Na pierwszą misję od wybuchu pandemii potężna konfederacja przemysłu Francji Medef wybrała Polskę. A przecież narastają wątpliwości co do ochrony w naszym kraju państwa prawa, demokracji. To nie odstraszy francuskiego biznesu?

Przedsiębiorcy na całym świecie szukają przede wszystkim możliwości robienia interesów.

Dla nas najważniejsze jest przestrzeganie kontraktów, stabilność gospodarcza.

A tu nie notujemy w relacjach z polskimi władzami szczególnych problemów. Zachowajmy też poczucie proporcji. Można wiele dyskutować nad kształtem państwa prawa, ale przecież Polska pozostaje wolnym krajem. Nową dynamikę w naszych relacjach uruchomiła zresztą wizyta prezydenta Macrona w ubiegłym roku. No i pozostaje osobisty sentyment: na początku lat 90. wprowadzałem do Polski l'Oreal, mieszkałem w Warszawie dwa lata. Zmiany, jakie od tego czasu nastąpiły, są po prostu kolosalne.

Polski rząd mocno postawił na współpracę z administracją Donalda Trumpa. Joe Biden od czterech miesięcy nie dzwoni jednak do Andrzeja Dudy. Ochłodzenie w relacjach USA otwiera dla Francji możliwość budowy w Polsce elektrowni jądrowych?

Francuska oferta w energetyce jądrowej jest najprawdopodobniej najpełniejszą, jaką można znaleźć na świecie: od budowy siłowni poprzez ich eksploatację, utrzymanie i dostarczenie uranu. Ale nie bądźmy naiwni: to jest przemysł, gdzie wymiar geopolityczny pozostaje kluczowy. I tak, zmiana władzy w Waszyngtonie nieco wyrównuje nasze szanse wobec Amerykanów. Tym bardziej że tu myślimy o szerszym kontekście bezpieczeństwa: jesienią chcemy zorganizować w Sopocie szczyt biznesowego Trójkąta Weimarskiego, z Niemcami.

Polska stała się czwartym, po Chinach, USA i Holandii, eksporterem do Niemiec. Wyprzedziła Francję. Co to mówi o francuskiej konkurencyjności?

Niemcy bardzo dużo zainwestowały w Polsce. Ale też Polska dokonała niezwykłego skoku, to nie jest już gospodarka, która tylko dogania Zachód. Owszem, Francja ma problem z konkurencyjnością. Od lat nie możemy pozbyć się wielkiego, strukturalnego deficytu w handlu zagranicznym. To efekt zbyt wysokich kosztów, w tym bardzo rozbudowanego modelu redystrybucji socjalnej.

Gdyby dziś zakładał pan pierwszą firmę, zrobiłby to pan w Polsce czy we Francji?

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Bezład przestrzenny"

Po co nam nowa ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

OGLĄDAJ RELACJĘ

(po długim milczeniu) Zapewne łatwiej zaczynać w Polsce. Tyle że dla przedsiębiorcy bardziej od pomysłu liczy się skuteczność jego wykonania. A tu ważna jest znajomość kraju, układów. Więc jako Francuz zapewne zaczynałbym jednak we Francji.

W co jeszcze chce się angażować francuski biznes?

Wybraliśmy trzy strategiczne obszary. Mówiłem jużo energetyce. Kolejny to wielkie projekty infrastrukturalne, w szczególności Centralny Port Lotniczy. Wreszcie informatyka, gdzie Europa musi odzyskać cyfrową suwerenność, budować własne serwery, banki danych. Tego jednak żaden z naszych krajów sam nie zrobi. Polska ma tu wiele atutów. Ale to już nie będzie współpraca na dawnych zasadach. Raczej polsko-francuskie partnerstwo, łączenie naszych atutów.

Tylko że we Francji słowo „delokalizacja" to niemal przekleństwo. W kampanii w 2017 r. Emmanuel Macron robił, co mógł, aby wstrzymać przeniesienie zakładów Whirlpoola z rodzinnego Amiens do Łodzi...

We francuskiej opinii publicznej panuje tu głębokie nieporozumienie. Nie chodzi o samo przenoszenie produkcji, ale sposób, w jaki się to przeprowadza. Niemcy też to robili, ale sprytnie. Weźmy przemysł samochodowy: ulokowali w Polsce, Europie Środkowej produkcję podzespołów, ale nie ostateczny montaż, elementy produkcji z największą wartością dodaną. We Francji to nie było tak przemyślane, czasem wręcz wymuszane. Efekt: udział przemysłu spadł u nas z 18 do 12 proc. PKB, podczas gdy w Niemczech pozostał na poziomie 23 proc. Dziś trwa więcwe Francji debata nad ponownym uprzemysłowieniem.

Ale to jest możliwe tylko w kontekście europejskim, nie możemy abstrahować od tego, że w Polsce najniższe pensja to 650 euro/miesięcznie, a we Francji – 1,5 tys. euro. A także od nowego kształtu globalizacji, jaki będzie się rysował w świecie, który wyjdzie z globalizacji.

Jaki on będzie?

Z pewnością za daleko poszliśmy w podziale pracy i teraz wrócimy do pewnej regionalizacji cyklów produkcyjnych. Nie może być tak, że taka potęga jak Europa pozostaje uzależniona od importu leków z Chin.

To kwestia bezpieczeństwa. Ale jest też aspekt ochrony klimatu. Jeśli Unia chce tu przodować i nakładać na swoje przedsiębiorstwa coraz to wyższe wymagania, to musi je też chronić. Inaczej będziemy tylko wypychać trucie środowiska poza Europę, powodować, że choćby bardziej szkodliwy dla środowiska cement będzie sprowadzany z zewnątrz. Widzę więc przebudowę globalizacji na trzech poziomach. Najpierw narodowym. Przykład: Francja buduje podwodne okręty atomowe, wykorzystując w 100 proc. rodzime technologie i elementy.

Dalej poziom europejski ze wspomnianymi już lekami, jak paracetamol. No i poziom wielkich koncernów. Byłem przez 12 latem wiceprezesem Peugeot. Kiedy wybuchła elektrownia w Fukushimie w 2011 r., nagle musieliśmy wstrzymać całą produkcję aut, bo brakowało kluczowej części, która powstawała tylko w Japonii. To wszystko będzie teraz zmieniane, co stwarza wielkie możliwości inwestycji w Polsce.

W 2007 r. w książce „Salauds de patrons" („Te świnie przedsiębiorcy") dał się pan poznać jako wielki zwolennik liberalizmu. Dziś w roli szefa Medefu apeluje pan o zawieszenie liberalnych reform emerytur czy ubezpieczeń dla bezrobotnych. Nastroje we Francji są tak napięte, że grozi wybuch społeczny?

Nadal uważam, że liberalizm, który umożliwia inicjatywę prywatną, choć w ramach określonych reguł, to najlepszy system gospodarczy. Ale to nie jest moment na bolesne reformy. Czy jednak jesteśmy u progu eksplozji społecznej?

W różnych krajach Zachodu jest tu bardzo różnie.

W Ameryce polaryzacja dochodów przez minione 20 lat bardzo się pogłębiła, ale we Francji redystrybucja mocno ten proces osłabiła i wskaźnik Giniego prawie się nie zmienił. W czasie pandemii w całej Unii państwo bardzo zaangażowało się zresztą w pomoc społeczną.

To logiczne: w końcu, dla ratowania życia, zgasiło działalność gospodarki. Dzięki temu pracownicy najemni stracili bardzo mało, emeryci i urzędnicy – nic. Najbardziej stratni okazali się przedsiębiorcy: średnio ich zyski skurczyły się o połowę.

Geoffroy Roux de Bezieux, prezes wpływowej konfederacji francuskiego przemysłu Medef. Zakładał filię l'Oreal w Polsce, a także Virgin France. Twórca wielu własnych przedsiębiorstw, jak The Phone House, był wiceprezesem Peugeota. Wspierał reformy rynkowe Emmanuela Macrona.