Reklama

Brytyjscy wyborcy żyją w krainie iluzji

W Wielkiej Brytanii zapomina się, że jej rozwój gospodarczy to też zasługa emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej – uważa Sebastian Dullien z ECFR.

Publikacja: 21.02.2016 20:00

Brytyjscy wyborcy żyją w krainie iluzji

Foto: materiały prasowe

Rz: Czy Brytyjczycy liczą się z kosztami wyjścia z Unii Europejskiej?

Sebastian Dullien: Przede wszystkim Brytyjczycy żyją iluzjami co do tego, co mogłoby to dla nich oznaczać. Pod względem gospodarczym będzie to dla nich naprawdę trudne. Wierzą, że będą mogli opuści Unię Europejską i wynegocjować takie rozwiązania, które pozwolą zarówno trzymać się unijnych regulacji, jak i nie ponosić żadnych kosztów. To nierealistyczne fantazje.

Nawet jeśli skończy się to wynegocjowaniem podobnych zasad współpracy, jakie mają Norwegowie i Szwajcarzy, to trzeba pamiętać, że te kraje też obowiązują ograniczenia związane z dostępem do wspólnego unijnego rynku. Nawet jeśli nie będą płacić ceł, to cały proces wymiany handlowej i tak jest kosztowny. Wszystkie produkty muszą przejść przez proces celny, choćby po to, by udowodnić, że produkt jest duty free. To wszystko kosztuje – zarówno czas, jak i pieniądze.

W efekcie wiele firm inwestujących dotychczas w Wielkiej Brytanii może dojść do wniosku, że lepiej w ich przypadku inwestować bądź działać z terytorium Unii Europejskiej niż pozostawać na Wyspach. Wpłynie to też na branżę finansową, bo firmy te, nie musząc korzystać z usług brytyjskich banków, będą bardziej skłonne do korzystania z usług ich kontynentalnych konkurentów.

Ale może wydaje im się, że będą bardziej suwerenni?

Reklama
Reklama

Brytyjczycy myślą, że po wyjściu z Unii Europejskiej będzie im łatwiej negocjować międzynarodowe umowy handlowe. Tymczasem może być zupełnie odwrotnie. W takich umowach liczy się rynek zbytu. A ten większy ma Unia Europejska. Nawet Stany Zjednoczone będą brały to pod uwagę.Opuszczenie UE będzie więc miało poważne skutki gospodarcze. Myśląc, że odcinając dostęp do systemu pomocy społecznej powstrzymają np. migracje z Polski, zapominają, że to właśnie napływ pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej znacząco pomógł Wielkiej Brytanii w rozwoju gospodarczym.

Czy jest w ogóle ktoś, kto mógłby zyskać na Brexicie?

Może zmniejszyć się konkurencja na brytyjskim rynku, co spowoduje, że niektóre firmy zyskają, bo będą mogły podnieść ceny. Możliwe też, że spadną ceny nieruchomości.

A kto w Unii Europejskiej może najwięcej stracić na Brexicie?

Tutaj w grę wchodzą dwie kwestie – zarówno ekonomiczne, jak i polityczne. Niektóre brytyjskie produkty staną się droższe dla unijnych konsumentów. Może to też sprawić, że niektóre firmy działające na brytyjskim rynku przeniosą się do innych krajów – najbardziej sensownym kierunkiem wydaje się Irlandia. Możliwy jest też wariant, w którym Szkocja pozostanie w Unii, wtedy ta migracja mogłaby nastąpić w tamtym kierunku. Mogą też ucierpieć centra finansowe w Paryżu i we Frankfurcie.

Warto też pamiętać, że Wielka Brytania jest uzależniona od importu żywności z UE. Brytyjczycy nie są pod tym względem samowystarczalni. Nawet jeśli żywność stanie się w ten sposób droższa, nie ma wielu miejsc, z których mogliby ją sprowadzać. Oczywiście można zastąpić europejskie wina nowozelandzkimi czy amerykańskimi, ale to wcale nie oznacza, że będzie taniej. Ale nie uważam, by w handlu ten efekt był dotkliwy.

Reklama
Reklama

Wciąż istnieje ryzyko, że to nie tylko Wielka Brytania będzie mogła ograniczać imigrantom dostęp do świadczeń społecznych. Jakie są szanse, że inne kraje skorzystają z tego rozwiązania?

Wszystko zależy od tego, jakie ograniczenia od tej reguły uda się wynegocjować. Istnieje jednak duże ryzyko, że niektórzy populistyczni politycy, zwłaszcza w takich krajach jak Niemcy, Szwecja czy Francja, mogą wykorzystać tzw. hamulec bezpieczeństwa, aby zdobyć poparcie wyborców. Na przykład w Niemczech jest bardzo dużo emigrantów, nie tylko z Polski, ale z innych krajów regionu – np. Rumunii, i stanowią dużą grupę społeczną. Korzystając z opcji ograniczającej im dostęp do zasiłków, politycy mogą wypuścić dżina z butelki, uruchamiając siły, nad którymi nie będą mogli zapanować.

Co wyjście Wielkiej Brytanii może oznaczać dla funduszy strukturalnych. Czy istnieje zagrożenie, że będą one przycięte jeszcze w obecnej perspektywie?

Fundusze strukturalne zostały stworzone po to, by pomóc krajom, które nie mogły w pełni korzystać z dobrodziejstw jednolitego rynku. Ale Brytyjczycy też chcieliby z nich korzystać. Unia Europejska nie pozwoli na to za darmo. Nie sądzę więc, by Wielkiej Brytanii udało się uniknąć pewnych płatności. Szwajcarzy i Norwegowie również płacą za dostęp do wspólnego rynku.

CV

Sebastian Dullien pełni funkcję senior policy fellow w European Council on Foreign Relations (ECFR). Jest profesorem na wydziale gospodarki międzynarodowej na HTW Berlin i byłym dziennikarzem „Financial Times Deutschland". Współautor książki „Decent Capitalism".

Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama