Szykując się do kampanii wyborczej, politycy opozycji powinni pamiętać, że mają w Prawie i Sprawiedliwości zdolnego przeciwnika. Zdolnego do wszystkiego. Zresztą z punktu widzenia PiS niewykorzystywanie okazji, jakie daje jej rzeczywistość, byłoby politycznym błędem. Bo tak, polityka to nie łyżwiarstwo figurowe, tu nie ma punktów za styl, liczy się wyłącznie skuteczność. A PiS właśnie testuje, czy łamanie wszelkich granic przyzwoitości będzie skuteczne.
Dlaczego to łamanie granic przyzwoitości? Weźmy sprawę Jana Pawła II. Na krótką metę PiS opłaca się wziąć go na sztandary. Mobilizowanie zwolenników krzykiem oburzenia, że oto depcze się świętości, może się okazać strzałem w dziesiątkę. Specyficzną cechą polskiej sekularyzacji jest bowiem przekonanie, że Kościół ma swoje za uszami, że zbyt natrętnie wychodzi ze swoim moralizatorstwem, co widać na przykład po spadku odsetka Polaków, którzy ufają Kościołowi jako instytucji. Ale to jeszcze nie oznacza, że Polacy masowo stali się ateistami. Podobnie nie oznacza to, że Jan Paweł II stał się dla nich – tak jak jest dla najmłodszego pokolenia – wyłącznie symbolem obciachu. Ci, którzy pamiętają jeszcze komunizm, doskonale pamiętają też jego rolę. I dlatego nawet tak ikoniczne dla opozycji postaci jak Tomasz Lis czy Roman Giertych wskazują na wielką rolę historyczną, jaką odegrał Święty.