Uczestnicy panelu pt. „Szara strefa” podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach nie mieli wątpliwości co do skali problemu. Różnili się natomiast głęboko w ocenie tego, co z nim zrobić.

60 proc. Polaków uważa, że środki z gier hazardowych powinny trafiać do budżetu i wspierać sport, kulturę i zdrowie. 79 proc. chce, by państwo aktywnie zwalczało nielegalny hazard. Radosław Kietliński, doradca zarządu Totalizatora Sportowego, przedstawił w Katowicach wyniki badania z marca tego roku.

Według badań „Postawy Polaków wobec gier hazardowych”, przeprowadzonego przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna dla Centrum im. Adama Smitha, 62 proc. badanych Polaków uważa, że większa dostępność kasyn online to większe uzależnienie u młodych dorosłych. 71 proc. z nich uważa, że dostępność do kasyn internetowych w Polsce powinna być niewielka, a ponad trzykrotnie więcej badanych Polaków popiera właśnie monopol państwa w tym obszarze niż jest mu przeciwnych.

– Polacy częściej popierają monopol, niż mu się sprzeciwiają. Oczekują ograniczenia dostępności hazardu online, a nie jego zwiększenia – podsumował.

Problem szarej strefy jest poważny – co do tego nikt na sali nie miał wątpliwości. Zdzisław Kostrubała, prezes stowarzyszenia „Graj Legalnie” oraz wiceprezes jednej z firm bukmacherskich, przedstawił dane oparte na raportach H2 Gambling Capital, firmy, z której wiedzy korzysta większość europejskich regulatorów. Podkreślił, że blisko połowa polskiego rynku hazardowego (46 proc.) funkcjonuje poza prawem. Obrót szarej strefy to 74 mld zł rocznie. Ponad trzy miliony Polaków korzysta z nielegalnych serwisów, wśród nich kilkaset tysięcy nastolatków.

Te liczby stoją jednak w sprzeczności nie tylko z analizami uczestników rynku (m.in. Totalizatora Sportowego), ale również z publikacjami Ministerstwa Finansów, powołującymi się właśnie na dane H2 Gambling Capital. Obrót nie oznacza z kolei pieniędzy, które gracze przesłali do nielegalnych operatorów, bowiem mechanizmy gier hazardowych sprawiają, że może on być nawet kilkunastokrotnie wyższy niż wpłaty. Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna liczbę użytkowników nielegalnych kasyn szacuje natomiast na kilkaset tysięcy, a więc mniej niż zarejestrowało się w jedynym legalnym kasynie internetowym.

Kostrubała przywołał też dane przygotowane przez stowarzyszenie specjalnie na okazję EKG: na jedno legalne kasyno online przypada ponad sześć tys. nielegalnych domen. Co więcej, znaczna część nielegalnych operatorów działa w oparciu o kapitał rosyjski.

Ministerstwo Finansów wpisało dotąd do rejestru domen niedozwolonych ponad 55 tys. adresów. Tyle że rejestr ten jest nieskuteczny, a mechanizmy blokowania płatności (w tym najpopularniejszej, jak się okazało, metody rozliczeń w nielegalnych kasynach, czyli BLIK-a) nadal nie działają.

Marek Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem, dorzucił liczby z perspektywy legalnych operatorów, którzy zapłacili w zeszłym roku około 2,5 mld zł podatków. – Spełniamy wymogi AML, prowadzimy mechanizmy odpowiedzialnej gry, dbamy o to, żeby nie dopuścić do gry nieletnich – i jednocześnie konkurujemy z podmiotami, które nie robią żadnej z tych rzeczy – mówił.

W 2025 r. Polacy wpłacili do nielegalnych operatorów szacunkowo 15 mld zł. Skrzyński zestawił tę kwotę z medialną burzą wokół kryptowalut. Kilka dni temu prokuratura informowała, że wysokość szkody ws. Zondacrypto wynosi „nie mniej niż 350 mln zł”. Później podała, że liczba ta rośnie, już bez konkretów. – Tutaj mówimy o 15 miliardach i cisza. Tylko czekamy, kiedy przyjdzie moment, w którym okaże się, że tamta afera będzie przy tym czymś stosunkowo niewielkim – mówił szef Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem.

Na prawne uwarunkowania istniejącego modelu zwrócił uwagę prof. Aleksander Werner z SGH, wskazując, że Totalizator Sportowy – choć powołany do realizacji misji publicznej – działa w formie spółki prawa handlowego, której statut wprost nakłada na nią obowiązek osiągania zysku. Debatę o tym, jaki model byłby dziś dla Polski najwłaściwszy, otworzył prof. Artur Nowak-Far z SGH, stawiając tezę, która studziła entuzjazm zwolenników szybkich zmian. – Jeżeli z monopolu w jakimś zakresie zrezygnujemy, nie będzie możliwości łatwego przywrócenia poprzedniego stanu – ostrzegał, powołując się na orzecznictwo TSUE.

Swoimi doświadczeniami podzieliła się Birgitte Sand, była szefowa duńskiego regulatora hazardu, podkreślając wagę ścisłej współpracy z podmiotami, które zdecydowały się kupić koncesje i płacić podatki. – Jedyny sposób na poprawę sytuacji, to włączyć do współpracy tych uczestników rynku, którzy chcą działać legalnie. My i licencjonowane firmy jesteśmy po tej samej stronie – mówiła. Jednocześnie przyznała, że duński eksperyment ma swoją cenę, bo problem uzależnień od hazardu w Danii rośnie.

Stein Langberget, norweski radca prawny i partner w Hartz & Co AS, patrzył na to przez pryzmat kraju, który monopolu nigdy nie porzucił i – jak mówił – nie żałuje tej decyzji. – Kasyna online to najbardziej niebezpieczna forma hazardu. Kraje, które otworzyły rynek, mają rosnący problem z uzależnieniami – ostrzegał.

Radosław Kietliński, doradca zarządu Totalizatora Sportowwego przywołał przykład Holandii, gdzie po liberalizacji liczba zarejestrowanych graczy w kasynach online wzrosła z 400 tys. do 3,4 mln, a w badaniu przeprowadzonym wśród graczy aż 70 proc. respondentów zadeklarowało, że zaczęło grać online dopiero po liberalizacji rynku, oraz Finlandii, której regulacje określił jako efekt pierwotnego błędu legislacyjnego – narzucone graczom niskie limity stawek skutecznie wypychają aktywnych graczy w objęcia nielegalnych serwisów, zamiast ich chronić.

Polska pozostaje wciąż krajem o umiarkowanym zainteresowaniu hazardem online. Skorzystanie choć raz z internetowego kasyna deklaruje 5 proc. dorosłych Polaków, przy czym ponad jedna czwarta z tej grupy zrobiła to wyłącznie z ciekawości (jedna/dwie próby). Do gry w miarę regularnej, co najmniej raz w miesiącu, przyznaje się około połowy z tych 5 proc. Także około połowy deklaruje, że miesięcznie na grę przeznacza nie więcej niż 100 zł. Przyczyny takiej sytuacji wydają się oczywiste – to monopolistyczny model rynku oraz zakaz reklamy, z której zalewem teraz musi walczyć Holandia.

Przedstawiciel Totalizatora Sportowego zaznaczył też, że walka z szarą strefą toczy się dziś na płaszczyźnie, gdzie granice fizyczne przestały mieć znaczenie – nielegalne podmioty działają z Afryki czy Azji i żaden model regulacyjny sam w sobie tego nie zmieni. Najskuteczniejszym narzędziem pozostaje ograniczanie płatności.