Kosiniak-Kamysz skomentował w ten sposób fakt, że protestujący medycy nie spotkali się wczoraj z prezydencką minister ds. dialogu społecznego Bogną Janke. Protestujący nie przyjęli zaproszenia do Pałacu Prezydenckiego i zaprosili Janke na spotkanie w późniejszej godzinie, w innym miejscu. Tego spotkania nie przyjęła z kolei prezydencka minister.
Czy to oznacza, że protestujący popełnili błąd?
- Nie znam strategii protestujących - zaznaczył Kosiniak-Kamysz. - Każdy przyjmuje jakąś strategię - mówił.
- Ja bym poszedł na rozmowy, to jest moja zasada - dodał. - Ja bym ich przekonywał do tego, że jeżeli są zapraszani, niech okazują dobrą wolę - przekonywał.
Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że nie oznacza to, że protestujący medycy mają zgodzić się następnie na przedstawione warunki.
Czytaj więcej
W Kancelarii Prezydenta odbyło się spotkanie z przedstawicielami środowisk medycznych, na które nie przyszli medycy protestujący w "białym miastecz...
Prezes PSL wyraził jednocześnie zrozumienie dla postulatu protestujących, którzy domagają się spotkania z szefem rządu.
- Gdybym był premierem poszedłbym na spotkanie z lekarzami - mówił.
Chyba tylko jeden postulat z ośmiu dotyczy wzrostu wynagrodzeń
Kosiniak-Kamysz przekonywał też, że lekarze nie protestują "tylko dlatego, że mają niskie wynagrodzenia".
- Chyba tylko jeden postulat z ośmiu dotyczy wzrostu wynagrodzeń. Większość dotyczy jakości pracy, opieki nad pacjentem, pacjent jest w centrum tych postulatów - mówił polityk.
Jednocześnie prezes PSL zaznaczył, że "ratownik zarabiając 3,8 tys. zł brutto, pracujący bardzo ciężko, ubrany w strój ufoludka przez ostatni rok od świtu do nocy, nie mogący pójść do toalety i napić się szklanki wody to jest porażający". - Tu jest radykalny wzrost płac potrzebny - podkreślił.
Kosiniak-Kamysz dodał, że pieniądze na ten cel można uzyskać z akcyzy od alkoholu i papierosów.
Jednocześnie prezes PSL skrytykował PiS za to, że ten nie podejmuje się reformy ochrony zdrowia w wyniku politycznych kalkulacji.
- Reforma ochrony zdrowia nie przynosi efektów takich jak 500plus, nie daje się pieniędzy do ręku, to nie jest tak wymierne i nie ma efektu politycznego i o to chodzi - mówił.