Reklama

Bogusław Chrabota: Bieda nad głową ministra Telusa

Będziemy musieli się rychło zmierzyć z kolejnymi aferami: drobiową, jajczarską, zapewne zaraz wieprzową, cukrową, buraczaną i tuzinem innych.

Publikacja: 11.04.2023 03:00

Bogusław Chrabota: Bieda nad głową ministra Telusa

Foto: PAP/Paweł Supernak

To jasne i oczywiste jak słońce, że Henryk Kowalczyk jest kozłem ofiarnym w tzw. aferze zbożowej. Jego główną winą było to, że za dużo mówił i nie na właściwy temat. Bo gdyby trąbił ile sił w płucach, że trzeba uszczelnić tranzyt zboża z Ukrainy, i został przez kolegów wysłuchany, interesy rolników nie byłyby aż tak zagrożone i nie sięgnęliby po widły. Cóż, sprawę zaniedbano i w trosce o wizerunek rządzącej partii Kowalczyka trzeba było obarczyć winą i odsunąć na drugi plan.

Na jego ministerialnym stołku mamy teraz mało znanego Roberta Telusa, który musi cały ten bałagan posprzątać, do czego ma zresztą kwalifikacje, bo przez osiem lat był prezesem Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Opocznie, więc na sprzątaniu się zna. Przynajmniej powinien.

Czytaj więcej

Zboże z Ukrainy: Oszukane polskie młyny

Problem jest jednak większy i może przerastać kompetencje człowieka nawet tak doświadczonego jak minister Telus. Stworzyła go bowiem Unia Europejska (a któż inny) i jej decyzja z zeszłego roku o czasowym zdjęciu ceł z towarów wyprodukowanych w Ukrainie. W świetle tych pomocowych regulacji kupowanie ukraińskiego zboża przez polskich hurtowników jest po prostu legalne. Jesteśmy w Unii, towar z Ukrainy jest nieoclony, dlaczego by go więc – kierując się interesem konsumenta – nie kupować. Dobroczynne skutki obecności na polskim rynku taniego ukraińskiego zboża właśnie odczuliśmy podczas świąt, kupując relatywnie tanie pieczywo i wypieki; w inflacji sprawa nieoceniona.

Święta jednak minęły, podobnie jak pierwsze echa „afery zbożowej”, i minister Telus, a z Telusem i my wszyscy będziemy musieli się rychło zmierzyć z kolejnymi aferami: drobiową, jajczarską, zapewne zaraz wieprzową, cukrową, buraczaną i tuzinem innych. Skąd to ponure proroctwo? Ano z tego, że na polski i europejskie rynki wciąż będą trafiały tańsze towary z Ukrainy. Taka już natura rynku. Bratnia pomoc Unii dla Kijowa w połączeniu z prawem podaży i popytu oraz kwestią niższych cen oznacza nieuchronne zaburzenie sterowanego subwencjami europejskiego rynku rolno-spożywczego.

Reklama
Reklama

Co może w tej sytuacji zrobić biedny minister Telus? Niewiele. Może walczyć o plombowanie wagonów, uczciwość celników albo tłumaczyć polskim hurtownikom, że w imię interesu partii rządzącej powinni kupować towary droższe, ale polskie. Życzę powodzenia. Lobbing w Brukseli w sprawie przywrócenia ceł na ukraińskie towary raczej też nie ma szans. Cóż, musimy się przez jakiś czas poczuć jak nasi sąsiedzi z Zachodu w pierwszych latach po akcesji, kiedy wspólny rynek został zalany towarami z Polski. No i o rynku w końcu słowo, bo warto. Prędzej czy później to właśnie dzięki niemu sytuacja się unormuje. Ale kiedy? Kto to wie.

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Kłodziński: Selekcja negatywna w rządzie. Dlaczego państwo odrzuca najsprawniejszych ludzi?
Opinie polityczno - społeczne
Wojciech Warski: Polacy zagrażają własnemu bezpieczeństwu
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Komu podziękować za transformację
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Gdyby Rosjanie finansowali dziś Leszka Millera, użyliby bitcoina
Opinie polityczno - społeczne
Stanisław Żaryn: Strategia bezpieczeństwa USA? Histeria niewskazana, niepokój uzasadniony
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama