No i wyszło na to, że jedyną ofiarą sytuacji na polsko-białoruskiej granicy będzie aktorka Kurdej-Szatan. Owszem, posunęła się za daleko, ale od wielu tygodni mówiono już znacznie gorsze rzeczy na temat polskich służb porządkowych. Tyle że najczęściej robili to politycy, dziennikarze i – tak, tak – eksperci. Celebryci jednak trochę gryźli się w język, unikając słów w rodzaju „mordercy" czy „gestapo". Aktorkę, rzecz jasna, łatwo jest ukarać. Wystarczy zabrać jej rolę. I mało kto będzie przeciwko temu protestował. Wszyscy chcą przecież pracować, a miejsc nie jest tak wiele.
A co z pozostałymi? Media głównego nurtu pełne były swego czasu chamskich ataków na funkcjonariuszy chroniących granicę. Czy ktoś, tak jak pani Kurdej-Szatan, przeprosił za swoje słowa? Nie mówię już, żeby kogokolwiek spotkała jakakolwiek kara.
Taki naiwny nie jestem. W Polsce powiedzieć można wszystko, bez żadnych konsekwencji. Zwłaszcza w okolicach polityki i mediów.
Tu za agresję, chamstwo i brutalność odbiera się wyłącznie nagrody.
Lista tych, którzy powinni się wstydzić swoich wypowiedzi sprzed kilku tygodni, jest bardzo długa.
Tymczasem nie wiem, czy państwo to zauważyli, w sprawie migrantów ktoś odkręcił wajchę w drugą stronę.
Jeśli miałbym wskazać konkretną osobę, to byłaby nią chyba Angela Merkel, której poparcie dla polskiego rządu w sprawie ochrony granic uciszyło większość radykałów.
Czekam np., jak Szymon Hołownia, który wychwalał tragikomiczny rajd Franka Sterczewskiego, wycofa się z tego, co wtedy mówił. Oczywiście się nie doczekam, mamy bowiem do czynienia jedynie z parodią politycznego przywództwa.
Proszę jednak zwrócić uwagę, jak powściągliwie, od początku kryzysu, wypowiada się w tej sprawie Donald Tusk. To jest człowiek, który rozumie wewnętrzne i zewnętrzne uwarunkowania, jest więc nawet skłonny zawiesić swoją totalną wojnę z PiS-em. Choć, oczywiście, nigdy nie przyzna, że rząd robi cokolwiek dobrze.
Lista tych, którzy powinni się wstydzić swoich wypowiedzi sprzed kilku tygodni, jest bardzo długa. I z prawdopodobieństwem bliskim pewności można już dziś założyć, że żaden z nich na refleksję się nie zdobędzie. Bo nikt od nich tego po prostu nie wymaga. Cóż, deficyt wstydu jest jednym z licznych występujących w polskim życiu publicznym od wielu, wielu lat.