Uwaga, Niemcy się zbroją

Olaf Scholz jest jak Kubuś Puchatek. Im więcej ogłasza, że Niemcy przekazują ciężki sprzęt Ukrainie, tym bardziej tego nie robią – pisze publicysta.

Publikacja: 02.08.2022 03:00

Rzadko wspomina się, że Olaf Scholz w latach 80. był żarliwym prosowieckim marksistą

Rzadko wspomina się, że Olaf Scholz w latach 80. był żarliwym prosowieckim marksistą

Foto: pap/Michael Kappeler/dpa

Niemiecka elita zawsze chętnie łaja inne państwa za dostrzeżone przez nią niekonsekwencje. Obliczalność (niem. Berechenbarkeit) zajmuje wysokie miejsce wśród teutońskich cnót, przynajmniej w teorii. Dlatego obserwatorzy życia politycznego Republiki Federalnej z wyjątkową fascynacją śledzą ostatnie zmiany kursu w polityce Niemiec, jakie pojawiły się w następstwie ataku Rosji na Ukrainę.

Puste słowa

Dzisiaj nad Szprewą w dobrym tonie jest potępiać Putina. Obowiązkiem stało się wzywanie do zakończenia zależności energetycznej od Rosji i nawoływanie do niezwłocznych dostaw broni do Kijowa. Skończyła się ułuda, że obrona kraju mogłaby opierać się na mitycznych siłach zbrojnych Unii Europejskiej – nikt dziś nie kwestionuje roli NATO. Ukrainie wytyczono drogę, choć długą, do Unii. To wszystko budzi zdumienie, jeśli uświadomić sobie, jak dalece odbiega od żelaznego, ponadpartyjnego konsensusu pod rządami Angeli Merkel i jej poprzedników. W tamtych czasach schizmatyków i dysydentów spotykało ostre potępienie i  szyderstwo.

Żaden zwrot polityczny Niemiec nie był bardziej radykalny niż ogłoszona przez kanclerza Olafa Scholza decyzja o poważnych wydatkach na siły zbrojne, kończąca z dnia na dzień dziesięciolecia de facto pacyfizmu. Na początku czerwca, kiedy to niemiecki parlament zgodził się na utworzenie 100 mld euro funduszu na doposażenie i usprawnienie dojmująco niedofinansowanej Bundeswehry, zapanowała euforia i samozadowolenie. Wiodące siły w Bundestagu były zgodne. Do koalicji rządzącej, kierowanej przez Scholza, w skład której wchodzą jego partia SPD, Zieloni i liberałowie z FDP, przyłączyła się opozycyjna CDU-CSU. W kraju i za granicą wynik głosowania okrzyknięto dowodem nowej dojrzałości geopolitycznej Niemiec.

Czytaj więcej

Niemieckie wyrzutnie rakiet dotarły na Ukrainę. "Trzeci brat"

Ale na razie to tylko puste słowa. Niemiecki aparat państwowy nie zdążył jeszcze wypracować nowej doktryny bezpieczeństwa i zaprezentować jej obywatelom. Przypomina to o innych, rzekomo nietypowych dla Niemiec, natychmiastowych zwrotach polityki, takich jak odejście od energetyki jądrowej czy otwarcie granic dla migrantów. Ponownie w tym wypadku decyzja wyprzedziła rzetelne planowanie i długofalowe myślenie.

Obsesyjna blokada

Oczywiście, wzmocnienie niemieckiego wojska jest ważne dla Polski i dla całego NATO, ma istotne implikacje dla Rosji i reszty świata. Ale przyglądając się tym zmianom w polityce obronnej, trzeba pamiętać, że nagłe objawienia mogą być kruche. Wojna w Ukrainie sama w sobie nie jest berechenbar, wpływ nacisku Putina w związku z dostawami gazu nie jest przewidywalny, a niemieckie społeczeństwo pozostaje głęboko podzielone w sprawach militarnych.

Objawem podziałów jest zaciekła wojna w koalicji w kwestii dostaw broni dla Ukrainy. Ministerstwa Spraw Zagranicznych (kierowane przez Zielonych) i Finansów (FDP) walczą z Ministerstwem Obrony (kierowanym przez SPD). W centrum chaosu stoi sam kanclerz, obsesyjnie blokując wysyłanie ciężkiego sprzętu oraz dotrzymywanie porozumień o wymianie czołgów z takimi państwami jak Polska. Niczym Kubuś Puchatek, który szukał Prosiaczka w norce: im bardziej patrzył, tym bardziej Prosiaczka tam nie było. Tak samo Scholz: im więcej ogłasza, że przekazuje ciężki sprzęt, tym bardziej tego nie robi.

Kanclerz marksista

Na ostatnich szczytach UE, G 7 i NATO Scholz ponownie deklarował wsparcie dla Ukrainy. Szkopuł w tym, że jego szczerość, może nieumyślnie, podważył jego naczelny doradca ds. polityki zagranicznej, oświadczając, że głównym celem Niemiec jest zabezpieczenie przyszłych powiązań z Rosją. Ta wypowiedź nie powinna być żadną niespodzianką: aparat SPD od dawna ma fiksację na punkcie Moskwy. Sam Scholz czuł niegdyś miłość do Rosji, kiedy był liderem w młodzieżowym skrzydle SPD w latach 80. Był żarliwym prosowieckim marksistą, opowiadał się za stanem wojennym przeciwko wolności dla Polski i innych państw naszego regionu. Urósł potem pod rządami kanclerza Gerharda Schrödera, znanego dziś jako lobbysta Putina.

W tym kontekście ostatni „wyskok” Larsa Klingbeila, szefa struktur SPD, wzbudził zdumienie na całym świecie. Ogłosił on stanowczo, ale enigmatycznie, że Niemcy muszą być wiodącą potęgą, Führungsmacht. Oczywiste implikacje militarne tej konstatacji nie zostały do dziś wyjaśnione.

Wydatki wydatkom nierówne

To skłania do przyjrzenia się sprawie wydatków na Bundeswehrę. Nowy fundusz to mniej niż jedna trzecia skądinąd marnej sumy wydanej przez Niemcy na wojsko w ciągu ostatnich sześciu lat. W 2014 r. całe NATO uzgodniło cel wydatków 2 proc. PKB na obronę, ale Niemcy arogancko nie dotrzymały ustaleń. Wydały około 1,3 proc. swojego PKB. Gdyby wydały przez sześć ostatnich lat 2 proc. PKB, łączne wydatki obronne wyniosłyby około 520 mld euro, a przy 3 proc. PKB – około 780 mld euro. USA wydają około 3,5 proc. Generał sir Richard Shirreff, były zastępca naczelnego dowódcy NATO w Europie w latach środkowych „epoki Merkel”, ocenia to krytycznie. W rozmowie ze mną powiedział: „Prawdopodobnie Putin odłożyłby swoje pomysły o wojnie, gdyby największe gospodarki w Europie, Wielka Brytania, Francja, a zwłaszcza Niemcy, odpowiednio zainwestowały w obronę”.

AfD w mundurach

Nie ma żadnej pewności, że owe 100 mld euro zostanie rozsądnie wydane. Wstępne deklaracje o kwotach wywołują wiele pytań. 33 mld euro mają trafić na systemy powietrzne, takie jak 35 amerykańskich F-35, 21 mld na cyfrowe dowodzenie i kontrolę, 17 mld na wojska lądowe i 8 mld na marynarkę. Ale co z kosztami utrzymania? W USA początkowe nakłady na F-35 to mniej niż jedna czwarta prognozowanych kosztów w całym okresie życia sprzętu i podobna arytmetyka będzie obowiązywać w wypadku niemieckich zakupów. Nowoczesny sprzęt wojskowy kosztuje wielokrotnie więcej niż cena podstawowa. Trzeba uwzględnić operacje i utrzymanie. Zatem nawet jeśli lista zakupów ma sens w świetle wydarzeń na Ukrainie, to oczywiste jest, że w przyszłości Niemcy będą musiały wydać blisko 3 proc. PKB, aby utrzymać posiadany obecnie oraz nowo nabywany sprzęt. Ale pamiętajmy, że te 100 mld to fundusz jednorazowy. Nie ma poparcia nawet dla wydawania 2 proc. PKB w skali wieloletniej ani ze strony niechętnych deficytom budżetowym liberałów w FDP, ani ze strony pacyfistów w SPD, ani nie ma to szerokiego poparcia społecznego.

Spojrzeć też trzeba na motywację i morale wojska. Bundeswehra ma zaledwie 100 tys. ludzi w rolach bojowych (całkowita liczba zatrudnionych w wojsku to 183 tys.). Ekspansja będzie zależna przede wszystkim od wschodnich landów, gdzie bezrobocie jest nadal stosunkowo wysokie, a poparcie dla skrajnie prawicowej partii Alternative für Deutschland (AfD) pozostaje silne. Od dłuższego czasu Niemcy borykają się z przenikaniem skrajnej prawicy do wojska i służb mundurowych.

Rozmydlanie historii

W całym społeczeństwie, ale najczęściej u zwolenników AfD, postępuje wypaczenie nazistowskiej przeszłości. Jednostki naukowe Bundeswehry same sprzyjają temu zjawisku. Skalę choroby widać było w sondażu przeprowadzonym w roku 2020 dla gazety „Die Zeit”. Połowa ankietowanych była przekonana, że naziści byli małą grupą, która zdobyła kontrolę nad ich krajem, więc większość Niemców nie była winna wojny ani Holokaustu (wśród zwolenników AfD uważa tak 84 proc.). Tymczasem 30 proc. uważa, że ich krewni stawiali istotny opór Hitlerowi. Około dwie trzecie wierzy, że kraj nie został pokonany, ale wyzwolony w 1945 r. Prawie 60 proc. i ponad cztery piąte zwolenników AfD uważa, że inne kraje (w domyśle również Polska) są tak samo winne jak Niemcy za nazistowską wojnę i zbrodnie. Dobitnie podsumował niedawno sprawę prof. Salzborn, pełnomocnik miasta Berlina do spraw żydowskich. Według niego przepracowanie przez społeczeństwo niemieckie przeszłości hitlerowskiej to „największe kłamstwo Republiki Federalnej”. W miarę ekspansji Bundeswehry można się zatem obawiać, że przeróżne zniekształcenia mentalne mogą szerzyć się w jej strukturach.

Co z artykułem 5

Gdy zatem obserwujemy, jak Berlin się przezbraja i dozbraja, dobrze byłoby monitorować nie tylko zakupy nowego sprzętu i technologii, ale także narracje oraz doktryny wojskowe, które będą się pojawiać. W państwach „frontowych” NATO i UE w Europie Środkowej sceptycyzm i czujność powinny być wyjątkowo duże. Trzeba śledzić przekształcanie przez Niemcy ich i naszej historii. Słusznie budzi ono konsternację. Zasadna jest też troska, czy Bundeswehra wykona swoje zadania, jeśli wystąpią przesłanki zastosowania artykułu 5 traktatu NATO. Jak wiadomo, zgodnie z nim każdy członek sojuszu ma obowiązek walczyć, jeśli inne państwo sojusznicze zostanie zaatakowane. Przed inwazją Rosji na Ukrainę tylko jedna trzecia Niemców była za przyjściem z pomocą zbrojną, gdyby Rosja zaatakowała państwo pierwszej linii, takie jak Polska. Nie wiemy, czy dzisiaj zrobiłoby to więcej, czy mniej. Co wynik sondażu przeprowadzonego obecnie oznaczałby dla sąsiadów i sojuszników powstającej potęgi, Führungsmacht?

Niepoprawny żart

Wielu obserwatorów uważa, że w strukturach władzy w Niemczech mało kto szczerze chce jednoznacznego zwycięstwa Ukrainy. De facto wspiera się Moskwę, nie tylko w szeregach SPD. Dzieje się tak m.in. dlatego, że odnosząca sukcesy Ukraina (plus Mołdawia i Gruzja) mogłaby względnie szybko znaleźć się w UE. Z Polską i innymi krajami regionu mogłaby stworzyć blok proatlantycki z jedną trzecią ludności Unii, a tym samym zagrozić hegemonicznym ambicjom gospodarczym i politycznym Niemiec. Przy całym zamieszaniu z jej dozbrajaniem się nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że modernizacja Bundeswehry ma inną przyczynę niż aktywna reakcja na zagrożenie ze strony Rosji. Jarosław Kaczyński ostatnio zastanawiał się, czy Niemcy zbroją się przeciwko Putinowi, czy przeciwko Polsce. Za granicą uznano to za mroczny i niezbyt poprawny żart, choć niektórzy dostrzegli też niepokojące konteksty tej wypowiedzi.

Autor jest finansistą i historykiem. Doradzał premierom i ministrom, był prezesem Agencji Mienia Wojskowego. Artykuł ukazał się pierwotnie na anglo-amerykańskim portalu UnHerd

PIOTR NOWAK

Niemiecka elita zawsze chętnie łaja inne państwa za dostrzeżone przez nią niekonsekwencje. Obliczalność (niem. Berechenbarkeit) zajmuje wysokie miejsce wśród teutońskich cnót, przynajmniej w teorii. Dlatego obserwatorzy życia politycznego Republiki Federalnej z wyjątkową fascynacją śledzą ostatnie zmiany kursu w polityce Niemiec, jakie pojawiły się w następstwie ataku Rosji na Ukrainę.

Puste słowa

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Ja też jestem ateistą
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Dwa powody, dla których zamach zaszkodzi Donaldowi Trumpowi
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Giertych, Tusk i aborcja. Dlaczego to głosowanie ma wielki wpływ na wybór prezydenta
Opinie polityczno - społeczne
Marek A. Cichocki: Zamach na Trumpa jako jeszcze jeden przykład dewastującej nienawiści
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Zamach na Donalda Trumpa – już nawet nie udajemy, że widmo śmierci nas rusza
Opinie polityczno - społeczne
Daria Chibner: Dlaczego nad morzem jest drogo, czyli o kebabach, skąpych turystach i egoizmie