Reklama

Prof. Tomasz Siemiątkowski: Czas, by prezesi w państwowych spółkach byli wreszcie kompetentni

O rządowych zapowiedziach wprowadzenia przepisów o nadzorze nad spółkami Skarbu Państwa, obsadzie najwyższych stanowisk w firmach, mechanizmach umożliwiających wybór fachowców o odpowiednim wykształceniu i problemach z tym związanych – opowiada profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie Tomasz Siemiątkowski w rozmowie z Marcinem Piaseckim.

Publikacja: 17.10.2016 08:52

Rz: Rząd zapowiada wprowadzenie nowych przepisów o nadzorze nad spółkami Skarbu Państwa. Rozwiązania przede wszystkim mają dotyczyć obsady najwyższych stanowisk. To przerwie serię skandali?

Tomasz Siemiątkowski: Ustawa o nadzorze właścicielskim czy raczej korporacyjnym jest niezbędna. Zmiana szyldu albo półśrodki nic nie dadzą.

Już od dawna były przymiarki do wprowadzenia tego rodzaju przepisów. A wciąż ich nie ma.

Pierwszy projekt pojawił się w sejmowej Komisji Skarbu Państwa w 2003 r., czyli za rządów SLD. Stoimy w miejscu od 13 lat. Potem były plany PiS w latach 2005–2007, dalej dwa podejścia PO–PSL i nic nie ma.

Politykom na tym nie zależy.

Reklama
Reklama

Bez takiej ustawy nie zrobimy żadnego kroku. Jesteśmy niewątpliwie zapóźnieni, żyjemy w jednym z niewielu nowoczesnych krajów z pustką prawną w tym obszarze. Szczęśliwie jej wypełnienie stało się priorytetem rządu. Tworząc przepisy, trzeba spojrzeć na doświadczenia innych państw. A są one różne. Wiele systemów nie może się uporać z kwestią ładu korporacyjnego w państwowych spółkach i mówimy tu o krajach rozwiniętych szeroko pojętego Zachodu. Włosi ciągle narzekają, że w ich spółkach jest problem upolitycznienia. Niemcom odpolitycznienie też nie do końca się udało, prawodawstwo mają porozbijane pomiędzy regulacje federalne a landowe, choć zrobili sporo w 2009 r. W Polsce mamy pytanie zupełnie podstawowe: czy nie moglibyśmy sobie zafundować rozwiązania, które posunęłoby nas do przodu? To jest moja główna idea.

Tej idei raczej nie podziela aparat partii politycznych, który liczy na stanowiska w spółkach.

Można powiedzieć, że dopóki będą istniały podmioty państwowe, ten problem też będzie istniał na świecie. Tyle tylko, że podmioty takie będą istniały zawsze. Badania wskazują, że są ważnym elementem gospodarek wielu krajów, a to znaczenie wzrosło po kryzysie 2007 r., gdy udział spółek państwowych w gospodarce mierzony albo udziałem w PKB, albo w zatrudnieniu całego sektora przedsiębiorstw w gospodarkach rozwiniętych wynosi poniżej 10 proc. W Polsce sięga ok. 15 proc. Dlatego musimy się zastanowić, co możemy zrobić, żeby to ucywilizować. W moim przekonaniu ucywilizowanie jest możliwe przede wszystkim poprzez zapewnienie mechanizmów wyboru ludzi kompetentnych.

Przecież polityka i tak znajdzie sposoby, żeby się wcisnąć w te mechanizmy.

Z polityką w pełni nikt sobie nie poradził. Powiem więcej: i sobie nie poradzi. Problem polega na tym, żeby zmieniające się cykle polityczne były związane regulacjami, które z jednej strony je zmuszą, a z drugiej wywołają wolę, żeby to byli ludzie kompetentni. I to jest prawdopodobnie wszystko, co jesteśmy w stanie osiągnąć. Od polityki nie uciekniemy, ale jeżeli wybory zawsze byłyby wyborami ludzi właściwie przygotowanych, a tacy są w każdej opcji politycznej, to w tym momencie mamy osiągnięte tyle, ile się da. W USA to prezydent z udziałem Senatu decyduje np. o powołaniu rady dyrektorów poczty amerykańskiej, ogromnej organizacji gospodarczej, i nikt nie rozdziera z tego powodu szat. Zresztą prezydent amerykański decyduje o obsadzeniu organów nie tylko tego podmiotu.

Co to znaczy: kompetentnych?

Reklama
Reklama

Takich, którzy spełniają określone kryteria. Część z nich da się określić w ustawie.

Jakie to kryteria?

Staranne wykształcenie, szczególne kompetencje, istotne doświadczenie. Stworzenie katalogu wymogów, które kandydat musi spełniać, jest relatywnie proste. Pozostaje kwestia przestrzegania rozwiązań prawnych, i to jest najważniejsze.

I proste jest zniesienie tego katalogu przez kolejną ekipę rządzącą.

To będzie trudne, ponieważ stanie się wobec faktów dokonanych. Obniżenie tych standardów będzie o tyle utrudnione, że kontrola społeczna wyeliminuje takie zapędy.

Jakoś kontrola społeczna w tych sprawach dotychczas nie była szczególnie skuteczna.

Reklama
Reklama

Nie było twardej regulacji, a wtedy byłoby trudniej obniżyć standardy. Na świecie mamy trzy modele sprawowania nadzoru nad spółkami państwowymi: scentralizowany, zdecentralizowany i dualny. W systemie zdecentralizowanym spółki państwowe podlegają wielu podmiotom i organom, w scentralizowanym nadzór jest skoncentrowany w jednym podmiocie. To mieliśmy w Polsce, chociaż tak naprawdę nasz nadzór szedł w kierunku dualnym, czyli mieszanym. Te modele na świecie są, rozwiązania istnieją. Problem polega na tym, że jedni sobie radzą lepiej, inni – gorzej. Ważne, żebyśmy to my zaczęli sobie radzić lepiej.

Czyli co trzeba zrobić?

Pierwszy podstawowy krok to uchwalenie aktu prawnego. Słyszymy o ustawie, którą przygotowuje rząd. Miałaby ona doprowadzić do nadzoru korporacyjnego sprawowanego na poziomie premiera. Ten system wydaje się obiecujący. Przede wszystkim dlatego, że w ogóle pojawi się długo oczekiwana regulacja. Ważne, aby ta regulacja była dobra jakościowo i koncepcyjnie. Nie znamy szczegółów na tym etapie, ale mówi się o interesujących rozwiązaniach. Na przykład o takim, że w przypadku powoływania członków zarządów i rad nadzorczych spółek strategicznych, a zakładam, że będzie ich kilkadziesiąt, ma się pojawić rada ds. spółek strategicznych pełniąca funkcję komitetu nominacyjnego. Taki komitet sam w sobie już byłby wartościowy. Jego opinie otwierałyby drogę do powołania członków organów spółek strategicznych, jednak takie powołanie nie mogłoby się odbyć bez kontrasygnaty premiera. Co znaczy, że zbliżylibyśmy się do systemu scentralizowanego – według badań OECD najbardziej efektywnego. Jego zaletą byłoby wyraźne przydzielenie odpowiedzialności oraz ścisły nadzór sprawowany z jednego miejsca, a także możliwość prowadzenia polityki właścicielskiej w odniesieniu do sektora spółek państwowych.

Kto powinien zasiadać w takiej radzie?

Powinno to być gremium, które skupia osoby z odpowiednim autorytetem, z doświadczeniem w gospodarce, najlepiej zarówno praktycznym, jak i akademickim. Być może również z doświadczeniem w zakresie spółek Skarbu Państwa.

Reklama
Reklama

Jakie wówczas byłyby uprawnienia tej rady w sprawach nominacji?

Ja rozumiałbym to tak, że członkowie rady ds. spółek strategicznych opiniowaliby kandydatów do rad nadzorczych i zarządów spółek. Ich powołanie przez walne zgromadzenie wymagałoby wcześniejszej zgody prezesa Rady Ministrów. Bardzo ważna byłaby zgoda premiera, a jeszcze ważniejsze – zostanie powołany.

Co w sytuacji, gdyby powołany został kandydat negatywnie zaopiniowany przez radę?

Powołania osób, które nie otrzymały rekomendacji, albo osób niespełniających kryteriów ustawowych (nawet po uzyskaniu rekomendacji) powinny być bezwzględnie nieważne. To oznaczałoby, że próbujemy zastosować bardzo jasne reguły gry.

A kto będzie odwoływał zarządy?

Reklama
Reklama

Tutaj powinny obowiązywać regulacje kodeksu spółek handlowych, czyli członkowie rad nadzorczych odwoływani byliby przez walne zgromadzenia, zarządów natomiast przez rady nadzorcze albo walne zgromadzenia. Wybierając najlepszych z najlepszych, w dużym stopniu wyeliminowano by jednak ryzyko pomyłki. Tyle że nie da się zadekretować przyzwoitości ludzkiej.

Ci kompetentni prezesi będą na tyle silnie umocowani, żeby politycy nie wymuszali na nich zatrudniania aparatu na niższych stanowiskach?

Nikomu na świecie nie udało się zapewnić odpowiedniej jakości kadr na poziomie niższym niż zarządy i rady nadzorcze. Można sobie jednak wyobrazić sytuację, że skoro premier odpowiada za to, kto się znalazł w radach nadzorczych oraz w zarządach, to niech te rady nadzorcze odpowiadają za to, kto się znalazł na poziomie na przykład dyrektorów wykonawczych.

—rozmawiał Marcin Piasecki

Opinie Prawne
Karol Ligarski: Rękojmia po upadłości dewelopera bywa iluzją
Opinie Prawne
Katarzyna Batko-Tołuć: Media samorządowe? A miało być inaczej
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: Prawo autorskie w prokuraturze się nie przyjęło
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Dajcie mi sędziego, a znajdę coś na niego
Opinie Prawne
Marek Kolasiński, Krzysztof Koźmiński: Czy powrót do przeszłości ma sens
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama