W czasie kryzysu finansowego europejscy przywódcy uzgodnili stworzenie unii bankowej, która przerwie więzy łączące upadające banki z rządami. Mimo że powszechnie odbierana jako inicjatywa strefy euro, unia bankowa może też zapewnić warunki do zarządzania finansową stabilnością Wielkiej Brytanii i innych krajów spoza tej strefy.

Problem z bramą do Europy

Obecnie Londyn jest nie tylko międzynarodowym centrum finansowym, ale również bramą do Europy dla wielkich amerykańskich i szwajcarskich banków inwestycyjnych. Takie banki używają swojej brytyjskiej licencji jako paszportu do prowadzenia operacji w całej Unii Europejskiej. Brexit sprawiłby, że przestałoby to być możliwe.

Już słychać spekulacje, że międzynarodowe banki mogą przenieść swoje europejskie centrale z Londynu do Dublina, Frankfurtu czy nawet Amsterdamu. Wszystkie duże europejskie banki, włączając w to Deutsche Bank, BNP Paribas czy ING, prowadzą operacje w Londynie. Istnieją w nich bardzo dużo ponadgraniczne zobowiązania. Pytanie, jak zarządzać finansową stabilnością w obliczu tych wzajemnych powiązań.

Poza unią bankową rządy są ostatecznymi gwarantami wypłacalności banków, odpowiedzialnymi za ratowanie ich w czasach kryzysu. I tak szwedzki rząd jest ostatecznie odpowiedzialny za Nordea Bank, który jest znacząco zaangażowany w takich krajach ze strefy euro, jak Finlandia czy kraje bałtyckie. Szwecja musiałaby sama finansować ewentualne ratowanie banku. Podobnie brytyjski rząd odpowiada za zapewnienie stabilności brytyjskiego systemu finansowego.

Globalny kryzys finansowy pokazał, że ta funkcja ostatecznego gwaranta może być bardzo kosztowna dla rządów, ale one mogą przecież wspólnie zarządzać finansową stabilnością w ramach unii bankowej. Władze krajowe dzieliłyby w ten sposób odpowiedzialność z Europejskim Bankiem Centralnym. A odpowiedzialność za uporządkowaną likwidację banku ponosiłaby nowa rada (Single Resolution Board) powołana do tego celu. Co ważne, nowy wspólny fundusz uporządkowanej likwidacji banków (Single Resolution Mechanism) ułatwiłby dzielenie się ciężarami w razie kryzysu bankowego.

Euro nie jest biletem wstępu

Kraje spoza strefy euro mogłyby dołączyć do unii bankowej nawet bez przyjmowania wspólnej waluty. Unia bankowa jest obowiązkowa dla krajów strefy euro, ale inne mają prawo do niej dołączyć. Ma to sens, bo służy zarządzaniu finansową stabilnością poprzez wspólne podejście do nadzoru, unikanie odrębnych działań, a w konsekwencji niższe koszty finansowania. Pozwoliłoby na uproszczenia procedury ratowania banków.

Pomysł unii bankowej jest dość nowy, więc większość krajów spoza strefy euro przyjęła postawę „poczekamy, zobaczymy", co jest sensowne. Jednak to polityka zdecyduje, czy i kiedy przystąpią. Kraje z Europy Środkowo-Wschodniej i Dania podpisały międzyrządowe porozumienie dotyczące wspólnego funduszu uporządkowanej likwidacji (SRF). Mają więc otwarte drzwi do uczestnictwa w unii bankowej na późniejszym etapie.

W przeciwieństwie do nich Szwecja i Wielka Brytania stanowczo sprzeciwiają się uczestnictwu w unii bankowej z powodów politycznych, chcąc zachować suwerenność w zarządzaniu swoimi systemami bankowymi. W pełni rozumiemy rzeczywistość polityczną. Ale silne powiązania bankowe między Londynem i UE oznaczają, że wzmocniona współpraca między Bankiem Anglii a Europejskim Bankiem Centralnym pozwoliłaby na lepsze zarządzanie stabilnością finansową. Skutek Brexitu będzie odwrotny, bo podważy stabilność finansową.

Autorzy są ekspertami brukselskiego think tanku Bruegel