Owszem, są podobieństwa – i to poważne. Największe to narastające od kilku lat kłopoty gospodarcze Rosji. Kiedy Władimir Putin był młodym energicznym przywódcą, miał w planach unowocześnienie gospodarki i uniezależnienie jej od eksportu surowców. Z kolei za pierwszych lat rządów Mikołaja II kraj realizował ambitny plan industrializacji opracowany przez ministra finansów Siergieja Witte. W obu przypadkach programy się załamały: car nie zdecydował się na głębsze reformy gospodarcze i społeczne, Putin uznał, że łatwiejszy od reform jest wymuszony na oligarchach podział zysków z eksportu. W obu przypadkach główną rolę odegrały obawy, że nadmierna wolność obywateli ograniczy władzę przywódców.

Inne podobieństwo to agresywna polityka wobec słabszych sąsiadów, mająca odwrócić uwagę od narastających problemów. Putin wypróbował to już, anektując Krym. Czy uda się z całą Ukrainą? Doświadczenia cara nie są zachęcające. W jego otoczeniu też powstał plan wywołania „małej zwycięskiej wojny", która zakończy wewnętrzne kłopoty. Nie uspokoiła, bo mimo rosyjskiej potęgi wojnę wygrała lekceważona Japonia.

No i trzecie podobieństwo, to polityka wobec innych wielkich mocarstw. Wobec powszechnego potępienia przez Zachód Putin zwrócił się demonstracyjnie w stronę Chin. A car Mikołaj II, widząc, że Wielka Brytania stanęła po stronie Japonii, zaczął szukać wsparcia w Niemczech. W Niemczech, czyli rosnącym tuż przy boku Rosji potężnym gospodarczo i militarnie mocarstwie dążącym do światowej dominacji. W mocarstwie, którego celem stała się wkrótce ekspansja na wschód i które 12 lat potem rozgromiło armię rosyjską, zajęło najcenniejsze rosyjskie prowincje i doprowadziło do ostatecznego upadku władzy carów.

Obok tych podobieństw są też różnice. Pierwsza to osobowość przywódcy. Mikołaj II był człowiekiem dobrym i miłym (co potwierdzają nawet niechętni mu polscy historycy), ale słabym i pozbawionym zdolności przywódcą. Władimir Putin to bez wątpienia jego całkowite przeciwieństwo.

Inna różnica to wybrana ofiara „małej zwycięskiej wojny" – nie groźna Japonia, lecz udręczona kłopotami gospodarczymi i politycznymi Ukraina (ale uwaga!, carowi też jego generałowie mówili, że Japonia jest łatwa do pokonania). Poza tym, nawet gdyby Rosja dziś zwyciężyła, byłoby to zwycięstwo pyrrusowe ze względu na ogromne koszty gospodarcze zachodnich sankcji (od utopienia na dnie Bałtyku projektu Nord Stream 2 poczynając).

Czy Władimir Putin zdaje sobie sprawę z tego, że zabrnął w pułapkę podobną do tej, w którą wpadł ostatni car? Mało prawdopodobne, jego władza wydaje się wciąż nienaruszona. Ale w 1905 r. upadek imperium carów też był jeszcze niewyobrażalny, a niejaki Lenin był bezsilnym, zmagającym się z depresją emigrantem skromnie żyjącym w odległej Szwajcarii. Ale 12 lat później rządził już Rosją.

Zainteresowanych problematyką podobieństw sytuacji gospodarczej Rosji carów i obecnej odsyłam do mojego artykułu: Déjà vu: economic determinants of Russia's power in the historical perspective (1890–2020), Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej Tom 56, nr 3 (2021), dostępne na stronie: https://apcz.umk.pl/SDR/article/view/36876