Kiedy wydawało się, że rządowi udaje się ominąć zderzenie z jedną górą lodową, którą jest nierozwiązany konflikt z UE o Izbę Dyscyplinarną SN, na horyzoncie pojawia się kolejna – Prokuratura Europejska. Szefowa tej instytucji publicznie się żali, że Polska nie wykonuje jej wniosków o wsparcie prawne w związku z prowadzonymi sprawami o wyłudzenie funduszy unijnych. Brzmi poważnie, zwłaszcza w świetle oskarżeń o zły stan praworządności nad Wisłą i podnoszonego ryzyka związanego z sądową kontrolą wydawania unijnych pieniędzy.

Polska co prawda problemów z wyłudzaniem funduszy UE nigdy nie miała, jest jednym z niewielu państw Unii, które nie zdecydowały się przystąpić do Prokuratury Europejskiej, która miała być „dodatkowym okiem” w tej kwestii. Likwidując ID, rząd zdaje się spełniać tzw. kamienie milowe potrzebne do aktywacji środków z KPO, co ma pozwolić na stopniowe uwalnianie unijnych pożyczek i dotacji już od jesieni. Mimo że brak współpracy z Prokuraturą Europejską nigdy nie był warunkiem dla aktywacji tych środków, można się domyślać, że publiczne żale wylewane przez europejską prokurator Laurę Kövesi nie są przypadkowe. Mogą szybko urosnąć do rangi argumentu w rękach polityków niechętnych przyznawaniu unijnych funduszy Polsce. To istotny znak i przestroga, której rząd w Warszawie nie powinien lekceważyć, tak jak było to w przypadku Izby Dyscyplinarnej. A szukanie jakichś proceduralnych i formalnych wykrętów, aby nie współpracować, jest dość ryzykowne.

Czytaj więcej

Polska blokuje unijne śledztwa. Chodzi o nadużycia w wydawaniu pieniędzy

Warto pamiętać, że obok KPO wkrótce może zacząć się pozyskiwanie z Unii regularnych funduszy z nowej perspektywy budżetowej. A w tym przypadku wpływ na uruchomienie miliardów może mieć rozporządzenie „fundusze za praworządność”, które zawiera dość pojemny katalog sytuacji, kiedy państwo może mieć zakręcony kurek z pieniędzmi. Brak współpracy z niezależną od krajowych polityków unijną prokuraturą, która mogłaby patrzeć im na ręce w kwestii finansów Unii, może być postrzegany jako zagrożenie dla transparentności wydawania pieniędzy.

Co ciekawe, podobnie jak w przypadku Izby Dyscyplinarnej, tak i w przypadku Prokuratury Europejskiej głównym rozgrywającym jest Zbigniew Ziobro. Od samego początku wypowiadał się sceptycznie na temat tej instytucji, narzucając ten sposób myślenia całej Zjednoczonej Prawicy. I po raz kolejny prawica stała się zakładnikiem własnych dogmatów. Bo bynajmniej nie chodziło o lęk przed wpuszczaniem „brukselskich prokuratorów do polskiego kurnika”(w instytucji tej byliby polscy śledczy wskazani przez Ziobrę), ale o pryncypia: spór o przyszły kształt Europy. Dla Ziobry i PiS unijna prokuratura jest kolejną cegiełką w budowie superpaństwa federacyjnego.

Ta koncepcja stoi w sprzeczności z ideą Europy suwerennych narodów, której wyznawcami są Jarosław Kaczyński i Viktor Orbán. Stąd tak alergiczna niechęć do wszelkich przejawów federalizacji, w tym Prokuratury Europejskiej. Problem w tym, że te dwa przeciwstawne światy znowu są na kolizyjnym kursie. Polski rząd mógłby pragmatycznie zacząć szukać sposobu, jak ominąć kolejną górę lodową. Czas pokazał, że nie warto było umierać za Izbę Dyscyplinarną. Czy warto za Prokuraturę Europejską?

Czytaj więcej

Europejska prokurator generalna: Nie ma czystych krajów