Najpierw wygonił nas ze Wschodu wstrząs związany z upadkiem ZSRR i rozwiązaniem RWPG w 1991 roku. Straty były ogromne i wpłynęły na poważny wówczas spadek polskiego PKB.
Kolejny kryzys miał miejsce już siedem lat później. Tym razem szkody nie były już tak duże, a część naszych firm odważnie wykorzystała okazję, zajmując miejsce uciekającego w popłochu zagranicznego kapitału.
Teraz jednak i my musieliśmy uciekać. Jednak, wbrew rachubom Kremla, obecny kryzys ledwie nas drasnął, a wzrost PKB wręcz przyspieszył. To zasługa polskich przedsiębiorców, którzy okazali się elastyczni i albo przenieśli interesy gdzie indziej, albo, ku wściekłości Kremla, obchodzą sankcje, np. zamiast objętych nimi jabłek wysyłając koncentrat czy przepakowując towary na Białorusi i wysyłając dalej jako tamtejsze.
Obecny kryzys dał Polsce i Rosji trzy ważne lekcje. My przekonaliśmy się dobitnie, że nic nie jest dane raz na zawsze i trzeba dywersyfikować partnerów handlowych, wchodzić na nowe rynki, takie jak USA, Chiny czy Afryka, gdzie prawie nas nie ma. Polski biznes, od lat skupiający się na bogatym rynku niemieckim, wyraźnie to zrozumiał.
Dwa lata, które upłynęły od aneksji Krymu, to także dwie bolesne lekcje dla Rosji. Kreml kolejny raz się przekonał, do czego prowadzi gospodarka rozwijająca się niemal wyłącznie dzięki sprzedaży surowców (daje to dwie trzecie przychodów państwa), a w dodatku kontrolowana przez oligarchów, tzn. bez silnej małej przedsiębiorczości.