Podczas ostatniego spotkania z dziennikarzami prezes NBP kluczył w meandrach polityki pieniężnej, w które zręcznie wplótł wątek spisku. Pod presją „naszego sąsiada” groziło nam jakoby szybkie wejście do strefy euro, co – jak twierdził – oznaczałoby utratę suwerenności. Przed katastrofą miał nas uratować jedynie fakt, że ponownie właśnie jemu (!) powierzono szefowanie NBP.

Zwykle, gdy rośnie poczucie zagrożenia, potrzebujemy jednoczyć się wokół silnego lidera. Teraz ma nim być oczywiście prof. Glapiński, który sam o sobie mówi, że jest najlepszym prezesem na trudne czasy. Takie przekonanie potwierdza druga, tym razem „nieoficjalna konferencja” w Sopocie. Widać z niej, że prezes twardo stąpa nie tylko po sopockim molo. Ma jasny plan, już wie, że kolejna podwyżka stóp procentowych wyniesie 0,25 pkt proc.

Okazuje się, że syndrom oblężonej twierdzy może pojawić się również w felietonie. Stosuje go z uporem godnym lepszej sprawy doradca prezesa NBP prof. Leon Podkaminer. Widać to z jego pasji do oceny „prawdziwych” intencji, tudzież połajanek innych ekonomistów piszących swoje opinie na łamach „Rzeczpospolitej”.

W tekście „Czas malkontentów, czyli strachy na Lachy” (8.06.2022) ocenia Mirosława Gronickiego i Jerzego Hausnera: „w tym przypadku idzie w moim odczuciu o »przyłożenie władzy«, i to w przeddzień sejmowego głosowania nad zatwierdzeniem prezesa NBP na drugą kadencję, a nie o rzeczową troskę o perspektywy gospodarki”. Kolejne połajanki wobec Janusza Jankowiaka i Marcina Mrowca i Macieja Stańczuka znajdujemy w artykule „Przechył kasandryczności” (24.06.2022).

Czuję się zaszczycony, że również mój felieton „Metoda Muenchausena” (7.07.2022) nie umknął uwadze profesora. Tydzień po jego publikacji prof. Podkaminer zaczyna polemikę od słów: „Prof. Paweł Wojciechowski nie należy do zwolenników polityki ekonomicznej obecnych władz. Systematycznie daje temu wyraz, ostatnio znowu na łamach »Rzeczpospolitej«”. Per analogiam, chciałoby się odpowiedzieć, że prof. Leon Podkaminer należy do zwolenników obecnych władz i też systematycznie daje temu wyraz.

Doradcę szefa NBP wyraźnie rozsierdziło moje stwierdzenie, że Polska będzie liderem inflacji. Panie Profesorze, będzie! Według prognozy Komisji Europejskiej tylko w trzech innych państwach UE skumulowana inflacja HICP za lata 2022–2023 wyniesie powyżej 20 proc. Będzie to Litwa (22,1 proc.), Estonia (21,7 proc.), a także Łotwa (21,5 proc.). I wreszcie Polska (21,2 proc.). Czy możemy mówić, że nie będziemy liderem, skoro wyprzedzają nas trzy państwa o ludności niewiele większej niż woj. mazowieckie i gospodarce nieprzekraczającej 1 proc. unijnego PKB? Zresztą w przyszłym roku Polska będzie miała najwyższą 9-proc. inflację w UE, wyższą niż Estonia (4,7 proc.), Litwa (5,1 proc.) i Łotwa (6,0 proc.)., prawie dwukrotnie wyższą niż średnia unijna (4,6 proc.).

Czy warto prowadzić tego typu przekomarzania? W jednym słowie „warto”, ale w dwóch to jednak „nie warto”, bo felietony nie powinny służyć takim „eksperckim” połajankom. Jak bowiem pisał doskonale znany czytelnikom „Rzeczpospolitej” wybitny felietonista Maciej Rybiński, felieton jest „szczepionką, immunizującą czytelników przed zarażeniem wszelką formą ideologii, przed poprawnością polityczną i przed bezmyślnym oddawaniem czci ustalonym autorytetom”. I tego trzeba się trzymać.