Reklama
Rozwiń
Reklama

Tomasz Krzyżak: Przynajmniej stolica nie płonęła

Drogi Siewco, z pokorą przyjmuję Twoje napomnienia, jednak nie do końca mogę się ze wszystkimi zgodzić. Mam wrażenie, że Twój list do mnie, który na szczęście nie przedostał się do prasy, został Ci podsunięty do podpisu przez kogoś mi nieprzychylnego. Nie chcę dochodzić, kto to jest, ale wydaje mi się, że winieneś dokonać przeglądu kadr i przeprowadzić jakąś rekonstrukcję. Wybacz tę uwagę, lecz Twój list poruszył mnie do głębi.
Tomasz Krzyżak: Przynajmniej stolica nie płonęła

Foto: Fotorzepa/ Michał Kolanko

Po pierwsze, robiłem wszystko, by święto przebiegało w radosnej i pokojowej atmosferze. Rozmawiałem ze wszystkimi stronami. I z ludźmi Jarosława sprawiedliwego, i Grzegorza z rampy, a także tymi, których o faszyzm oskarżają. Wybacz, ale to nie ja stworzyłem ich takimi, jakimi są. To nie ja dałem im wolną wolę i prawo do swobodnego podejmowania decyzji na podstawie osądu sumienia.

Po drugie, uważam, że tak Mateusz, jak i Andrzej z pałacu w kwestii święta zachowali się jak należy. Po decyzji Hanny błyskawicznie przejęli inicjatywę. Nie dopuścili tym do burd, jakich należało się spodziewać – nawet mimo to, że sądy ostatecznie nie podzieliły stanowiska Hanny. A że paru chłopców pomaszerowało z zakrytymi twarzami, że pojawiły się zielone flagi z czarnym symbolem, że odpalono czerwone race czy spalono flagę, to chyba zaliczyć można do drobniejszych incydentów. Nie podpalano samochodów, nie spłonęła budka pod ambasadą itp. Nie pochwalam tego typu zachowań, bo są one karygodne, ale robienie z tego awantury na skalę masową i poruszanie nieba jest delikatną przesadą.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama