Minister Konstanty Radziwiłł zapowiedział, że do Komitetu Stałego Rady Ministrów trafi niebawem projekt ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne w podmiotach leczniczych. Przewiduje, że do 2021 r. ratownicy z wykształceniem średnim mają zarabiać 2400 zł brutto, a z wyższym – 2800 zł.
– Nawet z dodatkami zarabialiby mniej niż kasjerzy w markecie – mówi Roman Badach-Rogowski, szef Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM).
Pierwsza podwyżka miałaby nastąpić już w lipcu. Według ratowników propozycja jest nie do przyjęcia.
– Chcemy, by potraktowano nas przynajmniej tak jak pielęgniarki, które po zobowiązaniu zaciągniętym przez ministra Zembalę mają dostać 4 razy 400 zł – tłumaczy Roman Badach-Rogowski.
I zapowiada akcję protestacyjno-strajkową.
– Nie wyobrażam sobie dosłownego strajku, polegającego na tym, że ratownicy nie będą wyjeżdżać do zdarzeń – mówi szef KZZPRM.
Jego zdaniem ratownicy to dziś jeden z najsłabiej opłacanych zawodów medycznych.
– W małych stacjach wojewódzkich ratownicymają mniej niż 2 tys. zł i chcąc godziwie zarobić, pracują 500–600 godzin w miesiącu – mówi.
Według KZZPRM najgorzej jest w małych stacjach ratownictwa przy szpitalach powiatowych.
– Pieniądze na takie stacje trafiają do wspólnego budżetu szpitala, a dyrektorzy przeznaczają je na inne cele. Ratownicy nie tylko zarabiają mniej, ale zdarza się, że pracują na starszym sprzęcie. Choć bywa, że na nowoczesnym sprzęcie pracują skandalicznie nisko opłacani ludzie – dodaje.
etap legislacyjny: konsultacje publiczne