcze więcej, gdyby nie to, że pozostali jedzący nagle wstali i zaczęli podchodzić do mnie zwartą kupą. Nie było to wcale przyjemne. Otoczyli mnie z jakimś pomrukiem, który nie wróżył nic dobrego. – Rodzina? – syknęła jakaś kobieta w eleganckiej sukni – a skąd pani jest?
– Z Warszawy – szepnęłam, a wtedy koło zaczęło się zacieśniać. Tylko pan Ryszard stał uroczyście wyprostowany i patrzył na mnie z ciekawością.
– Chciałabym się czegoś dowiedzieć o rodzinie... – mówiłam coraz ciszej. – Przyjechałam, żeby...
– Pani jest podobna do takiej aktorki – powiedziała jedna z kobiet – ale tylko podobna.
Więcej w Plusie Minusie
Tu w sobotę można kupić elektroniczne wydanie „Rzeczpospolitej" z Plusem Minusem
Można też zaprenumerować weekendowe wydanie „Rzeczpospolitej" z Plusem Minusem