Okazuje się, że nie wszyscy z nich to pojmują. Podejmują takie działania, w wyniku których poszkodowanymi bardzo często są przedsiębiorcy. Co powiecie państwo na taki przykład: spółka giełdowa z dnia na dzień zostaje pozbawiona prezesa zarządu! I to nie decyzją właściciela! Nawet nie sądu!

Jeden z ostatnich komunikatów giełdowych publicznej spółki IDM SA. A w nim informacja o postanowieniu Prokuratury Regionalnej w Warszawie o zastosowaniu wobec prezesa środka zapobiegawczego w postaci nakazu powstrzymywania się od sprawowania funkcji członka zarządu spółki.

No proszę. Wystarczy prokurator, który zastosuje środek zapobiegawczy, nakaże, na czas trwania tzw. postępowania przygotowawczego, powstrzymywanie się od określonej działalności. Dodajmy, postępowania, które nie ma nic wspólnego z działalnością spółki! Prokurator wydaje postanowienie, doręcza je, i już. Prezesa nie ma! Prokuratora kompletnie nie interesują plany prezesa, np. czy negocjuje jakieś umowy, czy musi podpisać przelewy do czekających na nie kontrahentów, albo zatwierdzić wypłaty wynagrodzeń dla pracowników. Jeśli ma, to już ich nie ma. Bo tak zadecydował prokurator. Jeżeli w spółce zarząd jest liczniejszy, może nie będzie tragedii. Może być jednak tak, że zarząd jest jednoosobowy albo do reprezentacji potrzebne są co najmniej dwie osoby, albo musi być podpis samego prezesa. I co? Nikomu nic do tego, że „przy okazji" poszkodowanym jest spółka, w której zarządzie zasiada ów prezes.

Można decyzję prokuratora oczywiście zaskarżyć. Sądy jednak są zasypane wieloma sprawami, działają bardzo wolno, mimo trwającej od sześciu lat „reformy". Efekt tego to paraliż w spółce. Można jedynie zapalić znicz dla świętej pamięci zasady domniemania niewinności, ale co to da. Prokurator staje się panem życia i śmierci spółki, jej pracowników, kontrahentów, a przede wszystkim akcjonariuszy. Zapomina, że w spółce prawa handlowego prezes jest de facto najemnikiem akcjonariuszy. Sternikiem, a nie właścicielem okrętu!

Działalność gospodarcza to wielka sieć powiązań. Prokuratorzy powinni to brać pod uwagę. A przy tym myśleć! Nie tylko o literalnych przepisach, ale także zastanowić się, czy poszczególny z nich jest adekwatny i konieczny do zastosowania w danej sytuacji. Także, a może przede wszystkim, o skutkach jego decyzji wobec osób trzecich. Ich przecież postępowanie karne nie powinno ranić. I to nawet odłamkami!

Znam wiele przypadków pokazujących prokuratorów, którzy „bawią się" tak, jakby ich władza miała trwać wiecznie. A gdyby przypadkiem się wywróciła, to w rękawie pozostaje stary numer ze stanem spoczynku. Pensja pełna, a pracować nie trzeba. Żyć, nie umierać!

A co z ofiarami takich działań? Pokazuje to wstrząsający film „Układ zamknięty". Historia zainspirowana tragedią polskiego przedsiębiorcy. Jego biznes został zniszczony, a on sam spędził wiele miesięcy w tzw. „areszcie tymczasowym". A po latach dostał marne 15 tys. złotych odszkodowania. Wieloletnia walka w sądach, apelacje, potem kasacja i tak w nieskończoność. To los wielu przedsiębiorców w naszym kraju.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP