Jacek Nizinkiewicz: Po co Jacek Kurski chce wrócić do polityki i dlaczego w PiS go nie chcą

Były prezes TVP przygotował raport o przyczynach porażki PiS w wyborach parlamentarnych. Kurski przekonuje, że winny nie jest Jarosław Kaczyński, ale Telewizja Polska, które przestała wspierać partię. Czy prezes da się oczarować swojemu bulterierowi?

Publikacja: 27.02.2024 15:26

Jacek Kurski

Jacek Kurski

Foto: FOTON/PAP

„Zasadnicze pytanie, jakie sobie tutaj jako ludzie TVP stawiamy, brzmi: czy przy tych zasobach i zasięgach TVP, tej polityce rządu, takich, a nie innych decyzjach sztabu, mogło być inaczej? Odpowiadamy: tak, nawet w tych niełatwych warunkach TVP mogła (...) dostarczyć profesjonalny przekaz, którego skutkiem byłby wynik o 5–7 proc. wyższy dla obozu patriotycznego” – to główna teza tajnego raportu „Czy mogło być inaczej”, o przyczynach porażki wyborczej PiS, który przygotował Jacek Kurski wraz z byłymi pracownikami TVP.

Były poseł PiS, a ostatnio również dyrektor w Banku Światowym winnych porażki wyborczej partii Kaczyńskiego upatruje w TVP, po tym jak przestał być jej prezesem, a jego ludzie stracili w niej decydujące stanowiska.

TVP za rządów PiS miała przykryć aferę wizową

„W szczycie afery wizowej – kiedy opozycja i sprzyjające jej media masowo atakowały PiS za rzekome sprzedanie bez żadnej kontroli 250 tys. wiz obcokrajowcom – z niezrozumiałych powodów szefowie Telewizyjnej Agencji Informacyjnej uznali, że najlepszym sposobem na przykrycie rozpętanej przez opozycję afery wizowej jest intensywne pokazywanie na antenie TVP Info oraz w innych programach informacyjnych TVP zdjęć fali nielegalnych imigrantów docierających łodziami i nasypami kolejowymi do Europy. Było to gaszenie pożaru benzyną” – czytamy w dokumencie, który Kurski przedstawił Kaczyńskiemu. Polityk wprost przyznaje, że Telewizja Publiczna powinna służyć partii rządzącej, a gdy został pozbawiony funkcji prezesa, to medium przestało przynosić rządzącym oczekiwany politycznie zysk.

Czytaj więcej

Prezes PiS traci posłuch i wiarygodność

„W szczycie afery zrobiono kilka wydań specjalnych »Wiadomości« z Lampedusy!!! Efekt tego był taki, że odbiorcy TVP – bombardowani przez opozycyjne media informacjami o wizach, rzekomo sprzedawanych masowo nielegalnym imigrantom na straganie przez jedną z polskich ambasad w Afryce – w TVP dostawali uzupełniający to przekaz o fali imigrantów zalewających Europę. W percepcji widzów te informacje sklejały się w jedną całość: urzędnicy rządu PiS za łapówki sprzedali setki tysięcy wiz, a fala nielegalnych migrantów, którzy te wizy kupili, dociera już do Europy. Krótko mówiąc, TVP dostarczyła obrazków na potwierdzenie kłamstw opozycji. I to w sprawie, w której wiarygodność PiS do tej pory była niezachwiana. To był drugi po rewitalizacji Tuska game changer tych wyborów” – to kolejne fragment tego raportu, który jest potwierdzeniem, że TVP miała służyć PiS, i przyznaniem się do winy, jak instrumentalnie rządzący traktowali media publiczne. Ale tym Kurski się nie przejmuje, bo wszyscy widzowie TVP widzieli, że to zbrojne medialne ramię władzy. Kurskiemu zależy teraz na dwóch rzeczach.

Oczarować Kaczyńskiego i wrócić do Parlamentu Europejskiego

Raport, który składa się z 72 punktów i jest aktem oskarżycielskim pod adresem następcy Kurskiego, czyli Mateusza Matyszkowicza. Ma pokazać, że sam Kaczyński nie popełnił błędów w kampanii wyborczej i „inni szatani byli tam czynni”, oraz sprawić, że sam jego autor wróci do pierwszoligowej polityki i dostanie miejsce biorące na listach PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

„TVP Kurskiego i Olechowskiego, robiąc newsy z polotem i rozmachem – skutecznie docierała do Polaków z prawdą o Polsce i przeciwnikach Dobrej zmiany. TVP Matyszkowicza i Pereiry (realnego następcy Olechowskiego) – smutnym, zanurzonym w przeszłości i topornym przekazem, na ogół bez pomysłu – szkodziła PiS i TVP. To jest miara różnicy, wynikająca z różnych poziomów profesjonalizmu tych duetów i ich kwalifikacji dziennikarskich. Takich błędów, absurdów, jak również zaniechań było w tej kampanii mnóstwo, największe zostaną wykazane w dalszej części. To one przesądziły o wyniku tych wyborów” – czytamy dalej w raporcie o następcach Kurskiego i Jacka Olechowskiego, którzy popełnili szereg błędów, w przeciwieństwie do nich. Kurski nie wspomina w dokumencie, że do TVP sam przyjmował Samuela Pereirę.

O samym Pereirze czytamy więcej w raporcie: „Był ostatnią osobą, która powinna zająć stanowisko głównodowodzącego TAI na czas kampanii wyborczej. Jako człowiek niedojrzały, mało poważny, nie mający wyobraźni ani wyczucia, ze skłonnościami do przepalania narracji i tzw. zrywania gwintu już będąc szefem portalu TVP Info wielokrotnie doprowadzał do wpadek i kryzysów. Po odwołaniu Kurskiego, zamiana Olechowskiego na Pereirę było drugim punktem zwrotnym, który zaważył na utracie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość”.

Czytaj więcej

Jarosław Olechowski znalazł nową pracę. Został szefem wydawców TV Republika

Z politologicznego i medialnego punktu widzenia raport jest bardzo interesującym bezprecedensowym dokumentem, obnażającym mechanizmy władzy splecionej z mediami państwowymi. Kurskiemu nigdy nie brakowało tupetu. Dziś gra o wszystko i nie ma wyjścia.

Duże pieniądze w USA i duże pieniądze w Parlamencie Europejskim

Jacek Kurski nigdy nie ukrywał, że lubi luksusowe życie. Po tym jak otrzymał posadę zastępcy dyrektora wykonawczego w Banku Światowym, dzięki Narodowemu Bankowi Polskiemu, na czele której stoi przyjaciel Kaczyńskiego Adam Glapiński, przeniósł się z rodziną do USA i zamieszkał pod Waszyngtonem. – Mieszkamy w pięknej dzielnicy, wśród parków, wody i zwierząt. Przed domem biegają króliki, wiewiórki, a nawet sarny. Bardzo szybko poczułam się tutaj dobrze – opowiadała Plejadzie.pl Joanna Kurska, żona polityka. Kurscy chwalili się w mediach zamożnym życiem i bogactwem. Drugi dom mają w Polsce. Z obu nie chcą zrezygnować. A wystawne życie, plus alimenty Kurskiego kosztują. A ten teraz nie ma pracy. Stąd raport, który ma wprowadzić prezesa PiS w dobry nastrój, a Kurskiemu dać nową wysokopłatną pracę w Paramencie Europejskim.

Kurski chce kandydować w wyborach europejskich i liczy, że dostanie biorące miejsce na listach PiS. A z tym może być problem, gdyż nie jest lubiany w partii. Mateusz Morawiecki i jego ekipa wprost są zwalczani przez Kurskiego i w raporcie również obwiniani o porażkę wyborczą. „(…) komisja ds. badania wpływów rosyjskich, odbierana jako lex Tusk, zasuflowany przez M. Morawieckiego pomysł z gatunku pure nonsensu. Ożywił on politycznego zombie Tuska, wówczas rekordzisty w rankingu nieufności społecznej oraz symbolu bezradności i klęski w roli lidera opozycji. (Mało kto wie, że Kurskiemu już po odwołaniu z prezesa TVP, proponowano przewodniczenie tej komisji, ale z miejsca przekonywał on, że nie ma ona sensu, gdyż odbuduje Tuska, da mu tlen, a chyba nie o to chodzi. Poza tym jako drugi po Tusku, przed jej oblicze musiałby zostać wezwany jej pomysłodawca, za decyzje klimatyczne podjęte bez zgody PiS i rządu na forum UE i zwiększające uzależnienie Europy od gazu rosyjskiego. A chyba o to też nie chodzi)” – tak w raporcie czytamy o „małych błędach PiS”.

W raporcie dostaje się też innym członkom PiS. „Śmiało zatem można postawić tezę, że to nie opozycja wygrała te wybory, lecz przegrali je dla Prawa i Sprawiedliwości szkodliwi, niekompetentni i nieodpowiedzialni ludzie z Rady Mediów Narodowych pp. Czabański i Lichocka, którzy na rok przed najważniejszymi wyborami zdecydowali o rozmontowaniu rozpędzonej, zwycięskiej maszyny TVP, jedynego realnego i skutecznego medium masowego przekazu, jakim dysponowała Zjednoczona Prawica – powierzając ją ludziom bez talentu, intuicji, słuchu społecznego, kwalifikacji medialnych i wyczucia politycznego” – czytamy w dokumencie o politykach PiS. Szkopuł w tym, że zarówno Lichocka, jak i ludzie Morawieckiego będą chcieli kandydować w wyborach do PE. A liczba miejsc biorących jest ograniczona.

Więcej chętnych do Brukseli z PiS niż miejsc biorących na listach

Posady w Parlamencie Europejskim będą chcieli zachować obecni eurodeputowani PiS i większości z nich pewnie to się uda, z Beatą Szydło, Patrykiem Jakim, Joachimem Brudzińskim, Dominikiem Tarczyńskim na czele. A jest też świeży zaciąg z Mariuszem Kamińskim, Maciejem Wąsikiem i Danielem Obajtkiem. Oni nie tylko potrzebują nowej pracy, ale też immunitetów parlamentarnych. Kurski komuś będzie musiał odebrać mandat, a w ostatnich wyborach do PE, w których startował, poniósł fiasko. Porażka w 2014 roku była dla niego tak dotkliwa, że zapowiedział wycofanie się z polityki. Słowa nie dotrzymał. Wolny rynek nie zweryfikował Kurskiego pozytywnie. Największe pieniądze zarabiał dzięki Kaczyńskiemu i chce, żeby tak pozostało. Stąd raport i próba doradzania prezesowi, mimo oporu w PiS.

Pracowitość i lojalność nie są mocnymi stronami Jacka Kurskiego

Odchodził i wracał do PiS. W 2002 roku zdradził Kaczyńskiego na rzecz Romana Giertycha i zarządzał kampanią konkurencyjnej Ligii Polskich Rodzin. W 2004 wrócił do PiS i został posłem tej partii, po czym został z niej wykluczony w 2005 roku, a następnie przywrócony i ukarany naganą. Jako europoseł PiS po 2009 roku nie grzeszył pracowitością. W rankingu polskich europosłów uzyskał przedostatnią lokatę: „należał też do posłów z najniższą frekwencją na posiedzeniach i głosowaniach z całego europarlamentu”. W 2011 roku ponownie został wykluczony z PiS. Kurski stworzył ze Zbigniewem Ziobrą Solidarną Polskę, która miała konkurować z PiS. Gdy został z partii Ziobry wykluczony, o którym mówił, że: „okazał się leszczykiem, któremu trzeba zmieniać pampersa”, wrócił do łask Kaczyńskiego i został prezesem TVP.

Czytaj więcej

Morawiecki o TVP Kurskiego: Często źle mnie pokazywała. Nie była na usługach rządu

Nigdzie Kurski nie miał tak dobrze i nie zarobił tyle, ile przy Kaczyńskim. A prezes ma słabość do swojego bulteriera, jak go nazwano. Zawsze dyspozycyjny, bezwzględny, zdolny do wszystkiego, przed niczym się nie cofnie, potrafi zaostrzyć kurs i pogłębić polaryzację.

W PiS Kurskiego nie lubią. Gdy partia wygrywała, przypisywał sobie sukcesy. Gdy ponosiła porażki, wskazywał winnych – nigdy siebie. Grał zawsze na siebie i tylko na siebie. Jest bezczelny do granic możliwości i wydeptał sobie bezpośredni dostęp do ucha prezesa. Nie potrzebuje pośredników. I bywa skuteczny, co udowodnił, gdy wywalczył sobie przywrócenie go na fotel prezesa TVP wbrew Radzie Mediów Narodowych Czabańskiego i negatywnej opinii premiera Mateusza Morawieckiego i prezydenta Andrzeja Dudy. Kaczyński postawił wtedy na Kurskiego, nie posłuchał prezydenta i premiera. To pokazuje, jaką ma siłę przebicia i posłuch u prezesa.

Od pozycji kciuka Kaczyńskiego będzie zależała dalsza przyszłość Kurskiego. Jeśli PiS się postawi, a Kaczyński uprze, to Kurski wróci do luksusowego życia i zarabiania w euro, a partia nie będzie miała nic do gadania. A prezes, będąc w opozycji, potrzebuje sprawdzonych ludzi, którzy przed niczym się nie cofną.

Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Rada Ministrów Plus, czyli „Bezpieczeństwo, głupcze”
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Pan Trump staje przed sądem. Pokaz siły państwa prawa
Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Janik: Twarz, mobilizacja, legitymacja, eskalacja
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Śląsk najskuteczniej walczy ze smogiem
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: My, stare solidaruchy