Podpisując „Rozporządzenie wykonawcze ws. dzielenia się informacjami nt. zagrożeń dla cyberbezpieczeństwa", prezydent Barack Obama powiedział: „Świat cyfrowy to bardzo dziki Zachód...". Niestety, czasy samotnego szeryfa stającego do pojedynku z czarnym charakterem w centrum miasteczka dawno minęły. Problem przypomina raczej film „Pogromcy duchów" („Ghostbusters"), bo nasi wrogowie pojawiają się i znikają niczym zjawy. I stanowią powszechne zagrożenie dla wszystkich: konsumentów, państw, firm, gospodarek, branż, obywateli...
Ale chociaż dostrzegamy to niebezpieczeństwo, to nadal oczekujemy scenariusza niczym z filmu „W samo południe". Coraz częściej deklarujemy, że do przeciwstawienia się „wrogowi" konieczna jest współpraca. Wciąż jednak wygląda na to, że istnieje tu wiele różnych punktów widzenia, różnych stanowisk, różnych interesów... Przypadek Edwarda Snowdena zwrócił powszechną uwagę na istotną kwestię zachowania równowagi pomiędzy bezpieczeństwem narodowym a prywatnością informacji.
Sprzeczne interesy
Każdy zgadza się z tym, że należy dzielić się informacjami, by chronić nasze kraje, firmy i prywatne dane przed cyberatakami. Z drugiej strony nie chcemy jednak się zgodzić, by „ktoś mnie podglądał". Coraz bardziej obawiamy się utraty prywatności czy przewagi konkurencyjnej.
Istnieje rozdźwięk na poziomie stosunków międzypaństwowych. Mamy do czynienia z wrogiem, który z łatwością przekracza granice. Natomiast my, jako „ci dobrzy", musimy stosować się do systemów legislacyjnych, które różnią się w zależności od kraju. Każde śledztwo jest trudne i czasochłonne. Dodatkowo kraje stosują różne kary za cyberprzestępstwa. Więc nawet jeśli zostaniesz złapany, ale znajdujesz się w odpowiednim miejscu, to karą może być np. sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. W porównaniu z potencjalną „nagrodą", to niezbyt duże ryzyko.
Wojskowi stratedzy również dostrzegli potencjał cyberprzestrzeni. Wygląda na to, że można w niej wyrządzić wrogowi największe szkody. Atrakcyjność takich działań zwiększa fakt, że podczas ataku pozostajesz anonimowy. Jeśli wystrzelisz standardowy pocisk, to w ciągu kilku minut każdy wie, że to ty. Jeśli zaatakujesz jakiś ważny element infrastruktury i odetniesz prąd w danym kraju, potrzeba dużo czasu, zanim zaczną cię podejrzewać. Dlatego na poziomie międzynarodowym trudno jest dojść do jakiegokolwiek porozumienia.