Komisja Europejska szykuje się do przedłożenia do aprobaty państwom członkowskim Unii projektu nowej strategii handlowej wobec Chin. To może być istotny moment w historii europejskiego projektu integracyjnego. Dostosowanie go do zmieniającego się świata.

Paradygmat, który pomógł wyprowadzić Unię z Eurosklerozy 1.0 po szokach naftowych z wczesnych lat 80., kompletnie nie przystaje do czasów zamętu, chaosu i porzucania reguł. Czas, gdy Europa mogła na własnych zasadach układać relacje ze światem, minął. Trzeba oswoić się z terminem „power politics”

Postulat strategii „coś za coś”

Fundamenty ideowe dla takiej zmiany zostały już położone. I tak w kwietniu na stronie belgijskiego banku centralnego opublikowano policy paper „Eurosclerosis 2.0 in a Changing World: From Repetition to Rupture”. Autorzy to: prezes belgijskiego banku centralnego Pierre Wunsch i ekonomista BNB Geert Langenus. Jest to artykuł o tym, jak nieprzystające do obecnych czasów są główne filary Unii Europejskiej, które zmieniły się w przeszkody na drodze do przezwyciężenia tytułowej Eurosklerozy 2.0.

Pierre Wunsch i Geert Langenus utrzymują – dokumentując to danymi – że paradygmat, który pomógł wyprowadzić Unię z Eurosklerozy 1.0 po szokach naftowych z wczesnych lat 80., kompletnie nie przystaje do czasów zamętu, chaosu i porzucania reguł.

Na ten paradygmat składały się: otwartość na handel, ściślejsza integracja, więcej rozsądnych polityk rozwojowych wspieranych przez rządy, ale zarazem kreślących restrykcyjne zasady dopuszczalnej pomocy państwa. I był tu też archaiczny postulat „eksportu wartości europejskich”.

Jednak czas, gdy Europa mogła na własnych zasadach układać relacje ze światem, minął. Trzeba oswoić się z terminem „power politics”. A istniejące struktury i reguły unijne stają się tu przeszkodą. Procesy decyzyjne powinny przejść od administrowania do wyborów politycznych; od automatycznego podążania za regułami do strategicznych wyborów; od decyzyjnego rozdrobnienia do skoordynowanej dyslokacji zasobów.  

Trylemat klimatyczny sprowadza się do niemożliwości wykonania równocześnie trzech zadań: ambitnych celów środowiskowych, otwartości i ochrony rynku wewnętrznego

Dziś Unia stoi wobec świata, gdzie zamiast rule-based order mamy transakcyjną politykę i dominację geoeconomics. Jak przestrzegać reguł w świecie, gdzie nikt ich nie przestrzega? Powstają potężne napięcia między obowiązującymi wciąż celami Unii i nowym porządkiem bez zasad. Z tych napięć trzeba jakoś wybrnąć i stąd postulat strategii „coś za coś”.

Ten trade-off musiałby pomóc rozwikłać sprzeczności, jakie istnieją dziś między postulatem jednolitego rynku (słabo zresztą finalnie zrealizowanym), a „strategiczną autonomią” („raczej u siebie”, czy jednak wciąż ufamy w zalety przewag komparatywnych?). „Strategiczna autonomia” zdominowała świat jako postulat po Covidzie, wojnach, a szczególnie mocno dała o sobie znać teraz, w czasie drugiej kadencji Trumpa.

Tak samo trudno pogodzić dziś szczytne ambicje klimatyczne z ich kosztami oraz partykularnymi interesami. Trylemat klimatyczny sprowadza się do niemożliwości wykonania równocześnie trzech zadań: ambitnych celów środowiskowych, otwartości i ochrony rynku wewnętrznego.

Podobnie mają się sprawy z technologicznym zacofaniem i rozrosłymi preferencjami socjalnymi. Nadmiar redystrybucji stoi w sprzeczności z maksymalizacją produktywności, a nadmiar regulacji – z innowacyjnością. Technokratyczne, datujące się z pierwszych etapów integracji, podejście Unii do kwestii otwartości handlowej, konkurencyjności, roli rządu w gospodarce, przestało działać na jej korzyść.

Unia stoi w obliczu trzech wyzwań: technologicznego, instytucjonalnego i geopolitycznego. I pokonanie tych wyzwań wymaga zapewne sięgnięcia po kilka niewygodnych rozwiązań typu trade-off.

Nie jest to – wypada podkreślić mocno – manifest eurosceptyków, tych od „eurokołchozu” czy czegoś równie idiotycznego. Chodzi o przemyślaną refleksję ludzi zatroskanych o przyszłość Unii, o przezwyciężenie Eurosklerozy 2.0, co wymaga odwagi, a także wyciągnięcia wniosków z doświadczeń gospodarczych Chin i USA. Trzeba w końcu wziąć się za bary z problemami starannie dotąd omijanymi w instytucjonalnej debacie o Europie, gdzie dominuje odwoływanie się do tradycji, idealizmu, zasad i reguł, czyli czegoś, czego dziś w polityce już nie ma.

Obrona konieczna Europy

Ten temat dobrze rozwija dość ostry w tonie – i również we wnioskach – raport Center for European Reform („China shock 2.0: The cost of Germany’s complacency”, autorzy: Sander Tordoir i Brad Setser). Raport traktuje co prawda o problemach, jakie z subsydiowanym, wspieranym przez państwo eksportem chińskim, ma tytułowa gospodarka niemiecka, ale ten jednostkowy przykład ma zastosowanie do całej Unii.

Niemcy straciły już na rzecz chińskich eksporterów ok. 400 tys. miejsc pracy. Wolumen chińskiego eksportu rośnie w tempie dwukrotnie przekraczającym dynamikę handlu światowego. A w pierwszym kwartale 2026 r. był już o 15 pkt proc. powyżej dynamiki globalnego eksportu.

Polityka stymulowania popytu krajowego w Chinach nie przekłada się, jak dotąd, na wyhamowanie eksportu. Według niedawnych prognoz eksport samochodów chińskich do Europy miał osiągnąć 10 mln sztuk pod koniec tej dekady. Ale ten wynik został już pobity w czwartym kwartale 2025 r. (na bazie annualizowanej).

Im więcej stymulacji fiskalnej w Europie, tym większa skłonność do wzrostu importu z Chin. Wspólnotowy popyt krajowy wylewa się tym samym poza granice Unii. To zaś podtrzymuje produkcję dóbr i usług w Chinach

Szybko rosnąca chińska gospodarka powinna – teoretycznie – być bardziej zrównoważona. Powinna coraz więcej importować za sprawą aprecjacji kursu, obniżać konkurencyjność z uwagi na rosnące płace i koszty krajowe oraz redukcję stopy krajowych oszczędności do standardowych rozmiarów. Tyle że w Chinach tak się wcale nie dzieje. Nadwyżka handlowa pozostaje ogromna, konkurencyjność technologiczna gospodarki rośnie, a oszczędności krajowe pozostają na bardzo wysokim i stabilnym poziomie.

W tych warunkach im więcej stymulacji fiskalnej w Europie, tym większa skłonność do wzrostu importu z Chin. Wspólnotowy popyt krajowy wylewa się tym samym poza granice Unii. To zaś podtrzymuje produkcję dóbr i usług w Chinach. Przewaga kompetencyjna i technologiczna wysoko uprzemysłowionych gospodarek europejskich nad Chinami znika lub – w wielu przypadkach – już jej nie ma.

Stąd już tylko krok do sugerowanej potrzeby wzmocnienia ochrony rynku UE i tym samym także miejsc pracy w Europie. Do instrumentów takiej ochrony zaliczyć można:

– gęściej niż dotąd stosowane cła antydumpingowe i subsydia wyrównujące;

– zainicjowanie zabezpieczeń sektorowych na wzór amerykańskiej procedury 301, która pozwala rządowi reagować na systemowe zakłócenia wymiany handlowej ze strony Chin, a nie tylko na podejmowanie punktowych interwencji w przypadku nieuczciwej konkurencji udowodnionej wobec poszczególnych importowanych produktów;

– wykorzystanie zamówień publicznych i subsydiów do wspierania produkcji europejskiej;

– zachęcanie chińskich firm do lokalizacji produkcji w Unii;

– utworzenie funduszu kompensującego straty poniesione przez europejskich producentów w wyniku ewentualnych retorsji chińskich.

Głosy na temat zagrożeń, jakie dla rozwiniętych gospodarek rynkowych płyną ze strony chińskiego państwowego kapitalizmu, są coraz liczniejsze. I brzmią jeszcze donośniej, kiedy dotyczą największej europejskiej gospodarki.

Unia będzie się zmieniać. 

O autorze

Janusz Jankowiak

Główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, dwukrotny zwycięzca konkursu NBP i „Rzeczpospolitej” na najlepszego analityka makroekonomicznego roku