Reklama

Detektyw ZUS tropi oszustów - komentarz Jolanty Ojczyk

Chyba można już powiedzieć, że Polska to nie jest kraj dla... oszustów. I to nie tylko za sprawą fiskusa, który ściga wyłudzających podatki, a do pomocy chce zatrudnić nawet hakerów. Do akcji wkroczył ZUS, który już nie tylko ściąga nienależne świadczenia czy zaległe składki.

Publikacja: 14.12.2017 19:07

Jolanta Ojczyk

Jolanta Ojczyk

Foto: Fotorzepa/ Waldemar Kompała

„Rzeczpospolita" opisuje, jak oszust, który chciał zarobić kosztem ZUS, trafił za kraty.

Sprawy by nie było, gdyby nie dociekliwi urzędnicy. Ci przeprowadzili śledztwo i ustalili, że pani podpisała z panem umowę o pracę, ale nie przepracowała ani jednego dania, a pracodawca nie zdążył wypłacić jej ani grosza wynagrodzenia. Za to pani zdążyła złożyć wniosek o świadczenie rehabilitacyjne – występują o nie osoby, które chorują ponad pół roku. Czujni jak detektywi urzędnicy odmówili zasiłku i złożyli doniesienie do prokuratury. Ta oskarżyła cwany duet o usiłowanie oszustwa i przekonała sąd, że ma rację. Biznesmen spędzi za kratami dziesięć miesięcy, kobieta dostała osiem miesięcy w zawieszeniu.

To zła wiadomość dla wszystkich, którzy próbują wyłudzić zasiłki z ZUS. Ktoś powie: to precedensowa sprawa, nie ma co się bać. Otóż nie. Urzędnicy potrafią przecierać szlaki, którymi potem mogą podążać ich koledzy z całej Polski.

Kilka lat temu ZUS zaczął sprawdzać, czy umowa to nieoskładkowane dzieło, czy zlecenie, do którego trzeba dopłacić niemałe składki. Najpierw kontrolował niemrawo, ale gdy zaczął wygrywać w sądach, liczba kontroli zaczęła rosnąć. I już w 2015 r. ZUS zażądał od firm składek za ponad 26 tys. osób. A z pewnością ta liczba będzie jeszcze wyższa. To za sprawą informatyzacji Zakładu – specjalny algorytm skuteczniej wskaże podmioty do kontroli.

Podobnie było w sprawie zwolnień lekarskich. ZUS przestał je sprawdzać na chybił trafił. Urzędnicy detektywi często z pomocą pracodawców typowali podejrzanych, czyli tych, którzy często przebywali na krótkich zwolnieniach, brali zwolnienia od różnych lekarzy czy wrzucali zdjęcia z wakacji na portalach społecznościowych w czasie, gdy mieli cierpieć w chorobie. W efekcie z roku na rok zwiększała się kwota wstrzymanych lub cofniętych świadczeń, osiągając całkiem pokaźne kwoty: 195 mln zł w 2015 r. i 203 mln zł w 2016 r. A od przyszłego roku za sprawą e-zwolnienia – lekarz prześle je od razu siecią do ZUS – skutecznych kontroli będzie jeszcze więcej.

Reklama
Reklama

Tak więc jest się kogo bać. I dobrze, że ZUS przestaje się kojarzyć z niemrawymi urzędnikami, a zaczyna z profesjonalnymi śledczymi. Miejmy jednak nadzieję, że tak jak Sherlock Holmes czy Adrian Monk będzie ścigać tylko tych, którzy naprawdę zasłużyli na karę.

Opinie Prawne
Marzena Tabor-Olszewska: Ustawa w „zamrażarce”, a psy nadal na łańcuchach
Opinie Prawne
Karol Ligarski: Rękojmia po upadłości dewelopera bywa iluzją
Opinie Prawne
Katarzyna Batko-Tołuć: Media samorządowe? A miało być inaczej
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: Prawo autorskie w prokuraturze się nie przyjęło
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Dajcie mi sędziego, a znajdę coś na niego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama