Od prawie trzech lat Cezary Stypułkowski jest szefem bankowości inwestycyjnej na Europę Środkową i Wschodnią w JP Morgan, jednym z największych banków inwestycyjnych. Przeniósł się na stałe do Londynu.

Awansował też do europejskiej rady doradczej tego banku. Zadaniem rady jest doradzanie klientom w sprawach związanych z wydarzeniami na rynku finansowym, a także prezentowanie im możliwości inwestycyjnych w poszczególnych krajach.

Mimo że z wykształcenia jest prawnikiem, uchodzi za jednego z najbardziej znanych polskich finansistów. Zasiadając w fotelu prezesa PZU, za przyzwoleniem ministra Skarbu Państwa, został doradcą zarządu niemieckiego Deutsche Banku. Zasiadał tam obok prezesów koncernów DaimlerChrysler i Mann oraz samego Dr. Oetkera.

W połowie 2006 r., gdy stracił fotel prezesa PZU, amerykańska agencja ratingowa Standard & Poor’s zmieniła prognozę oceny polskiego ubezpieczyciela ze stabilnej na negatywną. Prawdopodobne więc stało się obniżenie ratingu towarzystwa. Niektórzy komentowali to jako czysty zbieg okoliczności. – Takie zmiany z powodu odwołania prezesa zdarzają się niezmiernie rzadko – przyznał jednak wówczas analityk z innej światowej agencji ratingowej.

Przy odwołaniu z funkcji prezesa PZU (jego miejsce zajął Jaromir Netzel) nie ukrywał rozgoryczenia, że przy tej decyzji nie liczył się profesjonalizm, ale względy pozamerytoryczne. Cezary Stypułkowski nie miał dobrych notowań w PiS. Politykom tej partii kojarzył się ze starym układem. Z członkostwem w PZPR, w której był do końca, do 1989 r.

W jego rodzinie niemal wszyscy studiowali prawo: dziadek, matka, on sam, jego syn. Stypułkowski ukończył je w 1979 r. na Uniwersytecie Warszawskim, a potem przez trzy lata był na swoim wydziale asystentem. Zrobił doktorat z prawa korporacyjnego. W 1981 r. został doradcą ministra Władysława Baki w Biurze Pełnomocnika Rządu ds. Reformy Gospodarczej. Później był też doradcą profesora Czesława Bobrowskiego w Konsultacyjnej Radzie Gospodarczej oraz doradcą w Komitecie ds. Reformy Gospodarczej przy Radzie Ministrów. W 1991 r., mając 34 lata, został prezesem Banku Handlowego. Kierował nim przez 12 lat.

Czy zrobił karierę? Uważa, że tak – jeżeli rozumieć ją jako realizację własnych wyobrażeń o życiu zawodowym. Pomogła mu w tym wartość, którą wyniósł z domu, gdzie, mimo tragicznych losów rodziny, nie było zbytniego spoglądania w przeszłość, a raczej myślenie o tym, co można zrobić w przyszłości. – Jestem z tej szkoły, która lubi futurystów, a nie archiwistów – powiedział „Rz” przed kilkoma laty. Teraz w Londynie mówi, że nabrał dystansu do wielu spraw.