Po skierowaniu przez Komisję Europejską skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie SN, a także opublikowaniu w tym tygodniu bardzo krytycznego raportu Bertelsmanna o sytuacji w Polsce ten krok ministra sprawiedliwości można traktować jako swoistą retorsję w prowadzonym sporze.

Czytaj także:

Słojewska: Polska samotnie przeciw LGBTI

Czytaj także: Ziobro zawetował decyzję Rady ws. Karty Praw Podstawowych

Nie ma jednak wątpliwości, że ma on swoje drugie dno. Bo oto rysuje się stara linia ideologicznego podziału między liberalno-lewicowymi elitami w UE a prawicowym rządem w Polsce.

Odniesienie się w konkluzjach w pierwszej kolejności do mniejszości seksualnych, imigrantów, praw kobiet, i sprowadzenie problemu chrześcijan do ochrony społeczności religijnych, a nie zdefiniowanie ich jako najbardziej prześladowanej grupy na świecie okazało się daleko niewystarczające. Kwestia ta wielokrotnie była zresztą podnoszona na forum europejskim. Bezskutecznie.

Bezpośrednie odniesienie się do cierpienia chrześcijan jako fundamentalnego problemu byłoby bowiem ukłonem w kierunku Kościoła Katolickiego, który jest uznawany przez obecnych polityków w UE za ideologicznego przeciwnika. Trudno się pogodzić z tym, że na jednej liście znalazły się zagrożenia praw osób LGBT w związku m.in. z ograniczeniem małżeństw homoseksualnych, chrześcijanie i Kościół Katolicki, który prawa te otwarcie kwestionuje. Pójście na taki kompromis burzyłoby obowiązującą we współczesnej Unii narrację.

Weto Ziobry w sprawie konkluzji Rady Unii Europejskiej oznacza zatem, że nie zostanie ona przyjęta, ponieważ wymaga jednomyślności. Unia znalazła jednak wyjście z tej patowej sytuacji (gdyż wnioski Polski w sprawie chrześcijan nie zostały zaakceptowane). Kwestionowany tylko przez Polskę dokument będzie przyjęty jako konkluzje austriackiej prezydencji.

Żadnej mocy prawnej ten dokument nie ma.