Jak informuje Onet, przez długi czas sądzono, że właściciele podkarpackich agencji towarzyskich pozostawali bezkarni dzięki korumpowaniu policjantów, prokuratorów i sędziów. Według najnowszych ustaleń rzeczywistość wyglądała jednak inaczej. Ukraińscy gangsterzy mieli działać jako wieloletni informatorzy polskich służb, co zapewniało im ochronę ze strony państwa.

Historia Aleksieja i Jewgienija Rysiczów

Aleksiej i Jewgienij Rysiczowie zaczęli budować swoje imperium na Podkarpaciu w latach 90. Tworzyli ekskluzywne agencje towarzyskie, do których sprowadzali głównie kobiety z Ukrainy. Skala ich działalności szybko rosła, a oni sami stali się dominującymi graczami na rynku.

W 2016 r. funkcjonariusz Daniel Ś., kilku innych policjantów oraz bracia Rysiczowie zostali zatrzymani przez ABW. Śledczy twierdzili, że grupa funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego miała zapewniać ochronę prowadzonym przez nich agencjom.

Czytaj więcej

W organizmie Kosteckiego znaleziono ślady leków psychotropowych. Przepisane przez lekarza

Trzy lata później były funkcjonariusz CBA Wojciech J. ujawnił, że dysponował nagraniem przedstawiającym wizytę ówczesnego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego w jednej z podkarpackich agencji towarzyskich. Jak twierdził, nośnik z nagraniem został jednak skradziony z pancernej szafy znajdującej się w biurze CBA.

Według ustaleń dziennikarzy Onetu i Gońca sprawa ma znacznie bardziej złożony charakter. Informacje potwierdzone przez cztery niezależne źródła wskazują, że od początku XXI w. bracia Rysiczowie byli tajnymi współpracownikami CBŚ. Dzięki przekazywanym przez nich informacjom policja miała osiągać znaczące sukcesy w zwalczaniu zorganizowanej przestępczości.

Czytaj więcej

Afera podkarpacka: Sędzia oskarżony o korupcję

Jak podaje Onet, początkowo Rysiczowie skutecznie rozwijali własną działalność przestępczą. Na początku lat 2000. zostali jednak rozpracowani przez policję. W kierownictwie CBŚ miała wtedy zapaść decyzja, by zamiast doprowadzić do ich skazania, wykorzystać ich jako źródło informacji.

– Policja przewidywała, że współpraca z nimi może być bardzo owocna. Komunikat dla braci był prosty: albo przechodzicie na naszą stronę, albo będziecie mieć poważne problemy – mówi jeden z informatorów portalu.

Relację tę potwierdza kolejny rozmówca, który w przeszłości zajmował wysokie stanowisko w policji.

Parasol ochronny nad podkarpackimi agencjami towarzyskimi

– Wszystkie operacje prowadzone przez podkarpacki CBŚ przebiegały nadspodziewanie łatwo i skutecznie. To naprawdę robiło na nas wszystkich wrażenie. Tamtejsi policjanci zawdzięczali to właśnie informacjom pozyskiwanym od Rysiczów – tłumaczy.

– Wszyscy myśleli, że bracia opłacali policję, a tak naprawdę było na odwrót – precyzuje informator. – Wszystkie medialne informacje, jakoby bracia zdołali zaszantażować wszystkich i dlatego byli chronieni, to była po prostu przykrywka wykreowana przez służby, by zapewnić bezpieczeństwo całej operacji – dodaje.

Według źródeł właśnie z tego powodu w sprawach dotyczących Rysiczów zapadały wyjątkowo łagodne wyroki. Sądy miały być informowane o ich współpracy z organami ścigania, jednak informacje te nie trafiały do opinii publicznej, a najważniejsze fragmenty akt pozostawały utajnione.

Czytaj więcej

Agent CBA wymyślił nagranie z politykiem i prostytutką?

– Bracia dobrowolnie poddawali się karze i dzięki temu nie przeprowadzano postępowania dowodowego w sądzie. Chodziło o to, żeby nie ujawnić prawdziwego charakteru ich działalności – tłumaczą nasi rozmówcy. 

W ramach współpracy bracia mieli dostarczać danych dotyczących różnych grup przestępczych działających na terenie całej Polski. Ich lokale wykorzystywano także do budowania legend funkcjonariuszy pracujących pod przykryciem, którzy w trakcie operacji udawali członków świata przestępczego.

Jednocześnie lokale prowadzone przez ukraińskich gangsterów cieszyły się dużą popularnością wśród policjantów z Rzeszowa. Według źródeł bywali tam również wysoko postawieni funkcjonariusze Komendy Głównej Policji.