Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie odmówiła orzekania w sprawie wespół z sędzią, o którym media informowały, iż był on najprawdopodobniej uczestnikiem grupy dyskusyjnej tzw. KastaWatch. Grupa ta miała stać za zorganizowaniem kampanii hejterskej wobec sędziów, którzy sprzeciwiali się i nadal sprzeciwiają zmianom w sądownictwie wprowadzanym przez ministra sprawiedliwości. Pomijam tu szerszą ocenę tych zmian. Wyrażałem ją wielokrotnie w imieniu własnym i adwokatury – mogę tutaj krótko i nie nazbyt delikatnie stwierdzić: są do niczego.
Czytaj także: Kmieciak: Autorytet państwa i jego instytucji buduje się latami
Dla wspomnianej sędzi orzekanie wspólnie z osobą, która – jeśli prawdą są doniesienia medialne – postępowała niegodnie, podważa powagę i majestat Rzeczypospolitej.
Notabene ów sędzia został wyznaczony, w ramach wprowadzanych od trzech lat przez ministra sprawiedliwości zmian w sądach, na zastępcę rzecznika dyscyplinarnego (!) sędziów sądów powszechnych.
Natomiast w jednym z programów telewizyjnych profesor prawa, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, mówiąc o innym sędzi, który również miał uczestniczyć we wspomnianej grupie dyskusyjnej, stwierdził, iż nie ma dla niego miejsca w sądzie, ale może znajdzie się... w adwokaturze. Tym samym profesja adwokata, w której wspomniany „dyskutant" miałby znaleźć miejsce, została wzięta w moralny nawias i postawiona po przeciwnej stronie przyzwoitości. Na tę wypowiedź zareagowałem listem otwartym i wyraziłem sprzeciw wobec takiego postawienia sprawy. Od profesora prawa i byłego prezesa TK należy szczególnie oczekiwać zrozumienia istoty zawodu adwokata i tego, czym jest adwokatura.
Niegodnie postępujący adwokat szkodzi sądownictwu tak samo jak niegodny sędzia.
Ujawniona afera hejterska z udziałem osób, które wykonują funkcję sędziego, wymaga postawienia istotnych pytań.
Jak ma postąpić adwokat, którego zadaniem jest jak najlepsze reprezentowanie interesów klienta, a wchodzi do sali sądowej, gdzie za stołem sędziowskim siedzi sędzia, o którym nie powiemy nawet, że jest bohaterem afery, bo słowo „bohater" doznałoby uszczerbku?
Powiemy raczej, że jest antybohaterem wymiaru sprawiedliwości.
Wykonuję zawód adwokata od ponad 30 lat i przyznaję, że nie znajduję dobrej odpowiedzi na to pytanie. A co mają powiedzieć adwokaci z doświadczeniem mniejszym od mojego?
Co mają odpowiedzieć swoim klientom, gdy ci zapytają – czy ten sąd jest sądem niezawisłym? A może powinni zbagatelizować sprawę, powtarzając za rządzącymi, że to jedynie kłótnia w środowisku sędziowskim, że jedni są przeciw drugim, ale to nie ma wpływu na jakość prowadzenia sprawy, na bezstronność orzekania, wydawania wyroków. A jeśli za stołem sędziowskim, w todze i z łańcuchem sędziego na piersi, będzie siedział ten, który zarzucił kłamstwo doniesieniom o jego udziale w aferze hejterskiej?
Dla jasności powiem, że jeżeli te informacje były nieprawdziwe, miał on prawo mówić o kłamstwie.
Ale stwierdzenie, które także padło z jego ust wobec przedstawicieli mediów, że nie zapomni tego jako człowiek i JAKO SĘDZIA (!), stawia pod znakiem zapytania jego sędziowskie, a więc profesjonalne, predyspozycje.
Wątpię, czy można liczyć na honorowe rezygnacje ze stanu sędziowskiego osób, które postępowały niegodnie, choć takie rozwiązanie byłoby, oczywiście, optymalne. Trąd byłby usunięty.
Chciałbym wierzyć – jeżeli honorowe odejścia nie nastąpią – że postępowania dyscyplinarne wyjaśnią całą sprawę.
Jeśli okaże się, że zarzuty dziennikarskie były prawdziwe, osoby zaangażowane w hejt zostaną usunięte z urzędu sędziego.
Chciałbym wierzyć, ale nie wierzę.
Wciąż bowiem brzmią mi w uszach słowa wypowiedziane przez – co prawda byłego już – wysokiego urzędnika Ministerstwa Sprawiedliwości, ale wciąż sędziego, do osoby zaangażowanej w hejterskie wpisy: „za czynienie dobra nie wsadzamy".
I słusznie.
Pod jednym wszakże warunkiem, że przez dobro rozumiemy to samo – godne postępowanie i poszanowanie zasad demokratycznego państwa prawa.
Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej
Felietony mec. Treli będą się ukazywać na naszych łamach raz na dwa tygodnie