[b]Wczoraj po wielogodzinnej rozprawie odroczył wydanie wyroku (sygn. K45/07).[/b] Problem zawarty we wniosku Krajowej Rady Sądowniczej o kontrolę kilkunastu przepisów [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=162548]ustawy o ustroju sądów powszechnych [/link]sprowadzał się do tego, jak zapisaną w konstytucji równowagę trzech władz rozumieją przedstawiciele każdej z nich.

KRS uważa, że ustawa pozwala na nadmierną ingerencję władzy wykonawczej w sądowniczą.

Zakwestionowała przede wszystkim „zwierzchni nadzór” ministra sprawiedliwości nad działalnością administracyjną sądów.

– Niedookreśloność przepisu daje ministrowi sprawiedliwości ogromną władzę arbitralną i dyskrecjonalną, jak monarsze absolutnemu – mówił na rozprawie przewodniczący KRS Stanisław Dąbrowski. – Jeśli monarcha jest oświecony, uszanuje niezależność sądów, jeśli nie – może je tego atrybutu pozbawić. [b]Nie możemy uzależniać prawa obywateli do niezawisłego sądu od charakteru ministra[/b] – przekonywał.

Zdaniem KRS przyznane ministrowi kompetencje wyznaczania wiceprezesa sądu w razie niepowołania prezesa, delegowania sędziów do innych sądów czy nawet do MS bez ich zgody to samo „jądro władzy sądowniczej”.

Zarzutu nadmiernego nadzoru nad sądami nie poparł ani Sejm, ani prokurator generalny. Poseł Grzegorz Karpiński z PO uznaje tylko zarzuty dotyczące jednoczesnej zgody sądu dyscyplinarnego na uchylenie immunitetu i na aresztowanie sędziego, prawo MS do zarządzania przerwy w czynnościach sędziowskich prezesa sądu zatrzymanego podczas przestępstwa oraz delegowania sędziego bez jego zgody. Wiceprokurator generalny Andrzej Pogorzelski ma konstytucyjne zastrzeżenia tylko do przepisu o immunitecie i aresztowaniu sędziego. Nadzór administracyjny nad sądami nie dotyka jego zdaniem niezawisłości sędziowskiej.

Przedstawiciele dopuszczonego do sprawy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia potwierdzili liczne przypadki komentowania i oceny orzeczeń sądowych przez MS, badania przez urzędników zasadności zawieszenia czy odroczenia postępowania.

– A to jest ingerencja w orzecznicze działanie sądów – mówiła sędzia Anna Korwin-Piotrowska z Iustitii – a nie w administrowanie nimi.