Reklama

Maciej Miłosz: Król jest nagi. Przynajmniej ten zbrojeniowy

Choć wicepremier Kosiniak-Kamysz właśnie ogłasza kolejny kontrakt na sprzedaż polskiego uzbrojenia, to prawda jest taka, że państwowa zbrojeniówka nie ma mocy produkcyjnych, by zaspokoić choćby potrzeby Wojska Polskiego.
Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz (P) oraz minister obrony Belgii The

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz (P) oraz minister obrony Belgii Theo Francken (L) podczas konferencji prasowej w siedzibie zakładów MESKO SA. w Skarżysku-Kamiennej

Foto: PAP/Piotr Polak

–  List intencyjny, który podpisaliśmy, dotyczy zakupu zestawów Piorun – około 200, pomiędzy 200 a 300 zestawów, które nabędzie Belgia, ale też wymiany doświadczeń – mówił wczoraj, cytowany na profilu MON portalu X, wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podczas wizyty w skarżyskim Mesku. Jest to spółka będąca częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która produkuje m.in. przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun.

ok. 1000 rakiet Piorun

może obecnie wyprodukować Mesko w ciągu roku

Brakuje zdolności do produkcji Piorunów

Warto tej sytuacji przyjrzeć się bliżej. Po pierwsze, do zakupu jest jeszcze daleko. Na razie został podpisany list intencyjny, a jak wiadomo podpisanie takiego dokumentu nic nie kosztuje i daje wizerunkowe korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Historia Polskiej Grupy Zbrojeniowej jest bogata w różnego rodzaju listy intencyjne, z których w dużej mierze nic nie wyszło. Od wstępnego porozumienia politycznego, nawet na wysokim szczeblu, do konkretnej umowy wykonawczej z cenami, terminami dostaw i… karami umownymi – droga jeszcze daleka.

A jeśli już mowa o terminach dostaw, to jest to punkt kluczowy. W lutym przedstawiciele Meska podawali, że wyprodukowano właśnie trzytysięcznego Pioruna. Biorąc pod uwagę, że tysięczny zszedł z linii produkcyjnych we wrześniu 2022 r., optymistycznie można założyć, że te moce produkcyjne są na poziomie ok. tysiąca sztuk rocznie. Problem w tym, że bez dużych inwestycji, m.in. w nową halę, nie da się ich radykalnie zwiększyć. Przedstawiciele zarządu Mesko niedawno mówili o tym, że potrzeba mniej więcej trzech lat by zwiększyć te zdolności do 2 tys. sztuk rocznie, a i to założenie wydaje się dosyć optymistyczne. Wynika to z faktu, że Mesko ma długą historię rozwlekania i „niedowożenia” programów modernizacyjnych. „Projekt 400”, czyli zwiększenie mocy produkcyjnych Meska w zakresie amunicji małokalibrowej, średniokalibrowej, wielkokalibrowej i rakiet oraz „Projekt 44,7”, czyli uzyskanie zdolności do produkcji prochu modyfikowanego mają już kilkuletnie opóźnienia.

Czytaj więcej

Piorun numer 3000 wyprodukowany. Mesko z rekordowym zyskiem i opóźnieniami
Reklama
Reklama

(Bez)partyjni fachowcy

Z czego wynikają te opóźnienia? Zapewne jednym z głównych powodów są częste rotacje w zarządzie tej spółki i kompetencje członków tych zarządów. Od niecałego roku prezeską zarządu jest Renata Gruszczyńska, która wcześniej nie miała żadnego doświadczenia w sektorze zbrojeniowym. Ale nowa pani prezes plany ma wręcz mocarstwowe. - Zakończenie inwestycji i uruchomienie nowoczesnych linii technologicznych w 2025 i 2026 roku pozwoli Mesko S.A. umocnić pozycję jednego z najnowocześniejszych zakładów produkcji amunicji i rakiet w Europie. Spółka z jednej strony zwiększy wolumen produkcji amunicji 155 mm i innych kluczowych środków bojowych, z drugiej zaś stanie się także niezależnym producentem komponentów energetycznych – co do tej pory pozostawało całkowicie poza zasięgiem polskiego przemysłu. To uniezależni Polskę od importu surowców niezbędnych do produkcji amunicji z obcych rynków, co zagwarantuje bezpieczeństwo dostaw dla polskiej armii – stwierdziła w jednym z niedawnych komunikatów prasowych.

Warto przeczytać tą wypowiedź ze zrozumieniem. Obecnie wszystkie spółki Grupy PGZ produkują nieco ponad 30 tys. pocisków 155 mm rocznie. Nasi sąsiedzi z południa – Słowacy i Czesi – produkują ich kilkaset tysięcy, podobnie niemiecki Rheinmetall. Poza tym PGZ właśnie negocjuje zakup licencji m.in. na produkcję prochów wielobazowych – to pokazuje, że jednak Mesko samodzielnie tego zadania nie wykona, a marzenia o „uniezależnieniu od importu surowców niezbędnych do produkcji amunicji” pozostaną niespełnione jeszcze przez co najmniej kilka lat.

Czytaj więcej

Zmiana prezesa realnie nic nie zmieni. Co dalej z PGZ?

Z kolei jeśli chodzi o wspominany list intencyjny z Belgią, to warto mieć z tyłu głowy, że w 2024 r. Mesko nie zrealizowało dostawy wszystkich zakontraktowanych pocisków dla Wojska Polskiego. Jeśli nasza armia nie zmniejszy swojego zamówienia, to w najbliższych dwóch latach Mesko nie ma wolnych mocy produkcyjnych.

Dlatego tym bardziej cieszy, że stery w tej kluczowej spółce przejęła doświadczona menedżerka, która na pewno sprawnie przeprowadzi proces rozbudowy zdolności produkcyjnych. A to, że w ubiegłym roku startowała w wyborach samorządowych z listy Koalicji Obywatelskiej tylko jej w tym pomoże i pokazuje jak szerokie ma horyzonty. Podobnie jak jej poprzedniczka, która była radną sejmiku świętokrzyskiego, ale… z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Jak wiadomo, spółki skarbu państwa przez wszystkie opcje są obsadzane przez bezpartyjnych fachowców, a to że przy okazji nie uda się zrealizować tego czy tamtego projektu nikomu specjalnie nie przeszkadza. Papier, np. list intencyjny, zniesie wszystko.

Wojsko
Gen. Breedlove: Nie wycofamy wojska z Europy, bo to się nam nie opłaca
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Biznes
Nowy prezes PGZ przyszedł z Grupy Azoty
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Pora na dojrzałą, ponadpartyjną rozmowę o systemie zakupów obronnych
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama