Reklama

Jerzy Surdykowski: Politycy jak gruszki

„19.30” w TVP to program sympatyczny, coraz lepiej robiony, pozbawiony jadu, jakim ociekały „Wiadomości”. Ale w doborze ekspertów i komentatorów dominuje jednostronność, która na pewno nie wywoła rozeźlonych telefonów z Kancelarii Premiera Tuska.

Publikacja: 08.01.2024 17:17

Jerzy Surdykowski: Politycy jak gruszki

Foto: Fotorzepa/ Piotr Guzik

„Towarzysze z KC są jak gruszki, dojrzewają, gdy spadną” – powiadał PRL-owski dowcip. Ale dotyczy on także demokratycznych polityków wszelkiej maści. Posła Mariusza Kamińskiego dopiero zagrożenie więzieniem skłoniło do uwag o „degeneracji moralnej PiS”, a europosła Zdzisława Krasnodębskiego i doradcę prezydenta Andrzeja Zybertowicza dopiero upadek tegoż PiS-u do przyznania, że nie podobały im się dawne „Wiadomości”. Nawet sam prezydent Andrzej Duda przebąkuję, że coś trzeba zmienić… Tylko dlaczego dopiero teraz?

Czytaj więcej

Andrzej Zybertowicz skrytykował TVP za rządów PiS. Mówił o „złej propagandzie”

Jak premier Mazowiecki dzwonił z pretensjami do „Rzeczpospolitej”

Ponieważ żyję długo (może za długo?), pamiętam podobne dylematy na przełomie wieków, kiedy na zmianę rządziły „post-solidarność” i „postkomuna”. Kiedy pierwsi byli u władzy, wszyscy głosili, jak to dzielnie roznosili podziemne gazetki. Kiedy wygrywali ci drudzy, wszyscy mieli „lewicowe przekonania”. Prawdopodobnie jestem jedynym żyjącym współpracownikiem „Rzeczpospolitej”, który przyszedł wraz z pierwszym po upadku PRL redaktorem naczelnym „Rzepy”, niezapomnianym Dariuszem Fikusem. Dlatego pamiętam, jak jeszcze bardziej niezapomniany premier Tadeusz Mazowiecki dzwonił do Darka sfrustrowany jakąś źle skomentowaną informacją. Podobnie jak wcześniej dzwonili PRL-owscy sekretarze.

Pamiętam jak niezapomniany premier Tadeusz Mazowiecki dzwonił do Darka Fikusa, pierwszego naczelnego „Rzeczpospolitej” w III RP, sfrustrowany jakąś źle skomentowaną informacją. Podobnie jak wcześniej dzwonili PRL-owscy sekretarze

Z tego właśnie powodu jestem sceptykiem w modnej ostatnio kwestii bezstronnych mediów publicznych. W roku 1988 współprowadziłem w Nowym Jorku (nie przyszło mi do głowy, że będę tam konsulem generalnym) przez wiele miesięcy program polonijnej TV w wymiarze 1,5 godz. tygodniowo, nadawany przez tamtejszą stację telewizji publicznej PBS. Program był antykomunistyczny, jednak nadawcy nie obchodziło, co pyskujemy o Polsce, ale już w sprawach amerykańskich mieliśmy być bezstronni. No i nadszedł sprawdzian: zbliżały się wybory, w których ówczesny republikański wiceprezydent George Bush współzawodniczył z Michaelem Dukakisem, kandydatem demokratów. Tymczasem my chcieliśmy przybliżyć sylwetkę gen. Edwarda Rowny, ówczesnego doradcy Ronalda Reagana, ze względu na jego polskie pochodzenie. PBS zablokowało emisję i musieliśmy nagrać dokładnie tyle samo centymetrów taśmy o obozie demokratów.

Reklama
Reklama

Tęsknota za PiS-owcami w TVP

Przydałoby się to w TVP. Owszem, „19.30” to program sympatyczny, coraz lepiej robiony, pozbawiony jadu, jakim ociekały „Wiadomości”. Ale gdy chodzi o dobór ekspertów i komentatorów, dominuje jednostronność, która na pewno nie wywoła rozeźlonych telefonów z Kancelarii Premiera. A przecież „publiczny” znaczy „wspólny”, a w naszej wspólnocie są ludzie myślący konserwatywnie, także po PiS-owsku. A więc…

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 już wybrała przewodniczącą. Tylko o tym nie wie
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama