Szczęśliwie konserwator nie zapłaci tysiąca złotych, lecz jedynie 100 zł kosztów postępowania. Przegrał bowiem sprawę w sądzie o dostęp do informacji publicznej. Sąd orzekł, że był bezczynny.

Internauta, który wystąpił elektronicznie do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie, domagał się zanonimizowanych kopii wszystkich zawiadomień o znalezieniu zabytku archeologicznego przez przypadkowych znalazców. Chodziło o zawiadomienia kierowane od 2010 r. do wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz do wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Po miesiącu czekania wystosował skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na bezczynność wojewódzkiego konserwatora. Domagał się też zasądzenia na jego rzecz 1 tys. zł. Odpowiadając na skargę, konserwator przesłał kilka skanów zgłoszeń o przypadkowych znaleziskach zabytków archeologicznych. Dodał, że należą do rzadkości, ponieważ częściej występują zgłoszenia telefoniczne i anonimowe. Wyjaśnił także, że z uwagi na długi przedział czasu wskazany we wniosku, jeszcze przed wpłynięciem skargi do sądu gromadzono dokumentację.

Wniosek rozpatrywano jednak jedynie w odniesieniu do zawiadomień kierowanych do wojewódzkiego konserwatora. I tak wymagało to czasochłonnych czynności. Nie ma bowiem odrębnego rejestru takich zgłoszeń, a w Wojewódzkim Urzędzie Zabytków pracuje tylko jeden etatowy archeolog i dwóch na półetacie, zajętych przy inwestycjach celu publicznego, wymagających stałej obecności archeologów.

Wniosek o informacje o znaleziskach sprawił, że jeden z nich musiał być oddelegowany do przeglądu kilku tysięcy pism, jakie wpłynęły w ciągu ostatnich siedmiu lat.

sygnatura akt: II SAB/Kr 124/16