Z Konradem Szymańskim, który od siedmiu lat był odpowiedzialny za polską politykę europejską, wielu się nie zgadzało. Ale nawet w szeregach opozycji dominowało przekonanie, że to rzetelny fachowiec. Gdy jeszcze miał możliwość manewru, prowadził na tyle skuteczną grę w Brukseli, że powszechnie krytykowane zmiany w polskim wymiarze sprawiedliwości nie przekładały się na utratę przez Polskę miliardów euro.
Rządowa koalicja weszła jednak w inny etap. Jarosław Kaczyński stał się zakładnikiem Zbigniewa Ziobry, którego odejście w warunkach galopujących cen oznaczałoby utratę władzy przez PiS. A i sam prezes doszedł do wniosku, że w świecie, którym rządzą emocje, wyborcy dadzą się przekonać o odpowiedzialności Unii, a w szczególności Niemiec, za katastrofalną sytuację gospodarczą Polski. Zgodnie z tą narracją lepsze są mrzonki o 1,3 biliona euro reparacji, jakie miałby wypłacić kiedyś Berlin, niż bardzo realne 35 mld euro, które oferuje Bruksela.