Sławomir Żurawski, wiceprezes pełniący obowiązki prezesa spółki, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach kreśli obraz instytucji, która po latach stagnacji próbuje dogonić europejską czołówkę. – Patrząc na transformacje, jakie przechodziły inne poczty we wcześniejszych latach, my jesteśmy cały czas na początku tego procesu – przyznaje.

Porównując sytuację Poczty Polskiej do zagranicznych odpowiedników, Żurawski podkreślał, że widać, jak wiele czasu stracono w ubiegłych dekadach. Szef Poczty przypomina, że np. we Włoszech, Francji czy Niemczech procesy transformacyjne trwały od pięciu do dziesięciu lat, ale pozwoliły podmiotom na osiągnięcie nie tylko stabilnych wyników finansowych, ale również ugruntować pozycje rynkowe w różnych obszarach – od usług finansowych po logistykę.

Mimo to Poczta może pochwalić się już pierwszymi sukcesami, szczególnie w obszarze logistyki i jakości świadczonych usług. Jednym z kluczowych wskaźników jest terminowość przy dostawach paczek. – Poprawiliśmy terminowość dostaw na następny dzień z około 84–86 proc. do 95 proc. – wylicza Żurawski. Jednocześnie dodaje, że obecnie to dla Poczty poziom maksymalny. – Przy infrastrukturze, którą posiadamy, już więcej z tego nie „wyciśniemy”, a przypominam, że standard rynkowy oscyluje wokół 98 proc. – mówi.

Zmiany widać także „gołym okiem” w samych placówkach. Jak opisuje Żurawski, spółka postawiła na profesjonalizację sprzedaży detalicznej. Nowoczesne regały i lepsza ekspozycja towarów pojawiły się już w ponad 2 tys. placówek. Efekty przyszły niemal natychmiast – w zmodernizowanych punktach wzrost sprzedaży detalicznej wynosi nawet od 20 do 25 proc.

Kolejnym filarem naprawy ma być ścisła współpraca z Bankiem Pocztowym. – Jesteśmy w trakcie implementacji około 900 wspólnych stref finansowych dla Poczty Polskiej, Banku Pocztowego oraz PPF (Poczta Polska Finanse) – informuje wiceprezes. Projekt ten ma na celu wykorzystanie potencjału sieci do oferowania nowoczesnych usług bankowych i ubezpieczeniowych, co w perspektywie półtora roku ma przynieść spółce zauważalne efekty. – Chcemy, by była to najbliższa klientom sieć codziennych usług finansowych, pocztowych i detalicznych. Ma to ogromne znaczenie szczególnie poza największymi miastami – dodaje Żurawski.

W debacie publicznej często pojawia się kwestia wsparcia państwa dla Poczty Polskiej. Sławomir Żurawski wyjaśnia różnicę między dotacją a rekompensatą, podkreślając, że ta druga jest jedynie zwrotem kosztów za świadczenie usługi powszechnej jako operator wyznaczony. – Poczta jest wszędzie, bo musi być, nawet jeśli wiele z tych miejsc jest i zawsze będzie nierentownych. Poczta Polska zaciąga zobowiązania, żeby tę usługę wykonać. Te pieniądze pozwalają nam przede wszystkim spłacić nasze zobowiązania wobec instytucji finansowych – tłumaczy.

Prezes zaznacza, że środki te nie stanowią kapitału na rozwój. – To nie są środki na inwestycje, a tych z całą pewnością potrzeba, by zapewnić Poczcie przyszłość – podkreśla. Jak dodaje, na chwilę obecną udało się jednak osiągnąć kluczowy cel krótkoterminowy: stabilizację płynności. Jeszcze na początku 2024 r. kierownictwo spółki musiało zabiegać w bankach o linie kredytowe na podstawowe wydatki, w tym na wypłaty dla pracowników. Dziś ten problem został zażegnany. Obecny rok wygląda stabilnie w tym aspekcie.

Największym wyzwaniem pozostają jednak inwestycje. Jak mówi wiceprezes Poczty Polskiej, plan spółki na 2026 r. zakłada wydatki rzędu 600 mln zł, z czego lwia część – około 400 mln zł – zostanie przeznaczona na cyfryzację. Wyjaśnia on, że zapóźnienia w obszarze IT są ogromne: od systemów kadrowych i logistycznych, aż po centralny system sprzedażowy i ERP, niezbędnych w tak dużej organizacji.

Jednak zdaniem rozmówcy „Rz” obecna skala inwestycji jest tylko kroplą w morzu potrzeb. – Jeżeli mówimy o rzeczywistej transformacji Poczty Polskiej, to nie możemy ograniczać się do nakładów na poziomie 400 czy 500 mln zł rocznie. Potrzeby są znacznie większe, liczone w miliardach złotych – przyznaje.

Największa bitwa toczy się o rynek kurierski. Obecnie udział Poczty Polskiej w tym segmencie to zaledwie 4–5 proc. Zdaniem Żurawskiego scenariusz optymistyczny zakłada, że przy nakładach rzędu 600 mln zł w ciągu czterech lat biznes ten może stać się rentowny, a udział w rynku wzrośnie o kilka punktów procentowych.

Większe ambicje wymagają jednak potężnego kapitału. – Jeżeli chcielibyśmy osiągnąć pozycję rynkową na poziomie 12–13 proc. udziału, potrzebowalibyśmy około 1,3 mld zł w trzy lata. Samodzielnie Poczty Polskiej na pewno na to nie stać – podsumowuje Sławomir Żurawski.