Wiceminister finansów Wiesław Jasiński przedstawił w Krynicy szereg rozwiązań, które mają ograniczyć przestępczość podatkową. Ale część tych propozycji jest tak restrykcyjna, że uderzy nawet w uczciwe firmy.

Jarosław Koziński: Zawsze jest pytanie o skalę problemu i skalę reakcji. Powiedzenie „nie szkoda róż, gdy płoną lasy", jest adekwatne do sytuacji, w jakiej dzisiaj się znaleźliśmy. Zajmuję się problemem wyłudzeń VAT od 2012 r. i jestem przekonany, że nastał czas na stosowanie nawet daleko idących środków. Oczywiście licząc na to, że sytuacja się zmieni i będzie można wrócić do łagodniejszych rozwiązań.

To jak duża jest skala zjawiska?

Ogromna. Od kilku lat ostrzegaliśmy wszystkich uczestników życia publicznego, że sytuacja zaszła już tak daleko, iż grozi nam, że przestępcy staną się bardzo potężni. Przestępczość podatkowa ciągle rośnie. Z jednej strony to bardzo lukratywny biznes, znacznie bardziej zyskowny niż inne przestępstwa. Z drugiej zaś strony, potępienie społeczne nie jest duże, bo przecież nikt nikogo nie morduje, nie szmugluje narkotyków, nie kradnie. Trzeba w końcu uciec z tego zaklętego kręgu. Na pewno będziemy mieli takie sytuacje, w których instrumenty, jakie zastosuje fiskus będą dolegliwe dla podatników. Część straci wygodne rozwiązania, np. takie jak kwartalne rozliczenie VAT, jednak dziś trzeba powziąć ponadstandardowe środki.

Propozycje fiskusa to też wysokie kary za nawet błędnie naliczony VAT, czy brak możliwości korekty popełnionego błędu...

Nie znamy jeszcze finalnego kształtu przedstawionych rozwiązań. Jednak rozumiem, że minister finansów chce zyskać dla służb skarbowych takie uprawnienia, by przestępstwa nie uchodziły na sucho, np. dzięki łatwym korektom rozliczeń. Jednocześnie liczę na to, że sposób stosowania nowych przepisów będzie pozwalał na łagodniejsze traktowanie tych podatników, którzy z przestępstwem nie mają nic wspólnego. Poprzedni rząd też podejmował działania w kierunku zamykania luki podatkowej, ale nie wyciągał tak ostrej broni. W resorcie finansów nie brakowało woli, ale zabrakło determinacji, żeby przekonać ustawodawcę, że należy działać stanowczo.

Środowiska przedsiębiorców niezwykle mocno oponowały, przeciwko tej ostrej broni. Teraz ich nastawienie się zmieniło?

Niekoniecznie. W sumie jest tak, że jeśli dana branża jest dotknięta przez problem, to godzi się na wszystko, jeśli nie – jest bardzo wstrzemięźliwa. W 2012 i 2013 r. ok. 50 proc. rynku prętów zbrojeniowych było zajętych przez przestępców, którzy mogli oferować ceny o kilkanaście proc. niższe w branży, gdzie marże są bardzo niskie i dostawcy rywalizują głównie ceną. W takiej sytuacji nie da się prowadzić biznesu i gdyby nie to, że przemysł stalowy wiąże się z dużymi nakładami kapitałowymi, to uczciwe firmy z tej branży po prostu by się wyniosły z Polski. W tej sytuacji przyzwolenie, by poddać się różnego rodzaju ograniczeniom, było duże. Rozwiązanie, które pojawiło się na końcu – mechanizm odwróconego VAT - dla wszystkich hut spowodował duże wydatki na zwiększenie kapitału obrotowego. Ale zostało to potraktowane jako koszt oczyszczenia branży z przestępców i powrócenia do normalnego biznesu. Jednak wiele branż nie została bezpośrednio dotknięta problemem. I trudno im się zgodzić na ograniczenie pewnych swobód gospodarczych. Wiele z nich sądzi też, że ich firmom nic nie grozi, bo mają dobre praktyki zabezpieczające przed wciągnięciem w karuzele podatkowe. Życie jednak dosyć często weryfikuje takie złudne poczucie bezpieczeństwa. A obrona przed oskarżeniami fiskusa idącego czasem za bardzo na skróty, że nie dochowało się należytej staranności, jest bardzo trudna. Lepiej więc systemowo walczyć z wyłudzeniami VAT.

Duża część tego problemu wynika z systemu VAT na poziomie UE. Może impuls do zmian powinien wyjść przede wszystkim właśnie z Brukseli?

W Komisji Europejskiej są podejmowane działania w kierunku reformy obecnego systemu lub całkowitej jego zmiany. Przykładowo zastanawiano się nad zastąpieniem VAT mechanizmem odwróconego obciążenia. Ale okazało się, że przejściowy koszt dla budżetów państw byłby tak duży, że w przeszłości tylko Niemcy mogłyby sobie na to pozwolić. Teraz Austria i być może Czechy są skłonne przetestować taką rewolucję. Są też inne pomysły, jak zniesienie zerowej stawki VAT na wewnątrzwspólnotowe dostawy. Ale urzędnicy w Brukseli mówią, że przygotowanie reformy zajmie im pięć lat. My nie mamy pięciu lat.

Trzeba coś robić na krajowym podwórku...

Oczywiście. Natomiast ciekawe jest, jak sobie radzą kraje będące poza Unią, które są mniej skrępowane zharmonizowanymi regulacjami. Turcja, kraj, którego nie kojarzymy potocznie z dużym postępem technologicznym, rozwiązała problem kilka lat temu właśnie za pomocą rozwiązań IT. Tam większość dokumentów VAT znajduje się w otwartym systemie informatycznym, który szybko weryfikuje obrót gospodarczy i firma słup, jest od razu wyłuskiwana.

My też idziemy w tym kierunku? Mamy jednolity plik kontrolny (JPK), będzie centralny rejestr faktur.

To bardzo dobre rozwiązania dla fiskusa, dające ogromną zmianę jakościową w pracy władz skarbowych i zwiększające ich efektywność. Sam JPK to sprowadzenie danych finansowych podatników do jednego formatu informacji. Pozwala to m.in. na porównywanie podatników między sobą, tworzenie tzw. benchmarków, dzięki czemu możliwe staje się wyłapywanie różnych nieprawidłowości. Dokonywanie porównań i weryfikacja danych będzie też użyteczne dla samych podatników. W tej chwili tworzymy aplikację informatyczną, która będzie pozwalała testować w sposób ciągły pełną populację danych w celu sprawdzenia poprawności dokonywanych rozliczeń podatkowych. Taki stały monitoring podniesie poziom komfortu i ułatwi firmom zarządzanie ryzykiem podatkowym.

Zresztą porównywanie danych przez fiskusa to metoda stara jak świat. Holenderskie władze skarbowe stosowały benchmarking zużycia cukru w restauracjach, na długo zanim powstały komputery. Jeśli podczas kontroli w restauracji zauważono, że schodzi tyle samo cukru, co w innych restauracjach, a obroty są o połowę niższe, to wiadomo było, że ktoś sprzedaje bez ujawnienia obrotu. Teraz ten benchmarking można robić na wielu polach. Inna sprawa, że taki instrument może pokazać w danej firmie nieprawidłowości, które nie wynikają z chęci oszukania fiskusa, a jedynie np. z niewłaściwej praktyki. I my, jako doradcy, pomagamy firmom dostosowywać się do nowej rzeczywistości i wdrażać te zmiany w celu prawidłowego raportowania. Co więcej, przygotowywane przez nas we współpracy z klientami zestawienia mogą znaleźć obszary, w których podejście podatnika jest za bardzo zachowawcze i w przypadku złożenia korekt, mogą pozwolić na uwolnienie gotówki.

W ostatnich miesiącach weszło już w życie kilka instrumentów ograniczających lukę podatkową. Czy zmusiło to szarą strefę do odwrotu?

W niektórych obszarach efekty już widać. Jak powiedział pan Rafał Miland, wiceprezes zarządu PERN podczas organizowanego przez EY panelu w Krynicy, w wyniku wprowadzenia pakietu paliwowego, już w pierwszym miesiącu obowiązywania, firmy paliwowe deklarują, że wydania diesla z krajowych baz magazynowych wzrosły nawet o 20 proc. To pierwszy symptom, że mafia paliwowa zaczyna być wreszcie w defensywie. Już w 2013 roku przygotowaliśmy kompleksowy raport dla Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, w którym alarmowaliśmy, że strefa wyłudzaczy zaczęła obracać nie tysiącami, nie setkami tysięcy, ale milionami ton oleju napędowego. To były szokujące dane. Dlatego tak potrzebne były zdecydowanie działania na rynku paliwowym.

A w innych branżach? Macie sygnały, że przestępcy się wycofują?

Walka z przestępcami podatkowymi w branży paliwowej, tytoniowej, czy spirytusowej, jest bardzo trudna. Nie ma jednego rozwiązania, które rozwiązywałoby wszystkie problemy. Potrzebna jest cała wiązka działań, które będą regulowały sprawy w bardzo różnym zakresie. Dużo pisaliśmy o tym we wspólnym raporcie z UN Global Compact Poland „Przeciwdziałanie Szarej Strefie w Polsce", do którego odsyłam wszystkich zainteresowanych.

Na przykład na rynku stali tylko niewielki procent wyrobów, takich jak pręty zbrojeniowe, trafia bezpośrednio do finalnych konsumentów poprzez sieć dystrybucyjną. Tam doskonale sprawdziło się odwrócone obciążenie VAT, którego słabą stroną jest właśnie obrót na etapie kasy fiskalnej, który na tym rynku pełni niewielką rolę.

W branży paliwowej to by się nie sprawdziło. Jest to zupełnie inny rynek, inny model dystrybucji i inne rozwiązania VAT z ograniczeniami prawa do odliczenia VAT dla paliw włącznie. Dlatego tu istotne są m.in. kwestie praktyczne. Dotychczas nie bardzo było wiadomo, co robić z zatrzymanymi cysternami, z których paliwo pochodziło z nielegalnego obrotu. Paliwo to bowiem stanowi dowód w sprawie, który powinien być do dyspozycji organów ścigania i sądu. A w jaki sposób i gdzie przechowywać setki cystern dziennie? W dodatku po takim okresie przechowywania pochodzące z nich paliwo byłoby bezwartościowe.

Obok mafii podatkowych, mamy też drobną szarą strefę, która np. po prostu unika płacenia podatków. Tu też trzeba działać?

Mamy tu dwa rodzaje zjawisk. W pierwszym, obie strony odnoszą korzyść, to znaczy umawiają się, na usługę czy sprzedaż produktu bez VAT. I walka z tym zjawiskiem jest bardzo trudna, bo możemy się odwoływać jedynie do moralności uczestników transakcji. W drugiej kategorii, korzysta tylko jedna strona. To sytuacja, w której nabywca płaci cenę z VAT, ale sprzedający zamiast odprowadzić podatek do budżetu państwa, zostawia go dla siebie, bo nie nabija sprzedaży na kasie, a nabywca zwyczajnie nie zwraca uwagi, że pozwala się okradać z podatku. Bo złodzieje z podatków okradają nas wszystkich.

To, co mogłoby dodatkowo wpłynąć na ograniczenie szarej strefy w tym zakresie, to popularyzacja płatności elektronicznych i ograniczenie płatności gotówkowych. Jak wynika z raportu EY i Mastercard, wzrost bezgotówkowych transakcji płatniczych w Polsce o 100 proc. doprowadziłby do spadku szarej strefy o 2,3 proc. PKB i do wzrostu dochodów sektora finansów publicznych o ok. 7 mld zł. Tutaj możliwe są rozwiązania, które już z powodzeniem funkcjonują w innych krajach, np. stosowany w niektórych krajach obowiązek posiadania i stosowania terminali płatniczych, jeżeli tylko kupujący chce dokonać płatności w formie elektronicznej.

Ale w obszarze ograniczania płatności gotówkowych także w Polsce już sporo się dzieje.

Rzeczywiście, przykładem jest obniżenie progu kwotowego transakcji, od którego przedsiębiorcy zobowiązani są realizować płatności za pośrednictwem rachunku bankowego, z 15 tys. euro do 15 tys. zł. Mamy system zachęt do rejestrowania dokonywanych płatności w postaci loterii paragonowej. Ponadto Ministerstwo Rozwoju w porozumieniu z Ministerstwem Finansów od początku 2018 roku zamierza wprowadzić między innymi tzw. e-paragony, czyli kasy fiskalne z funkcją raportowania online. To dobry kierunek dla ograniczania nieuczciwej konkurencji. Podobne rozwiązane sprawdziło się już na Węgrzech. A w Irlandii wprowadzono na przykład nawet podatek od wypłat z bankomatów, aby ludzi zwyczajnie zniechęcać do płacenia gotówką.

CV

Jarosław Koziński jest partnerem w EY Polska od 2002 r., a funkcję partnera zarządzającego działem doradztwa podatkowego objął z początkiem 2014 r. Jest związany z branżą doradczą od ponad 20 lat. Specjalizuje się m.in. w doradztwie regulacyjnym i planowaniu strategii podatkowych.