ryszard rapacki, mariusz próchniak

W wywiadzie udzielonym niedawno „Rz" Leszek Balcerowicz wskazał m.in. na najważniejsze wyzwania rozwojowe stojące przed polską gospodarką. Uwypuklił w nim bariery o charakterze długookresowym, które już dziś zaczynają się rysować na horyzoncie i które mogą trwale wyhamować naszą dynamikę rozwojową oraz obniżyć konkurencyjność międzynarodową naszego kraju.

Reakcją na ten wywiad był artykuł Aleksandra Kaczorowskiego („Rz", 9.01.2013 r.). Autor najwyraźniej nie dostrzegł najważniejszych elementów przesłania myślowego z wywiadu: wybrał z niego wątki co najwyżej drugo- bądź trzeciorzędne i w swej „filipice" pod adresem Balcerowicza skupił się na implikacjach dokonanej przezeń diagnozy sytuacji i proponowanych receptach dla bieżącej walki politycznej w Polsce. Podjął też próbę - jakże znamienną w polskiej kulturze debaty publicznej - stygmatyzacji swego adwersarza i przyklejenia mu etykiety „jałowego doktrynera".

Naszym celem jest rozwinięcie zarysowanego w owym wywiadzie - ogromnie ważnego dla przyszłości Polski - przesłania myślowego i próba wskazania największych długookresowych zagrożeń szybkiego i trwałego rozwoju polskiej gospodarki.

Chyba największym zagrożeniem dla Polski w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat są niekorzystne trendy demograficzne

W pierwszej części - nawiązującej do naszego artykułu, jaki ukazał się na tych łamach w ubiegłym roku („Rz" z 20.06.2012 r.) - zarysowujemy ostrzegawczy scenariusz przebiegu ścieżki wzrostu gospodarczego w Polsce i procesu realnej konwergencji w stosunku do rozwiniętych krajów Unii Europejskiej (UE-15) w perspektywie do 2060 r. Druga część zawiera krótkie omówienie najpoważniejszych długofalowych zagrożeń przyszłego rozwoju gospodarczego Polski, które mogą uprawdopodobnić ten scenariusz.

Scenariusz ostrzegawczy

W 1990 r. Polska rozpoczęła proces transformacji ustrojowej jako kraj gospodarczo znacznie słabiej rozwinięty od wszystkich krajów zachodnich. Byliśmy wówczas biedniejsi niż połowa całej grupy 28 byłych krajów socjalistycznych. Transformacja umożliwiła szybkie odrabianie przez naszą gospodarkę dystansu rozwojowego zarówno w stosunku do krajów Unii Europejskiej, jak i bogatszych od nas krajów wychodzących z socjalizmu.

Jeżeli w 1990 r. PKB na 1 mieszkańca w Polsce, mierzony wg parytetu siły nabywczej, stanowił tylko 35 proc. średniego poziomu w UE-15, to wg Eurostatu w 2011 r. wskaźnik ten osiągnął 58 proc. Oznacza to, że w ciągu 22 lat transformacji systemowej zmniejszyliśmy o 23 pkt proc. lukę rozwojową w stosunku do krajów „starej" Unii, tj. mniej więcej o jeden punkt rocznie. W procesie realnej konwergencji Polska osiągnęła największe sukcesy w całej grupie nowych krajów członkowskich UE z Europy Środkowej i Wschodniej (EŚW).

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ

Gdyby dokonać prostej ekstrapolacji dotychczasowych trendów rozwojowych, można by dojść do niezwykle optymistycznego wniosku, że będziemy w stanie łatwo i w miarę szybko dogonić Europę Zachodnią pod względem poziomu rozwoju – średni dochód na mieszkańca UE-15 osiągnęlibyśmy już za około 20 lat. Pojawia się jednak coraz więcej sygnałów wskazujących, że utrzymanie w przyszłości (zwłaszcza nieco dalszej) dotychczasowej trajektorii wzrostu i realnej konwergencji może się okazać trudne bądź wręcz niemożliwe.

W procesie realnej konwergencji Polska osiągnęła największe sukcesy w całej grupie nowych krajów członkowskich UE z Europy Środkowej i Wschodniej

Główną barierą dalszego wzrostu gospodarczego będą niekorzystne zmiany demograficzne, związane ze starzeniem się społeczeństwa. Jak wynika z najnowszego opracowania Komisji Europejskiej The 2012 Ageing Report, zmiany te obejmą całą Unię, ale najbardziej odczuwalne (m.in. w kategoriach negatywnego wpływu na przyszłą dynamikę rozwojową) mają być w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym szczególnie w Polsce. Raport Komisji zawiera długookresowe prognozy demograficzne i ekonomiczne dla krajów członkowskich do 2060 r. w odstępach pięcioletnich. Dla Polski przewidywane tempo wzrostu PKB per capita wynosi od 3,2 proc. w 2015 r. do 1,0-1,3 proc. w latach 2050-2060. Analogiczne prognozy dla Europy Zachodniej (dokładniej - 17 krajów strefy euro) są zawarte w przedziale od 1,0 proc. w 2015 r. do 1,4-1,6 proc. w latach 2050-2060. Dane te wskazują na stopniowe wyhamowywanie wzrostu polskiej gospodarki w ciągu najbliższych 50 lat. W tym samym okresie oczekuje się, że kraje Europy Zachodniej będą rozwijać się coraz szybciej.

Raport KE stanowi punkt wyjścia dla przedstawionego niżej scenariusza ostrzegawczego. Jego podstawą są sporządzone przez autorów, wspólnie ze Zbigniewem Matkowskim, projekcje domykania przez Polskę i inne kraje EŚW luki dochodowej w stosunku do Europy Zachodniej. Wyniki są niepokojące i wskazują na możliwość odwrócenia się w przyszłości tendencji do realnej konwergencji w Polsce.

W naszym badaniu dokonaliśmy m.in. szacunków umiejscowienia w czasie tego punktu zwrotnego. W przypadku Polski odwrócenie tendencji do konwergencji nastąpi w 2044 r., tj. za około 30 lat. PKB per capita naszego kraju będzie wówczas stanowić 75 proc. średniego poziomu dochodu na mieszkańca Europy Zachodniej. W następnych latach luka dochodowa będzie się już powiększać: w 2050 r. osiągniemy 74 proc. tego poziomu, zaś w 2060 r.  - już tylko 71 proc. Gdyby scenariusz ten miał się ziścić, oznaczałoby to, że Polska w dającej się przewidzieć przyszłości nie dogoni pod względem poziomu rozwoju gospodarczego Europy Zachodniej. Z naszych badań wynika też, że proces doganiania wyraźnie zwolni przed 2044 r. - o ile w okresie 1990-2010 zmniejszyliśmy nasz dystans rozwojowy o 23 pkt. proc. (tj. w tempie 1 pkt rocznie), o tyle w latach 2011-2044 dystans ten ulegnie skróceniu już tylko o 18 pkt. (tj. średnio 1 punkt na 2 lata).

Możliwość spełnienia się takiego pesymistycznego scenariusza wynika z całego splotu różnorodnych czynników.

Największe zagrożenia

Po pierwsze, chyba największym zagrożeniem dla Polski w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat są niekorzystne trendy demograficzne – rysujący się na horyzoncie spadek liczby ludności, zmiana struktury wiekowej społeczeństwa, emigracja i drenaż mózgów, trwały spadek stopy zależności, wyrażającej liczbę pracujących przypadających na jednego emeryta. Potwierdzają to długookresowe prognozy demograficzne Komisji Europejskiej. Według nich liczba ludności w Polsce spadnie do 32,6 mln w 2060 r. (o przeszło 5 mln). Jednocześnie odsetek osób w wieku produkcyjnym (15-64 lat) zmniejszy się z 71,3 proc. w 2010 r. do 53,4 proc. w 2060 r., zaś odsetek osób w wieku poprodukcyjnym (ponad 64 lata) wzrośnie z 13,5 proc. w 2010 r. do 34,6 proc. w 2060 r. Pogorszeniu ulegnie stopa obciążenia, mierząca liczbę osób w wieku nieprodukcyjnym (dzieci i osób starszych) przypadających na 1 osobę w wieku produkcyjnym: zwiększy się ona z 54,2 proc. w 2010 r. do 104,5 proc. w 2060 r. W 2060 r. na jedną osobę w wieku produkcyjnym przypadać będzie jedna osoba w wieku nieprodukcyjnym; biorąc pod uwagę, że nie wszystkie osoby w wieku produkcyjnym pracują, może okazać się, że osoba zatrudniona będzie musiała „utrzymać" nawet dwie osoby w wieku nieprodukcyjnym. Przy tak niekorzystnych tendencjach szybki wzrost gospodarczy nie jest możliwy.

Po drugie, nie udało się w wystarczającym stopniu zreformować rynku pracy i w efekcie stopień aktywności zawodowej w Polsce należy do najniższych w UE. I chociaż można tu dostrzec zmiany na lepsze, czego odzwierciedleniem jest niewielka poprawa prognoz stopy aktywności zawodowej (wzrost z 65,8 proc. w 2010 r. do 67,2 proc. w 2060 r.) i stopy zatrudnienia (wzrost z 59,3 proc. do 62,3 proc. w analogicznym okresie), to ciągle nie umiemy dobrze wykorzystywać zasobów pracy.

Po trzecie, kolejną barierę rozwojową stanowi najniższa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej skłonność do oszczędzania i najniższa stopa inwestycji. To właśnie stopa inwestycji i krajowe oszczędności, które finansują te inwestycje w długim okresie, są warunkiem koniecznym szybkiego, trwałego wzrostu gospodarczego. Tym m.in. można tłumaczyć obniżenie się w ostatnich kilku latach potencjalnego tempa wzrostu polskiej gospodarki z ponad 5 do ok. 4 proc., tj. o 1,5 pkt. proc.  Jak wynika m.in. z długookresowych projekcji OECD, w perspektywie po 2020 r. tempo to może się zmniejszyć jeszcze bardziej – poniżej 2 proc. rocznie. Prognozy KE są bardziej pesymistyczne – informują o dalszym zmniejszaniu się tempa wzrostu potencjalnego PKB do ok. 1,5 proc. w latach 2025-2035, ok. 1,0 proc. w latach 2040-2045 i tylko 0,5 proc. od 2050 r. To oznacza trwałe utrzymywanie się stopy bezrobocia na poziomie dwucyfrowym.

Czwartą barierą rozwojową jest niska innowacyjność gospodarki, a co się z tym wiąże – także niska konkurencyjność. Przy postępującej globalizacji trudniej będzie przetrwać krajowym producentom na rynku światowym. Grozi nam utrwalenie na dłużej dotychczasowego, imitacyjnego wzorca rozwojowego, opartego w dominującej mierze na wykorzystaniu stosunkowo taniej, nisko i średnio wykwalifikowanej pracy oraz wytwarzaniu dóbr o relatywnie niewielkiej zawartości postępu technicznego i innowacji.

Po piąte, barierą wzrostu gospodarczego mogą się stać rosnące napięcia w bilansie energetycznym kraju i opóźnienia inwestycji w rozwój i modernizację bazy energetycznej.

Po szóste, poważnym zagrożeniem rozwojowym jest niski (a nawet malejący) zasób kapitału społecznego w Polsce. Nasz kraj można by w związku z tym (stosując terminologię Fukuyamy) zaliczyć do kategorii „low-trust society". Co więcej, o ile my, Polacy, wykazujemy historycznie uwarunkowany brak zaufania do instytucji państwa, o tyle państwo polskie w coraz większym stopniu odpłaca nam pięknym za nadobne. Oznacza to istnienie w Polsce symetrycznej nieufności w relacjach państwo-obywatel (a także państwo-przedsiębiorca prywatny). Przejawem reakcji państwa na nieufność obywateli jest mnożenie przez administrację barier biurokratycznych i zwiększanie zakresu ingerencji ograniczającej zakres wolności gospodarczej.

Państwo zawodzi

Po siódme, czynnikiem negatywnie rzutującym na tempo wzrostu gospodarczego w Polsce może się stać skumulowane oddziaływanie narastających od wielu lat barier o charakterze instytucjonalnym, zwłaszcza – silnie akcentowanego przez nową ekonomię instytucjonalną – braku komplementarności wielu kluczowych instytucji tworzących tzw. instytucjonalną infrastrukturę rynku. W tym kontekście szczególny niepokój budzi wzrost tzw. mocy jałowej systemu instytucjonalnego w Polsce skierowanej na przezwyciężanie nasilających się tarć i sprzeczności wewnętrznych w jego funkcjonowaniu oraz postępującej entropii.

Po ósme, w Polsce narastają symptomy zawodności państwa w jego funkcji dostarczyciela dóbr publicznych i społecznie pożądanych: niewydolność władzy sądowniczej, słabe przestrzeganie prawa, niska jakość administracji publicznej i samowola urzędnicza, dysfunkcjonalna służba zdrowia, obniżka standardów jakości w systemie edukacji itp.

Wreszcie, zagrożeniem stabilności i trwałości przyszłego wzrostu gospodarczego mogą się stać powiększające się rozpiętości dochodowe i majątkowe, a także - jak dowodzą najnowsze dane GUS - rosnące dysproporcje w rozwoju regionalnym.

Na zakończenie warto jeszcze sformułować jedną ogólniejszą refleksję. Wzrost i realna konwergencja są ważnymi azymutami polityki gospodarczej, ale też nie należy ich fetyszyzować. W istocie wzrost gospodarczy jest tylko środkiem do osiągnięcia bardziej ogólnych celów gospodarowania, takich jak poprawa stopy życiowej społeczeństwa i szeroko rozumiany postęp cywilizacyjny. W tej wiązce ogólniejszych celów mieszczą się też takie kategorie jak rozwój zrównoważony, konkurencyjność międzynarodowa (w tym instytucjonalna), spójność społeczna, sprawiedliwość i równość szans itp. Przy konstruowaniu programu przeciwdziałania zasygnalizowanym w tekście zagrożeniom przyszłego wzrostu gospodarczego w Polsce warto to mieć także na uwadze. Rozwinięcie tych myśli to jednak temat na oddzielny artykuł.

Prof. dr hab. Ryszard Rapacki jest kierownikiem Katedry Ekonomii II w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Dr Mariusz Próchniak jest adiunktem w tej katedrze.