Analitycy, którzy w 2014 r. martwili się o deflację, na początku 2021 r. twierdzili, że inflacja 2–3 proc. jest bardzo dobra dla gospodarki, i jeszcze w maju przewidywali, że na koniec roku będzie 4–5 proc., grzmią obecnie, że: NBP musi „zacieśniać politykę monetarną" i zmienić sposób „komunikacji z rynkiem".

O tym, że inflacja kiedyś wymknie się spod kontroli, było wiadomo od dawna. Ile mogą drożeć akcje Apple i Tesli, kupowane za „bimbaliony" „ilościowo wyluzowanych" dolarów czy euro, które miały poprawić „płynność" rynku? Nie wiadomo było tylko, kiedy to się stanie.

Jak wybuchła pandemia i pozamykano ludzi w domach, to trzeba było dać im pieniądze. Ale od marca 2020 r., gdy pojawiły się różne „tarcze", już było wiadomo, że ten nowy strumień pieniędzy raczej szybciej niż później spowoduje przelanie się „naczynka". I już na początku 2021 r. trzeba było zacząć podwyższać stopy procentowe, a nie uspokajać, że inflacja 2–3 proc. jest dobra, a będzie 4–5 proc. – więc nie ma tragedii.

Ale stało się. I co teraz? Przypomnę, co pisałem w 2009 r. w „liście do inwestorów giełdowych": jak już zrobiłeś błąd i kupowałeś akcje „na górce", to teraz nie rób drugiego błędu i nie sprzedawaj na „dołku". Niektórzy posłuchali, niektórzy nie. Dziś napiszę tak: jak już zrobiliście błąd i nie zaczęliście podnosić stóp procentowych w maju, to nie róbcie drugiego i nie podnoście ich teraz zbyt szybko. To nie jest apel o to, by ich nie podnosić w ogóle, ale o to, by nie robić tego za szybko.

Jest jeszcze pytanie: czy i w jakim stopniu obecna wyższa inflacja odzwierciedla już wzrost oczekiwań inflacyjnych, czego konsekwencją jest to, że firmy i pracownicy spodziewają się wyższej inflacji i reagują na nią, nawet jeśli nie są pod bezpośrednią presją kosztową, a to powoduje rosnące marże firm. W odpowiedzi przypomnę, że jakby nie było mało wcześniejszych błędów NBP, rząd dorzucił do pieca, wprowadzając PiS-owski Nieład. Firmy podnoszą więc marże, zwiększające ich zysk brutto, nie tylko z powodu oczekiwań inflacyjnych, ale po to by ograniczyć stratę zysku netto – po opodatkowaniu. I samo zwiększenie stóp procentowych nie powstrzyma ich przed tym. Mało tego – rosnące stopy spowodują wzrost rat spłaconych przez nich kredytów. Więc znowu, wszyscy, którzy mogą, będą to sobie rekompensowali w cenach.

Mnie jest obojętne, kto wygra wybory, ale PiS ma większe szanse, jeżeli dociągną z inflacją poniżej 10 proc., aniżeli ze sprowadzoną do „celu inflacyjnego" 2–2,5 proc., a przy bezrobociu 10 proc., i ratach kredytów hipotecznych wyższych o 50 proc.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI