Reklama

Biednemu wiatr w oczy

Tworzenie stref w miastach, do których wjadą tylko bardziej ekologiczne auta, to dzielenie społeczeństwa na biednych i bogatych. A to może naruszać konstytucję, mimo że przepisy mają chronić środowisko.

Aktualizacja: 23.03.2015 20:53 Publikacja: 23.03.2015 20:00

Biednemu wiatr w oczy

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompala

Posłowie Platformy Obywatelskiej przygotowali projekt zmian w prawie ochrony środowiska, który budzi spore kontrowersje. W trosce o jakość powietrza chcą dać gminom narzędzie, które pozwoli wyrzucić np. z centrów miast samochody, ale tylko te, które nie będą spełniały odpowiednich norm w zakresie emisji spalin.

Rady gmin mają mieć możliwość określania w miastach stref, do których nie będą mogły wjechać samochody niespełniające np. normy ekologicznej Euro 4 czy Euro 5. Im wyższa norma emisji spalin, tym nowszy samochód, a tym samym droższy. Czyli biedniejsi kierowcy nie wjadą autem do wyznaczonych stref. A wprowadzenie takiego przepisu to nic innego jak nierówne traktowanie obywateli, choć zdaniem niektórych można tak niekiedy robić.

– Konstytucja RP dopuszcza możliwość wprowadzania ograniczeń konstytucyjnych praw i wolności jednostki, gdy jest to konieczne dla ochrony środowiska naturalnego (art. 31 ust. 3 konstytucji) – zwraca uwagę Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista z kancelarii DZP. Zastrzega jednak, że wprowadzenie takich ograniczeń w ustawie powinno spełniać wymagania proporcjonalności.

– Chodzi przede wszystkim o odpowiednią ochronę praw mieszkańców strefy, którzy w związku z podjęciem uchwały mogą zostać pozbawieni możliwości dojazdu do swoich posesji – tłumaczy Zalasiński.

Projekt przewiduje, że gmina będzie mogła pozwolić na wjazd do takiej strefy jej mieszkańcom, gdy ich pojazdy nie spełnią określonej normy ekologicznej. To nie oznacza, że samorząd tak postąpi. Inni kierowcy będą jednak musieli zostawić starsze pojazdy przed strefą i skorzystać z komunikacji miejskiej.

Reklama
Reklama

Nie wszyscy są zdania, że ze względu na ochronę środowiska można aż tak bardzo ograniczać prawa obywateli.

– Proponowane rozwiązanie stanowi nieproporcjonalną ingerencję w swobody obywateli. Dobro, które poświęcamy, czyli wolność poruszania się, wcale nie jest mniejsze od dobra, które ma być chronione, czyli czystego powietrza – zaznacza Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że nie tylko samochody powodują zanieczyszczanie powietrza. Dlatego jego zdaniem proponowane przez posłów ograniczenie wolności nie znajduje wystarczającego oparcia w konstytucyjnej zasadzie proporcjonalności. – Konstytucja mówi, że zapewnia się każdemu wolność poruszania się. Ponadto proponowana regulacja budzi zasadnicze wątpliwości ze względu na konsekwencje społeczne polegające na dzieleniu obywateli na tych, których stać na spełnianie norm środowiskowych, i tych, których na to nie stać. A kształtowanie prawa z punktu widzenia możliwości spełnienia określonych w nim warunków przez bogatych jest nie do pogodzenia z zasadą demokratycznego państwa prawnego – zaznacza.

Pomijając konstytucyjność propozycji, biedniejsi kierowcy mogą stracić na nich podwójnie. Dostaną bowiem mandat, gdy zaryzykują wjazd do strefy dla bogaczy. Nierówność będzie też wśród przedsiębiorców. Ci bardziej zamożni z nowoczesną flotą dotrą z zamówieniem pod drzwi biurowca, podczas gdy pozostali utkną na przedmieściach.

Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Piękny wzrost PKB, ale na sterydach
Opinie Ekonomiczne
Anita Błaszczak: Demograficzny efekt motyla
Opinie Ekonomiczne
Ekspert: Innowacje w świecie uzbrojonej globalizacji. Jaki kierunek dla Polski?
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Niezastępowalny konsument
Opinie Ekonomiczne
Anna Miazga: Quo vadis, zrównoważony rozwoju?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama