W 2025 r. wydatki publiczne sięgnęły w Polsce 50,9 proc. PKB – więcej niż w Niemczech, Szwecji i Danii, czyli krajach kojarzonych z rozbudowanym państwem opiekuńczym. Mimo „zachodniego” udziału państwa w gospodarce kolejki do lekarzy się nie kończą, a rodzice coraz częściej wybierają szkoły niepubliczne. Dlaczego za coraz większe pieniądze nie dostajemy odpowiednio lepszego państwa?
Jako Forum Obywatelskiego Rozwoju po raz piętnasty przygotowaliśmy coroczny „Rachunek od państwa”, przedstawiający najważniejsze kategorie wydatków publicznych w przeliczeniu na mieszkańca. Uwzględnia on wszystkie wydatki publiczne, nie tylko te zapisane w tzw. budżecie państwa, który stanowi zaledwie wycinek całego sektora instytucji rządowych i samorządowych (general government). W przeliczeniu na jednego mieszkańca wydatki publiczne wyniosły w 2025 r. ponad 53 tys. zł. W porównaniu z poprzednim rokiem „Rachunek od państwa” zwiększył się o 5233 zł, czyli o 11 proc.
Czytaj więcej
Wydatki publiczne na emerytury i renty są większą niż łączne nakłady na zdrowie, edukację i naukę – alarmuje FOR w raporcie, który poznała „Rzeczpo...
Zachodnie wydatki, wschodnia jakość
W 2025 r. wydatki publiczne wyniosły 1,99 bln zł. Osiągnęły poziom 50,9 proc. PKB – więcej niż unijna średnia i więcej niż w takich krajach kojarzonych z rozbudowanym państwem opiekuńczym jak Niemcy (50,5 proc. PKB), Szwecja (49,9 proc. PKB) czy Dania (48 proc. PKB). Wydatki publiczne rosną w Polsce w alarmującym tempie – w tym roku mają wynieść 51,8 proc. PKB. Jednocześnie wzrost wydatków publicznych w stosunku do wielkości gospodarki nie przekłada się na poprawę jakości działania państwa.
Od lat wydatki na usługi publiczne i transfery rosną, ale nie idzie za tym poprawa efektów. Dobrym przykładem jest ochrona zdrowia: w 2025 r. wydano na nią 6120 zł na mieszkańca, o 358 zł więcej niż rok wcześniej. Czy jest jednak lepiej? Mimo że media wciąż donoszą o rażąco wysokich zarobkach lekarzy, pacjenci tak samo tygodniami albo miesiącami czekają na wizytę, jak kiedyś.
Podobnie – mimo rosnących nakładów – nie widać poprawy w jakości publicznej edukacji. Kryzys przejawia się w rosnącej popularności placówek niepublicznych i prywatnych zajęć. W zeszłym roku 20 proc. uczniów liceów ogólnokształcących uczyło się w placówkach niepublicznych. W Warszawie było to niemal 30 proc.
Czytaj więcej
Dochody budżetu państwa rosną, ale coraz większym problemem stają się niemal zerowa dynamika wpływów z VAT. To wina m.in. programu CPN, którego łąc...
Emerytalna pułapka
Największą kategorią wydatków publicznych były, podobnie jak w poprzednich edycjach, emerytury i renty. W 2025 r. wydatki na ten cel, łącznie z trzynastymi i czternastymi emeryturami, wyniosły 14 700 zł w przeliczeniu na mieszkańca Polski. Dla porównania wydatki na ochronę zdrowia wyniosły – przypomnijmy – 6120 zł, a na edukację i naukę – 5539 zł (czyli łącznie 11 659 zł na mieszkańca). Jako FOR od lat wskazujemy na potrzebę gruntownych zmian w systemie emerytalnym. Konieczne jest podwyższenie wieku emerytalnego oraz wprowadzenie jednolitych dla wszystkich zasad.
Politycy wolą jednak składać obietnice, które utrwalają złudne przekonanie, że można jednocześnie obniżać wiek emerytalny, zwiększać świadczenia i nie ponosić za to kosztów. W warunkach starzenia się społeczeństwa takie propozycje są niepoważne. Oznaczają mniejszą aktywność zawodową, wolniejszy wzrost gospodarczy, większą presję na finanse publiczne i niższe świadczenia w przyszłości. Im większa będzie liczba emerytów, tym silniejsza stanie się też pokusa kupowania ich głosów kolejnymi transferami.
Potrzebny nam fiskalny realizm
Prognozy Komisji Europejskiej dla 2026 i 2027 r. wskazują na utrzymywanie się wysokiego deficytu sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce. W tym roku deficyt ma wynieść 6,5 proc. PKB i będzie najwyższy w Unii Europejskiej. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych będzie przekraczał 5 proc. PKB co najmniej do 2030 r..
Rząd nadużywa dziś wyjątków w regułach fiskalnych, które miały ułatwić finansowanie wyższych wydatków obronnych po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Chodzi zwłaszcza o klauzulę obronną w stabilizującej regule wydatkowej.
Podejście to zostało skrytykowane przez Radę Fiskalną, która wskazała na osłabienie krajowych ram budżetowych. Ministerstwo Finansów wybrało jednak konfrontacyjny sposób działania, odmawiając Radzie przekazania informacji potrzebnych do analizy stabilizującej reguły wydatkowej. Resort krytycznie odnosił się także do ustaleń Najwyższej Izby Kontroli, która wykazała zawyżenie limitu wydatków wynikającego ze stabilizującej reguły wydatkowej o 84,5 mld zł.
Polskie finanse publiczne potrzebują gruntownych i trwałych reform, przede wszystkim po stronie wydatkowej: podniesienia wieku emerytalnego czy przekierowania wsparcia socjalnego do najbiedniejszych. Nie chodzi o cięcia dla samych cięć, lecz o zmianę logiki działania państwa: mniej politycznego rozdawnictwa, więcej odpowiedzialności za efekty.
Czytaj więcej
Po blisko 35 latach obowiązywania i setkach poprawek podatek dochodowy od osób fizycznych przypomina nie tyle dziurawy patchwork, co stajnię Augias...