Pierwszy z nich: mamy kłopot z wyjściem z naszym produktami poza kraj. Nawet jeśli coś robimy dobrze i nowocześnie, nie potrafimy do tego przekonać innych nacji. Nieprawda – polskie lody liżą w Chinach.
Kolejny zarzut: nie potrafimy być nowocześni, tylko odtwarzamy to, co inni wymyślili. Nieprawda – słyszał ktoś na świecie o lodach z hyćki*? A my takie właśnie robimy.
Trudno nam przekuć na wyroby i usługi nawet dobre pomysły, jakie przychodzą do polskiej głowy. No i pudło: z tej właśnie głowy się wzięły w naszych lodziarniach wyroby o smaku słonego karmelu.
Małpujemy to, co nam świat podrzuca i zachwycamy się każdą stamtąd nowinką – to już bardziej o Polakach niż o gospodarce. I znów pudło – współwłaścicielka jednej z najbardziej znanych marek polskich lodów twierdzi, że nie smakują jej niektóre podpatrzone za granicą nowości: lody kukurydziane i groszkowe.
Lubimy tylko te piosenki, które już dobrze znamy. Żeby obalić ten mit, wystarczy jeden przykład – polubiliśmy lody z buraków.
Zarzuci ktoś, że za duże zadęcie z tytułem tego tekstu. To jak miał na nazwisko ten Adam, co tak pisał najpierw o Litwie i Ostrej Bramie, a potem:
„Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił
I odarty ze śniegu już się zazielenił,
Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana
Roztopiła się lodu cukrowego piana
I dno odkryła, dotąd zatajone oku"
Może jednak buduję zamki na lodach... Ale idzie jesień, potem zaraz zima. Może trochę postoją?
*hyćka to sok z kwiatów czarnego bzu