Reklama

Surdykowski: Nie będzie Niemiec…

Unia Europejska jest stowarzyszeniem państw demokratycznych. Podobnie jak NATO.

Publikacja: 27.01.2016 19:02

Surdykowski: Nie będzie Niemiec…

Foto: Archiwum

Wstępując do Unii, akceptowaliśmy tzw. kryteria kopenhaskie, wstępując do NATO, podpisaliśmy się pod jego statutem. Więc teraz nie lamentujmy, że Komisja Europejska wdrożyła nadzór nad stanem naszej demokracji, że Parlament Europejski poświęcił temu debatę i pewnie znowu wróci do tematu. Tylko patrzeć, jak odezwie się inna brukselska centrala z udziałem zaoceanicznego mistrza wagi ciężkiej.

Zasadniejszy byłby lament nad stanem przygotowania obu stron, a może nawet nad ich mentalnością. Przedstawiciele polskiego rządu nie odpowiadali merytorycznie, uprawiali propagandę słusznych, ale niewiele znaczących ogólników. Brukselczycy nie potrafili wniknąć w istotne dla sprawy szczegóły, w najlepszym razie poczytali sobie trochę o naszej chlubnej historii. Dobrze to świadczy o ich poczciwości, źle o intelekcie. A jak pociesznie celebrowali swe krasomówcze popisy...

Unia nie jest jednak po to, aby dawać nam pieniądze, o nic nie pytając, bośmy ulegli rozbiorom, cierpieli pod Hitlerem, bo nas zniewolono w Jałcie. NATO nie jest po to, aby nas bronić w zamian za odsiecz Wiednia, ocalenie przed bolszewią, krew przelaną pod Tobrukiem. Ekspiacja za grzechy jest nadzieją głupca. Historyczna wdzięczność nie wpisuje się w agendy dyplomatycznych rokowań. Przynależność do organizacji, przystąpienie do jakiegokolwiek układu jest źródłem nie tylko przywilejów, ale i obowiązków. O tym drugim wolimy nie pamiętać, niby struś z głową w piachu. Za to znakomicie potrafimy się oburzać: „Jakim prawem wnuki hitlerowców mieszają się w nasze sprawy wewnętrzne!".

Medialnemu hałasowi towarzyszy znikomość środków zaradczych. Ponieważ „Polak, Węgier dwa bratanki", jednomyślności w Radzie Europy nie będzie, sankcje pozostaną bezzębne.

Cóż z tego, że Parlament Europejski pogrozi nam palcem w jakiejś – z mozołem przepchniętej – rezolucji? Siły wykonawczej nie ma żadnej. Ale jeżeli znowu kolejna agencja ratingowa, albo wszechmocny bank, pójdzie śladem Standard & Poor's? Za deprecjację złotówki zapłacimy my wszyscy, a nie prezes Kaczyński z – pożal się Boże – prokuratorem Piotrowiczem.

Reklama
Reklama

Ale są straszniejsze warianty: w Polsce łatwo rozpętać histerię antyniemiecką, co już niegdyś sprytnie wykorzystał Władysław Gomułka dla uzasadnienia obecności sowieckich dywizji nad Wisłą. Dziś ma naśladowców. Teraz jednak jest gorzej: przebyliśmy już kawał drogi na Zachód, ale nie ma innego szlaku niż przez Niemcy. Na nasze cofnięcie już czeka Władimir Władimirowicz z otwartymi ramionami. Kto sieje wiatr, może zebrać burzę.

Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama