To było jedno z najbardziej wyczekiwanych El Clasico. Nie tylko przez polskich kibiców, którzy odliczali dni do historycznego występu rodaka w najważniejszym spotkaniu ligowego futbolu jak dzieci do wigilijnych prezentów.

Po latach rywalizacji Leo Messiego z Cristiano Ronaldo starcie Realu z Barceloną zyskało nowych bohaterów: Benzemę i Lewandowskiego. Hiszpańskie gazety ich pojedynkowi oraz analizie mocnych i słabych stron poświęciły mnóstwo miejsca.

Czytaj więcej

Złota Piłka. Benzema faworytem, Lewandowski z nową nagrodą

„Klasyk ze złota” – zapowiadał mecz dziennik „AS”, przypominając, jak większość hiszpańskich gazet, że El Clasico już dawno nie miało takiej otoczki i nie cieszyło się takim zainteresowaniem. I że odbywa się w przeddzień wręczenia Złotej Piłki.

Benzema nie mógł wystąpić w poprzednim spotkaniu z Barcą o punkty, leczył kontuzję, a Real poniósł na Santiago Bernabeu klęskę (0:4). Lewandowski grał w finałach Ligi Mistrzów i wielu innych ważnych spotkaniach, ale nawet dla niego niedziela była dniem wyjątkowym.

W rozmowie z Canal+ przyznał, że wydarzenie, które dotąd miał okazję oglądać tylko jako widz, wzbudza u niego silne emocje. Przekonywał też, że fakt, iż swego czasu mógł trafić do Realu, nie będzie miał znaczenia.

Der Klassiker, czyli rywalizacja Bayernu z Borussią Dortmund, to jednak nie to samo co El Clasico, przyciągające przed telewizory miliony kibiców na całym świecie. Lewandowski strzelał już gole Realowi w barwach Borussii Dortmund i Bayernu (sześć w ośmiu spotkaniach) – nawet na Santiago Bernabeu – ale nie miał wówczas takiej pozycji w futbolu jak dzisiaj.

Widać było, jak bardzo mu zależy, by ten debiut w El Clasico wypadł okazale, i jak bardzo był rozczarowany, gdy nie radził sobie z twardo grającą defensywą Królewskich. Gospodarze nie pozwolili Barcelonie rozwinąć skrzydeł. Już po 12 minutach wyszli na prowadzenie. Marc-Andre ter Stegen, który w tym sezonie nieraz ratował Katalończyków z opresji, powstrzymał rajd Viniciusa Juniora, ale ze strzałem Karima Benzemy już sobie nie poradził.

Barca wyglądała jak pięściarz po ciosie, ale po chwilowym zamroczeniu zdołała się otrząsnąć. Wydawało się, że szansę miał Lewandowski, który po dośrodkowaniu Raphinhi spudłował z bliska, ale powtórki pokazały, że był na spalonym. Real grał może bez fajerwerków, ale do bólu skutecznie. Dyktował warunki i nie wybaczał błędów. Jeden z nich jeszcze w pierwszej połowie wykorzystał Fede Valverde, wybrany później na gracza meczu. Miał miejsce i czas, by przymierzyć zza pola karnego i pokonać Ter Stegena.

Barcelonę odmieniło wejście nastolatków – Gaviego i Ansu Fatiego. Ten drugi przeprowadził w końcówce akcję, po której Lewandowski przepuścił piłkę między nogami, a inny ze zmienników Ferran Torres golem na 1:2 dał nadzieję, że w ostatnich minutach będą jeszcze emocje. I były, dopóki Jules Kounde nie sfaulował w polu karnym Rodrygo, który sam bezbłędnie wykonał jedenastkę.

Barcelona jest już praktycznie poza Ligą Mistrzów, a w niedzielę odebrała surową lekcję od Królewskich i przekonała się, ile do zespołu Carlo Ancelottiego jej jeszcze brakuje. Frustracji, schodząc z murawy, nie krył Lewandowski.

Chwilę wcześniej boisko opuszczał fetowany Benzema. W poniedziałek wieczorem prawdopodobnie odbierze w Paryżu swoją pierwszą Złotą Piłkę (transmisja gali od 18.50 w TVP Sport).

Lewandowski znów będzie musiał zadowolić się nagrodą pocieszenia – nowym trofeum im. Gerda Muellera dla najlepszego strzelca ubiegłego sezonu. Ale jeśli pomoże Barcelonie odzyskać mistrzostwo Hiszpanii, a Polskę poprowadzi do sukcesu na mundialu, może za rok i on doczeka się wyróżnienia, które byłoby ukoronowaniem jego kariery.