Leszek Balcerowicz: Język i emocje. Jak przedsiębiorcy stali się burżuazją

Negatywny ładunek emocjonalny wokół słowa „kapitalizm” jest wynikiem dziesięcioleci propagandy zarówno na Wschodzie, jak i Zachodzie – pisze ekonomista.

Publikacja: 23.03.2023 17:04

Leszek Balcerowicz: Język i emocje. Jak przedsiębiorcy stali się burżuazją

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Jak wiadomo, ludzi wyróżnia spośród innych żywych istot to, że mają rozwinięty język składający się ze słów i zdań. To gigantyczne osiągnięcie ma jednak – w powszechnym użyciu – dwie słabości.

Pierwsza to brak jasności, jakie jest znaczenie wielu ważnych słów, takich jak np. państwo, demokracja, socjalizm. Wiele dyskusji – i to toczonych w uczonych gremiach – jest ciągiem nieporozumień, gdyż ich uczestnicy mają na myśli różne znaczenia tego samego słowa. Podstawowe pytanie, jakie należy zadawać w reakcji na taką niejasność, brzmi: „O co chodzi?”. Dopiero po ustaleniu precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie powstaje szansa na sensowną dyskusję – w miejsce wymiany dźwięków czy wyrazów. Uważam, że w szkołach należy upowszechniać logikę formalną – dyscyplinę, która zajmuje się precyzją pojęć oraz poprawnością wnioskowania. Jedną z kilku najważniejszych książek, jakie w młodości przeczytałem – poza jakimkolwiek obowiązkowym programem – była „Logika pragmatyczna” autorstwa wybitnego polskiego logika Kazimierza Ajdukiewicza.

Negatywny ładunek emocjonalny zawiera słowo „kapitalizm”

Drugi problem dotyczący powszechnego stosowania języka polega na tym, że wiele słów i językowych zwrotów zawiera emocjonalne ładunki, które wpływają poza świadomością odbiorców na ich postawy i wskutek tego nierzadko na ich działania.

W dalszym ciągu niniejszego tekstu skupię się na tym zjawisku, pomijając literaturę piękną, religię, polityczną i komercyjną propagandę itp. Skoncentruję się natomiast na emocjonalnym, ale nieintencjonalnym oddziaływaniu słów i językowych zwrotów, używanych w masowej, codziennej komunikacji między ludźmi, zarówno za pośrednictwem mediów, jak i bezpośrednio. Mam bowiem wrażenie, że jest to potężne, a zbyt słabo dostrzegane zjawisko.

Jak przedsiębiorcy stali się burżuazją

Jest wiele słów naładowanych emocjami po prostu dlatego, że odnoszą się do przyjemnych lub nieprzyjemnych zjawisk. Do pierwszych należą takie słowa jak np. miłość, przyjemność, sukces. Do drugich: ból, klęska, rozczarowanie. Takimi słowami nie będę tu się dalej zajmować. Dodam tylko na marginesie, że propagandowa manipulacja polega m.in. na tym, że pozytywne stany rzeczy próbuje się dezawuować lub demonizować przy pomocy negatywnych określeń, a zjawiska negatywne usiłuje się reklamować, używając słów o dodatnim ładunku emocjonalnym. Przykładem pierwszej manipulacji jest nazywanie wolności anarchią, a drugiej – określanie dyktatury jako porządku.

Dalej zajmę się słowami, których ładunek emocjonalny nie wynika z tego, że w sposób oczywisty odnoszą się do rzeczy przyjemnych lub nieprzyjemnych. Słowa, którymi się zajmuję, wpływają na emocje i postawy ludzi w sposób niejako samoistny, ukryty, a przez to często skuteczny.

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: Globalny wir

Od słów tego typu roi się w wypowiedziach na temat gospodarki. Główne przykłady to: „wyzysk” (główny marksistowski termin dotyczący gospodarki prywatno-rynkowej), „wyprzedaż”, „wyrąb”, „wykluczenie”. Przedrostek „wy” zdaje się sygnalizować emisję negatywnych emocji. Nie jest to jednak żelazna reguła, bo np. „wymiana” nie ma takiego wydźwięku.

Negatywny ładunek emocjonalny zawiera natomiast słowo „kapitalizm”. Jest to z pewnością wynik dziesięcioleci antykapitalistycznej, marksistowskiej propagandy uprawianej na Wschodzie przez cały aparat socjalistycznych państw, a na Zachodzie przez antykapitalistycznych intelektualistów, zwłaszcza we Francji (np. Jean-Paul Sartre). Ciekawe, że tym „postępowym” myślicielom nie przeszkadzał fakt, że zniesienie prywatnej własności w skali kraju zawsze prowadziło do dyktatury, nie mówiąc już o gospodarczym zastoju.

Do spotęgowania negatywnego ładunku zawartego w słowie „kapitalizm” przyczynił się wcześniej w Niemczech Werner Sombart w głośnej książce „Der moderne Kapitalismus” wydanej w 1902 roku. Został on potem zwolennikiem nazizmu.

Jeśli ktoś chce wzmocnić negatywny wydźwięk słowa „kapitalizm”, to będzie mówić o „wilczym” kapitalizmie. A określenia „przedsiębiorcy” czy „inwestorzy” zastąpi słowami „kapitaliści” czy „burżuazja”.

Negatywne emocje kapitalizmu

Nie znam badań na temat emocji wywoływanych przez słowo „socjalizm”. Przypuszczam, że choć w praktyce ustrój socjalistyczny, czyli monopol własności państwowej, wszędzie i zawsze oznaczał dyktaturę i zacofanie, to słowo „socjalizm” nie ma negatywnego ładunku emocjonalnego, a gdzieniegdzie może kojarzyć się pozytywnie. Sądzę, że wynika to z kilku przyczyn. Po pierwsze, „socjalizm” jest traktowany jako przeciwieństwo „kapitalizmu”, a ten – jak wspomniałem – wywołuje negatywne emocje. Po drugie, socjalistyczna propaganda głosiła, że socjalizm opiera się na „społecznej” własności środków produkcji, a słowo „społeczna” ma dodatni wydźwięk. Oczywiście w rzeczywistości istotą realnego socjalizmu był monopol własności państwowej. Wreszcie po trzecie, dla niektórych socjalizm oznacza państwo socjalne (a nie zniesienie własności prywatnej), a te u wielu wywołuje pozytywne skojarzenia, zwłaszcza gdy jest nazwane państwem dobrobytu.

Słowa naładowane negatywnymi emocjami dotyczą głównie ustrojów prywatno-rynkowych i reform, które zmierzają w tym kierunku

Z kolei do określeń o negatywnym ładunku emocjonalnym należy z pewnością „terapia szokowa”, czyli radykalna stabilizacja i liberalizacja gospodarki, czy „chłodzenie gospodarki”. Negatywny wydźwięk ma też słowo „prywatyzacja” firm, prawdopodobnie wskutek jego kojarzenia z „prywatą”. Ile oporu wobec tej podstawowej reformy po socjalizmie wynikało z takich ogłupiających emocji?

Uporczywa, wroga propaganda uprawiana w „postępowych” środowiskach zainstalowała negatywne ładunki emocjonalne w takich technicznych terminach jak monetaryzm, liberalizm czy – jeszcze bardziej – neoliberalizm.

Mam wrażenie, że słowa naładowane negatywnymi emocjami dotyczą głównie ustrojów prywatno-rynkowych i reform, które zmierzają w tym kierunku. Dużo mniej negatywnych określeń dotyczy ustrojów i zmian o przeciwnym charakterze. Co więcej, niektóre z nich są opatrywane słowami o pozytywnym wydźwięku, np. „wspólnota” czy „społeczne”.

Dlaczego socjalna ma znaczyć społeczna?

Na początku tego tekstu wspomniałem o niejasności lub wieloznaczności słów. Jeśli się tego nie usunie na początku dyskusji poprzez uzyskanie precyzyjnej odpowiedzi na proste pytanie „o co chodzi?”, to dalszy ciąg będzie szeregiem nieporozumień. Nie będę się tu szerzej zajmować tym ważnym problemem, a ograniczę się do jednego szczególnego przypadku, a mianowicie, gdy początkowe mętniactwo (czy wieloznaczność) kluczowego słowa prowadzi do emisji emocji i do nieporozumień. Posłużę się tu dwoma przykładami.

Weźmy słowo „prawa” jednostki. W początkowym, klasycznym znaczeniu oznacza ono wolnościowe uprawnienia (własność prywatną, wolność słowa, wyznania, wyboru władz państwowych), które wymagają ograniczenia władzy państwa. Ale słowo „prawa” zaczęło być w XX wieku używane w zupełnie innym znaczeniu, a mianowicie jako prawa „socjalne”, które wymagają rozszerzenia zakresu interwencji państwa – wzrostu wydatków budżetowych i w konsekwencji podatków. Ile pozytywnych skojarzeń związanych z prawami wolnościowymi spłynęło na prawa „socjalne”?

Drugi przykład to słowo „sprawiedliwość”. W pierwotnym (klasycznym) znaczeniu odnosi się ono do orzeczeń w ramach prawa karnego czy cywilnego. Kryteria i procedury odróżniające decyzje sprawiedliwe od niesprawiedliwych są tam w miarę jasne, choć w praktyce nie zawsze łatwe do przeprowadzenia. Słowo „sprawiedliwość” zaczęło być jednak używane w XX wieku w zupełnie innym znaczeniu, a mianowicie jako sprawiedliwość „społeczna”. Mamy tu do czynienia z użyciem dwóch słów o dodatnim ładunku emocjonalnym: „sprawiedliwość” i „społeczna”.

W przypadku klasycznej sprawiedliwości oddziela się decyzje sprawiedliwe od niesprawiedliwych. Ale co począć ze „sprawiedliwością społeczną”, którą zwykle kojarzy się z wydatkami socjalnymi? Czy im więcej takich wydatków, tym więcej „sprawiedliwości społecznej”?

Nie mogę się oprzeć pokusie, by nie wspomnieć o problemach związanych z pojmowaniem i emocjami wokół słowa „państwo”. Sprawdziłem na swoich studentach, że większość nie potrafiła go zdefiniować, choć często tego słowa używa. Na dodatek dla wielu osób słowo „państwo” ma wydźwięk pozytywny. Ile z nich z tego emocjonalnego powodu pozytywnie odnosi się do własności państwowej?

Pozorny humanizm marksizmu

W odróżnieniu od matematycznych symboli wiele ważnych słów oprócz niejasności ma pozytywne lub negatywne ładunki emocjonalne, które wpływają na postawy i wskutek tego – na działanie ludzi.

Dotkliwy, choć nie najważniejszy problem polega na tym, że prowadzi to do nieporozumień i pozornych debat. Gorsze jest to, że naładowane emocjonalnie słowa sprzyjają pozarozumowej akceptacji złych, kolektywistycznych, a przez to nierzadko dyktatorskich rozwiązań instytucjonalnych. Ile popularności nieludzkiej doktryny marksizmu brało się z jej pozornego humanizmu, polegającego na zastąpieniu własności prywatnej „społeczną”?

Dlatego trudno przecenić znaczenia demaskacji emocjonalnego oddziaływania ważnych słów oraz precyzowania znaczenia kluczowych terminów używanych w publicznych dyskusjach. Nie należy się wstydzić zadawania elementarnego pytania: „O co chodzi?”. Dopiero gdy to jednoznacznie ustalimy, czyli będziemy zgodni co do desygnatów ważnych słów, możemy sensownie badać, jakie mają one przyczyny i skutki.

Leszek Balcerowicz

Autor jest doktorem habilitowanym nauk ekonomicznych, byłym wicepremierem, ministrem finansów i prezesem NBP

Jak wiadomo, ludzi wyróżnia spośród innych żywych istot to, że mają rozwinięty język składający się ze słów i zdań. To gigantyczne osiągnięcie ma jednak – w powszechnym użyciu – dwie słabości.

Pierwsza to brak jasności, jakie jest znaczenie wielu ważnych słów, takich jak np. państwo, demokracja, socjalizm. Wiele dyskusji – i to toczonych w uczonych gremiach – jest ciągiem nieporozumień, gdyż ich uczestnicy mają na myśli różne znaczenia tego samego słowa. Podstawowe pytanie, jakie należy zadawać w reakcji na taką niejasność, brzmi: „O co chodzi?”. Dopiero po ustaleniu precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie powstaje szansa na sensowną dyskusję – w miejsce wymiany dźwięków czy wyrazów. Uważam, że w szkołach należy upowszechniać logikę formalną – dyscyplinę, która zajmuje się precyzją pojęć oraz poprawnością wnioskowania. Jedną z kilku najważniejszych książek, jakie w młodości przeczytałem – poza jakimkolwiek obowiązkowym programem – była „Logika pragmatyczna” autorstwa wybitnego polskiego logika Kazimierza Ajdukiewicza.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Leszek Balcerowicz: Waga wolności gospodarczej
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Krzyżak: Puchnący budżet Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czarna dziura w świadomości Zachodu
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Dlaczego kampania w USA jest niczym zastępcze wybory w Polsce
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Kamala Harris może być większym kłopotem dla demokratów niż Joe Biden