Wstępując do Unii, akceptowaliśmy tzw. kryteria kopenhaskie, wstępując do NATO, podpisaliśmy się pod jego statutem. Więc teraz nie lamentujmy, że Komisja Europejska wdrożyła nadzór nad stanem naszej demokracji, że Parlament Europejski poświęcił temu debatę i pewnie znowu wróci do tematu. Tylko patrzeć, jak odezwie się inna brukselska centrala z udziałem zaoceanicznego mistrza wagi ciężkiej.
Zasadniejszy byłby lament nad stanem przygotowania obu stron, a może nawet nad ich mentalnością. Przedstawiciele polskiego rządu nie odpowiadali merytorycznie, uprawiali propagandę słusznych, ale niewiele znaczących ogólników. Brukselczycy nie potrafili wniknąć w istotne dla sprawy szczegóły, w najlepszym razie poczytali sobie trochę o naszej chlubnej historii. Dobrze to świadczy o ich poczciwości, źle o intelekcie. A jak pociesznie celebrowali swe krasomówcze popisy...
Unia nie jest jednak po to, aby dawać nam pieniądze, o nic nie pytając, bośmy ulegli rozbiorom, cierpieli pod Hitlerem, bo nas zniewolono w Jałcie. NATO nie jest po to, aby nas bronić w zamian za odsiecz Wiednia, ocalenie przed bolszewią, krew przelaną pod Tobrukiem. Ekspiacja za grzechy jest nadzieją głupca. Historyczna wdzięczność nie wpisuje się w agendy dyplomatycznych rokowań. Przynależność do organizacji, przystąpienie do jakiegokolwiek układu jest źródłem nie tylko przywilejów, ale i obowiązków. O tym drugim wolimy nie pamiętać, niby struś z głową w piachu. Za to znakomicie potrafimy się oburzać: „Jakim prawem wnuki hitlerowców mieszają się w nasze sprawy wewnętrzne!".
Medialnemu hałasowi towarzyszy znikomość środków zaradczych. Ponieważ „Polak, Węgier dwa bratanki", jednomyślności w Radzie Europy nie będzie, sankcje pozostaną bezzębne.
Cóż z tego, że Parlament Europejski pogrozi nam palcem w jakiejś – z mozołem przepchniętej – rezolucji? Siły wykonawczej nie ma żadnej. Ale jeżeli znowu kolejna agencja ratingowa, albo wszechmocny bank, pójdzie śladem Standard & Poor's? Za deprecjację złotówki zapłacimy my wszyscy, a nie prezes Kaczyński z – pożal się Boże – prokuratorem Piotrowiczem.