Rz: Szpital w Tarnowie dostał właśnie tytuł Firmy Nie Przeciętnie Przyjaznej Matkom w konkursie „Rzeczpospolitej”, Fundacji Świętego Mikołaja i firmy Millward Brown SMG KRC. Co sprawia, że dobrze się u państwa pracuje?
Marcin Kuta, dyrektor Szpitala im. Szczeklika: Dobra atmosfera. Również to, że praca tutaj daje satysfakcję.
Proponuje pan dobre zarobki?
Lepsze niż w innych szpitalach, ale dalekie od tego, jakie powinien dostawać nasz personel. Nie mieliśmy jednak żadnych strajków, do podwyżek dochodzimy spokojnie.
W publicznej służbie zdrowia dyrektor ma mały wpływ na pensje?
Nie przesadzałbym. Kieruję szpitalem od czterech lat. Kiedy przychodziłem, szpital przynosił 4 – 5 mln zł straty rocznie, pracownicy nie dostawali regularnie wypłat. Postanowili nawet obniżyć pensje o jedną czwartą, by ratować szpital. A teraz wyszliśmy na prostą.
Dziś pracuje się spokojniej?
Stać nas nawet na wyjazdy integracyjne: na wiosnę zorganizowaliśmy piknik dla pracowników i ich rodzin. Około stu osób pojechało na wycieczkę do Lwowa. Uczestników kosztowało to tylko kilkadziesiąt złotych. Dofinansowujemy szkolenia, kursy, karnety na basen. Gdy ktoś znajdzie się w trudnej sytuacji życiowej, pomagamy mu finansowo.
Jak to wpływa na pracę szpitala?
Widzę, że ludziom się potem lepiej współpracuje. Służy to i pracownikom, i pacjentom. Na dobre relacje z pracownikami wpływa też to, że ściśle przestrzegamy prawa: nie mamy zwyczaju pytać pracowników, jaka jest ich sytuacja rodzinna, czy mają lub planują dzieci. Interesują nas tylko kwalifikacje. Nikt nie próbuje zmuszać kobiety w ciąży do pracy ponad siły. Odkąd tu pracuję, nie zdarzyło się, by kobieta po urlopie wychowawczym, nawet kilkuletnim, nie mogła wrócić do pracy.
Trudno znaleźć pracowników?
O pracę u nas starają się pielęgniarki z okolicznych szpitali.