Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski spotkał się w poniedziałek z ministrą zdrowia Izabelą Leszczyną, aby rozmawiać o poprawie bezpieczeństwa medyków w Polsce. Narastający od lat problem stał się przedmiotem publicznej dyskusji po ubiegłotygodniowym zabójstwie krakowskiego ortopedy, dr. Tomasza Soleckiego.
– Jesteśmy dziś poruszeni tragedią z Krakowa. Chcemy poprawić cały stan proceduralnego bezpieczeństwa pracowników zdrowia, nie wylewając przy tym dziecka z kąpielą i nie utrudniając pacjentom dostępu do opieki zdrowotnej – zadeklarował w rozmowie „Rzeczpospolitą” prezes NIL.
Czytaj więcej
Funkcjonariusz Służby Więziennej, podejrzany o zabójstwo lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, usłyszał zarzuty.
Szef lekarzy po spotkaniu z ministrą zdrowia: chcemy rejestru agresywnych pacjentów, którzy będą badani w obecności innego członka zespołu medycznego
Podczas rozmowy z szefową resortu szef NIL przekazał postulaty, które środowisko uważa za najpilniejsze do realizacji: wprowadzenie procedury zgłaszania aktów agresji, ściganie gróźb karalnych przez prokuraturę „z urzędu”, a nie na wniosek zaatakowanego, zwiększenie ochrony danych osobowych medyków poprzez ich zanonimizowanie.
– Chcielibyśmy też stworzyć wewnętrzny rejestr aktów agresji w ochronie zdrowia, który posłużyłby jako narzędzie prewencyjne. Dzięki niemu otrzymywalibyśmy alert i danego pacjenta przyjmowalibyśmy w obecności innego człowieka zespołu medycznego. Wiedzielibyśmy, że w kontakcie z tą osobą musimy zachować większą czujność – tłumaczył Łukasz Jankowski.
Prezes Izby podkreślił, że kolejną kwestią, która wymaga zmiany, jest w praktyce nieograniczony dostęp do szpitalnych oddziałów w placówkach medycznych. Dostęp ten – jak przekazał – należy reglamentować, nie ograniczając jednak prawa pacjentów do odwiedzin.
Nieuchronna kara i współpraca z policją. Jeśli dziś braknie pieniędzy, to jutro zabraknie lekarzy
Prezes NIL przekazał, że jeszcze w poniedziałek ministra zdrowia ma spotkać się z szefami resortów sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, a we wtorek sprawa stanie na posiedzeniu rządu. On sam w przyszłym tygodniu ponownie spotka się z Izabelą Leszczyną i liczy, że rozmowy zakończą się już konkretnymi konkluzjami.
– Pani minister poinformowała mnie, że pracuje również nad zaostrzeniem kar za agresję wobec personelu medycznego, a także, że chciałaby, aby ta kara była nieunikniona – tak aby w procesie sądowym nie można było „zamienić” jej lub złagodzić – wskazał szef Izby.
Kolejnym postulatem jest powołanie zespołu ds. rekomendacji, który tworzony byłby wraz z policją. W takiej formie współpracy Łukasz Jankowski widzi szansę na nadzór nad postępowaniami w sprawie przejawów agresji – nie kończyłyby się umorzeniami, a ich wyniki nie byłyby tak wyraźnie zależne od determinacji samego zaatakowanego.
Szef Izby nie ukrywa, że problemem mogą okazać się kwestie finansowe, jednak jego zdaniem, jeśli dzisiaj zabraknie pieniędzy na niezbędne wydatki, to jutro zabraknąć może lekarzy. – Po tragedii w Krakowie mamy jeszcze lepsze wyobrażenie, co może się wydarzyć. Moim zdaniem jeszcze trudniej będzie znaleźć lekarza na SOR czy do miejsc, w których potencjalnie będzie on mógł paść ofiarą ataku – skonkludował.
Czytaj więcej
Premier odwołał szefa więziennictwa, o co dzień wcześniej apelował minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Rozumiem, że gdyby zabójca lekarza z Krako...
Wiceminister zdrowia uważa, że ustawa o bezpieczeństwie pracowników medycznych nie rozwiąże wszystkich problemów
Po zabójstwie w Krakowie pojawiały się też m.in. postulaty o zamontowanie bramek, które wykrywałyby niebezpieczne przedmioty wnoszone do szpitali czy na SOR-y. Emocje w kwestii bezpieczeństwa studził w poniedziałek w Radiu RMF24 wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny. – Jako minister chciałbym odpowiedzieć: napiszemy ustawę o bezpieczeństwie pracowników medycznych, i od tej pory będzie ono zapewnione. Ale wiem jako lekarz, że jest to niemożliwe – przyznał wiceszef resortu.
Powołując się na swoje zawodowe doświadczenie, podkreślił, że sytuacje na SOR-ze czy w pogotowiu są zbyt dynamiczne i trudne do przewidzenia, aby problem mogły rozwiązać działania jednego ministerstwa oraz zapisy jednego dokumentu. Wiceminister zapewnił jednak, że „propozycje będą”, jednak – jak wynika z jego wypowiedzi – uważa on, iż należy się też skupić na przyczynach agresji, dotykającej medyków.
Co jest przyczyną agresji pacjentów wobec lekarzy? Problemem alkohol i bezkarność
A podłoża przemocy szukać należy choćby w łatwym nocnym dostępie do alkoholu, który potęguje niebezpieczne zachowania. – Agresja, spotęgowana alkoholem i poczuciem bezkarności, prowokuje do tego, żeby „wyżyć się” na personelu medycznym – zauważył Wojciech Konieczny. Polityk krytycznie odniósł się do braku jednoznacznego poparcia dla zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, bo w gminach, które wprowadziły nocną prohibicję – jak podał – liczba aktów agresji na SOR-ach spadła o 30–40 procent.
Zwrócił jednak uwagę, że do śmiertelnego ataku na lekarza w Krakowie doszło w poradni – a w skali kraju podobnych budynków, z wieloma wyjściami, przez które wchodzą i wychodzą tysiące ludzi, jest bardzo dużo. Odnosząc się do postulatu postawienia bramek na szpitalach i SOR-ach, zauważył, że sprzęt musiałby działać całą dobę – i być obsługiwany przez ochronę z dostępem do broni. Polityk uznał to za trudne do wykonania w praktyce, ze względu na liczbę tych szpitali i oddziałów ratunkowych, które w założeniach nie są budowane „jako twierdze z jednym ciasnym wejściem”.
Wiceminister ocenił jednocześnie, że rozwiązaniem, o którym można rozmawiać, są kamery na korytarzach.
Czytaj więcej
Najlepszym sposobem na ograniczenie agresji wobec personelu medycznego jest poprawa dostępu do opieki zdrowotnej – im trudniej o pomoc, tym większa...
Śledztwa w sprawie ataków na medyków trwają za długo
Przypomniał, że wcześniej już postulował, aby posterunki straży miejskiej były umiejscowione przy szpitalach. – Dziś często jest tak, że personel SOR-u, sterroryzowany agresywnymi zachowaniami, czeka na przyjazd policji lub straży miejskiej po kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, a nawet godzinę – zaznaczył. Zastrzegł przy tym jednak, że nie można piętnować pacjentów, którzy zachowują się agresywnie z powodu chorób lub zaburzeń psychicznych.
Zdaniem wiceministra problemem jednak jest też to, co później dzieje się z agresorem. – Z wiadomości, które mam, wynika, że zgłoszenia nie są zbyt chętnie przyjmowane. Śledztwa prowadzone są dosyć wolno, a wyroki, które zapadają, nie są odstraszające. Potrzebna jest albo nowelizacja prawa, albo wywarcie presji na wymiar sprawiedliwości, żeby to podejście zmienić – komentował polityk.
Lekarz jak funkcjonariusz publiczny – kiedy ratuje życie i pracuje w publicznej placówce. Za atak na niego grożą trzy lata więzienia
Ocenił, że dziś sytuacji medyków nie poprawia ani fakt, że za atak na lekarza grozi wysoka kara, ani to, że prawnie przysługuje mu taka sama ochrona, jak funkcjonariuszowi publicznemu (w sytuacji, gdy ratuje poważnie zagrożone zdrowie lub życie ludzkie, a także gdy pracuje w publicznej placówce). Za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza, według kodeksu karnego, grozi dziś do trzech lat więzienia.
Wcześniej minister sprawiedliwości Adam Bodnar poinformował z kolei, że w jego resorcie przygotowano już przepisy, które uściślą, w jakich sytuacjach osoby wykonujące zawody medyczne będą mogły liczyć na ochronę. Oprócz tego przygotowane mają zostać też wytyczne prokuratora generalnego, dotyczące działań prokuratury podejmowanych w takich przypadkach.
Dr Tomasz Solecki zabity w trakcie pracy w przychodni. Pacjent wierzył, że medyk „wstrzyknął mu białaczkę”?
Dr Tomasz Solecki został zaatakowany przez swojego byłego pacjenta w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, podczas przyjmowania w poradni innej pacjentki. Na pomoc lekarzowi rzucili się koledzy po fachu, ale jego życia nie udało się uratować – zmarł od głębokich ran kłutych.
Czytaj więcej
Jarosław W. w ostatnim dniu pracy przed urlopem zachowywał się nietypowo – lekceważył obowiązki, aż przełożeni skierowali go na badania do psycholo...
Jak ustalono, 35-letni mężczyzna, któremu zarzucono zabójstwo, był funkcjonariuszem Służby Więziennej (w reakcji na te informacje premier Donald Tusk – na wniosek ministra sprawiedliwości – zdymisjonował dyrektora generalnego SW Andrzej Peckę).
Z przekazów medialnych wynika, że sprawca miał uważać, iż doktor – doświadczony specjalista z dziedziny ortopedii i traumatologii oraz chirurgii ręki – leczył go niewłaściwie, a także, że „wstrzyknął mu białaczkę”. Po jego zatrzymaniu sąd zdecydował o tymczasowym trzymiesięcznym aresztowaniu.