Prezes Jarosław Kaczyński w imieniu narodu zażądał referendum w sprawie europejskiego paktu migracyjnego. Świetny temat na kampanię. Można wyliczyć, jak drogo Polska płaci na głowę uchodźcy (z Ukrainy), i podgrzać ksenofobię wobec reszty. Ranking na wroga został właśnie rozstrzygnięty.

Właściwie chodzi o ustrzelenie jednym pociskiem dwóch celów: najpierw kula trafi w uchodźców, a potem w Unię. Odgrodzimy się żelazną kurtyną od reszty Europy. Czyste złoto polityczne.

Czytaj więcej

Jarosław Kaczyński proponuje referendum. Migranci niemile widziani w Polsce?

Okazało się przy okazji, że prezes jest dobry w rachunkach. Kontekst sprzeciwu Polski wobec mechanizmu migracyjnego jest zdaniem lidera PiS taki, że przyjęliśmy na stałe półtora miliona uchodźców z Ukrainy. „Gdyby to pomnożyć przez 22 tys. euro, to będzie to suma między dwadzieścia kilka a trzydzieści miliardów euro. A jeśli chodzi o pomoc, którą otrzymaliśmy, to przy bardzo dobrym liczeniu jest to 100 euro na jednego mieszkańca” – oświadczył biegły w arytmetyce prezes PiS. Nie wyjaśnił tylko, skąd wziął takie mnożniki i dlaczego Polska nie wynegocjowała zwiększenia pomocy.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Po co Jarosławowi Kaczyńskiemu referendum w sprawie relokacji migrantów

Pakt migracyjny uzgodniony przez ministrów UE (przy sprzeciwie Polski) zakłada stworzenie mechanizmu obowiązkowej solidarności: ustalona zostanie minimalna roczna liczba relokacji z państw członkowskich, które są miejscem przybywania uchodźców (przede wszystkim Grecja i Włochy), do takich krajów, które są mniej narażone na migrację. Ma to dotyczyć osób, które ubiegają się o azyl, czyli których życie i zdrowie jest zagrożone we własnych krajach, a nie migrantów ekonomicznych.

„Nie zgodzimy się na to, nie zgadza się na to także naród polski” – oświadczył Jarosław Kaczyński. Emigranci Kościuszko i Pułaski ręki by mu jednak nie podali.