Odchodzi niepokonany

To był rok Donalda Tuska. Zgrany i skazywany na porażkę na krajowym podwórku, w największej tajemnicy doprowadził do końca wielomiesięczne rokowania dotyczące stanowiska szefa Rady Europejskiej. Stał się pierwszym polskim premierem, który – jak sam to ujął – odchodzi niepokonany. Wygrał wszystkie wybory od 2006 r. i sam zdecydował o swoim odejściu z krajowej polityki. Przed nim szansa na międzynarodową karierę, jakiej nie zrobił żaden Polak. Albo też na międzynarodowe rozczarowanie, bo jako prezydenta UE nikt Tuska nie będzie pieścił. Już pierwszy szczyt Unii pod jego przewodnictwem pokazuje, że nie może liczyć na taką taryfę ulgową, jaką często dostawał od większości polityków i mediów w Polsce. Snute w jego otoczeniu plany powrotu na krajową scenę, choćby jako kandydat na prezydenta w 2020 r., zależą także od tego, jakim będzie szefem Rady UE.

Dostała fotel premiera

Ewa Kopacz nie byłaby w stanie samodzielnie zdobyć stanowiska premiera. Mogła je tylko dostać – i to jedynie od Donalda Tuska. Za jej sukcesem stoją szczególne osobiste relacje z byłym premierem, w które przez lata inwestowała. Rządy Kopacz to mimo trzech miesięcy u władzy wciąż enigma. Trudno wskazać jakieś osiągnięcia jej gabinetu. Widać, że pani premier nie jest zadowolona z rządu, który ułożyła pod dyktando partyjnych frakcji. Nie ustrzegła się też serii politycznych gaf, a jej miłość do brylowania w mediach przypomina premierostwo Kazimierza Marcinkiewicza. Na razie jednak Kopacz ma dobre sondaże i choć przegrała wybory samorządowe z PiS, to utrzymała władzę w niemal wszystkich sejmikach. Jej być albo nie być będą przyszłoroczne wybory parlamentarne. Jeśli znów przegra, może mieć kłopoty z utrzymaniem władzy nad partią.

Powstał z martwych

Jeszcze w wakacje był politycznym trupem, a teraz prowadzi w PO polityczne rozgrywki jak za dawnych lat. Grzegorz Schetyna został szefem MSZ dzięki decyzji Kopacz, która wywołując go z zaświatów, chciała zrównoważyć rozmaite frakcje w partii. Schetyna nie jest wybitnym szefem MSZ, wciąż po dyplomatycznym światku porusza się po omacku. Ale nie stanowiska decydują o jego sile, tylko dar do politycznych rozgrywek. Otoczenie Radosława Sikorskiego wierzy, że w pierwszej kolejności zajął się właśnie nim, nagłaśniając choćby wywiad dla „Politico", w którym marszałek Sejmu twierdził, iż Putin oferował Polsce rozbiór Ukrainy. Osłabienie poprzednika i potencjalnego recenzenta to nie jest jednak kluczowa rozgrywka dla Schetyny. Najwyższy będzie wynik przyszłorocznych wyborów. Jeśli Kopacz będzie słaba, to na jesieni 2015 r. Schetyna rzuci jej rękawicę.

Pierwszy po Kaczyńskim

W obozie PiS największym wygranym wcale nie jest Jarosław Kaczyński. Co prawda szef PiS po raz pierwszy od 2005 r. poprowadził swą partię do zwycięstwa nad Platformą – w listopadowych wyborach samorządowych – ale jednocześnie nie potrafił przejąć władzy w 15 z 16 sejmików. Wewnątrz PiS ten rok bardziej należał do Joachima Brudzińskiego. Szef partyjnych struktur znacznie osłabił swego głównego konkurenta, twórcę SKOK i senatora Grzegorza Biereckiego. Elementem tej rozgrywki było usunięcie z PiS bliskich Biereckiemu bohaterów afery madryckiej. Zamiast Adama Hofmana partyjnym rzecznikiem został Marcin Mastalerek, człowiek Brudzińskiego. Nie ma się co dziwić, że na kończącym polityczny sezon marszu PiS 13 grudnia to Brudziński był głównym wodzirejem. Dziś jest w partii nr 2, tyle że nie ma szans na nr 1.

Prezes trzeciej siły

Miał być prezesem tymczasowym, a to za jego czasów PSL odnosi największe wyborcze sukcesy od dwóch dekad. Janusz Piechociński poczuł się silny po wyborach samorządowych, w których PSL wypadło nadspodziewanie dobrze, zdobywając niemal co czwarty głos. Czy to zasługa Piechocińskiego, czy efekt wyborczych błędów – to inna rzecz. Ale Piechociński poczuł się na tyle silny, że przy okazji niedawnej wymiany wiceministrów w rządzie zaczął usuwać ludzi swego konkurenta Waldemara Pawlaka. Równocześnie zgodził się na niespotykaną wcześniej w PSL serię politycznych transferów, hurtowo wciągając w ludowe szeregi dawnych posłów Twojego Ruchu. Dzięki takiej pragmatyce ludowcy są dziś trzecią siłą w Sejmie, co ma zaowocować przyjęciem w roku wyborczym kilku ustaw, na których im szczególnie zależy.

Bezrobotny były polityk

Upadek Sławomira Nowaka zaczął się rok temu, gdy prokuratura postawiła mu zarzuty za to, że nie wpisał drogiego zegarka do oświadczenia majątkowego. Jednak finał tego upadku nastąpił w tym roku – Nowak został za to skazany przez sąd, więc zdecydował się na złożenie mandatu posła i odejście z polityki. Po drodze była afera taśmowa, która także obciążyła Nowaka, bo pokazała, że poprzez naciski na byłego szefa skarbówki Andrzeja Parafianowicza próbuje wpływać na kontrole w firmie swojej żony. Nowak długo nie wierzył w swój upadek, ociągał się ze złożeniem mandatu i odejściem z Klubu Platformy. Nie ma się co dziwić – do niedawna wierzył, że to on zastąpi Tuska, a teraz jest bezrobotnym byłym politykiem. To najbardziej spektakularny upadek w PO od czasów bohaterów afery hazardowej – ministra sportu Mirosława Drzewieckiego oraz szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego.

Przegrał, co mógł

Był najdłużej sprawującym swój urząd szefem MSZ w III RP. Ale w tym roku Radosław Sikorski przegrał wszystko, co mógł przegrać – rozgrywki o stanowiska i rząd dusz wśród wyborców. Pryncypał Tusk ograł go w rozgrywce o stanowisko w UE. Nie został też szefem rządu, bo Tusk wybrał bardziej mu oddaną Ewę Kopacz. Sikorski wylądował na stanowisku marszałka Sejmu, gdzie zalicza kolejne wpadki – od nieprzemyślanych wywiadów przez przepychanki z mediami po niejasne rozliczenia prywatnych wyjazdów. Jeśli dodać do tego wystawne kolacje i wulgarny język uwieczniony na nagraniach afery taśmowej, widać, że Sikorski jest w wyraźnej defensywie. Kariera marszałka zależy dziś od prokuratora, który wylicza kilometrówki jego prywatnego auta. Jeśli Sikorski usłyszy zarzuty, to w przyszłym roku dołączy do polityków niespodziewanie upadłych, w stylu Nowaka.

Odesłany na zaplecze

Bartłomiej Sienkiewicz był jednym z najbardziej przenikliwych analityków politycznych i międzynarodowych w obozie władzy. Przez lata działał na zapleczu Platformy i w tym roku został na to zaplecze ponownie odesłany. Jako szef MSW Sienkiewicz stał się głównym bohaterem afery taśmowej, a nagrania pokazały, że próbuje wciągnąć szefa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę w polityczną umowę, by dzięki pieniądzom banku centralnego powstrzymać dojście PiS do władzy. Wybuch afery wysadził jego karierę w powietrze. Choć prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie politycznego handlu rządu z NBP, to Sienkiewicz już nigdy nie odzyskał swej politycznej siły. Walczył jak lew o pozostanie w rządzie, ale został odwołany przy zmianie premiera. Musiał porzucić  marzenia o wysokich politycznych stanowiskach, z szefowaniem rządowi włącznie.

Nie potrafi skończyć

Jeśli Leszek Miller sam nie będzie potrafił skończyć, wykończą go inni. Pierwszy raz, odkąd Miller rządzi Sojuszem Lewicy Demokratycznej, w partii podnoszą się głosy krytyki i żądania, by odszedł na zasłużoną emeryturę. Pokolenie 40-latków atakuje go za fatalne wyniki w eurowyborach i – przede wszystkim – wyborach samorządowych. Lewica nie ma nawet swych przedstawicieli we wszystkich sejmikach wojewódzkich. Być może Millerowi udało się zahamować upadek SLD, zapoczątkowany aferą Rywina z czasów jego premierostwa, tyle że pomysłu na wzmocnienie partii nie ma. Karykaturalnym na to dowodem są poszukiwania kandydata lewicy na prezydenta. Miller chce wystawić Ryszarda Kalisza, którego sam usunął z SLD. W dodatku nie zgadza się na to partia. Wybory parlamentarne w 2015 r. będą jego ostatnimi, jeśli w ogóle do nich dotrwa.

Myśli o ratunku

Od 2011 r., gdy zrobił niespodziankę, wprowadzając swą nową partię do Sejmu, Janusz Palikot popełnia gafę za gafą. W tym roku zbierał tego owoce. Skompromitowała się zmontowana z przegranych polityków  centrolewicowych koalicja Europa Plus. W wyborach samorządowych partia Palikota nawet nie zarejestrowała listy na poziomie sejmików wojewódzkich, bo nie było komu zebrać podpisów. Ugrupowaniu grozi utrata statusu sejmowego klubu, bo w ciągu roku odeszło 15 posłów. Twój Ruch bezpowrotnie schodzi ze sceny politycznej. A Janusz Palikot już myśli o szalupie na przyszły rok. Na razie Ewa Kopacz – prywatnie dobra znajoma – ponoć nie pali się, by Palikota na powrót przygarnąć do PO. Ale jeśli Bronisław Komorowski będzie chciał namówić swego przyjaciela, by nie startował na prezydenta, bo odbierze mu parę punktów, to oferta z obozu Platformy może się pojawić.