Jak tłumaczył minister podczas panelu „Local content” na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, wiele państw prowadzi ekspansję, która podyktowana jest nie tylko interesami biznesowymi, ale też politycznymi. Rozwój krajowych kompetencji buduje odporność lokalnych gospodarek na różnego rodzaju zawirowania, ale też zapewnia realne bezpieczeństwo, gdy mowa o inwestycjach na rzecz strategicznych, wrażliwych sektorów, takich jak choćby energetyka.
By wesprzeć wdrażanie idei local content na rynku krajowym, konieczne jest uświadomienie zarządzającym firmami, że kryterium najniższej ceny, które przez dekady było kluczowe przy doborze partnerów do inwestycji, musi ustąpić innym parametrom. – Dziś mówimy o wybraniu najkorzystniejszej oferty, gdzie cena jest jednym z elementów oceny, ale nie jedynym – podkreślał Balczun. Dodał, że to wymagać będzie dużej zmiany mentalnej.
Minister podkreślał, że promowanie polskiego komponentu powinno opierać się na miękkich kryteriach, bo idea local content nie może stać w sprzeczności z prawem unijnym.
Także Agnieszka Olszewska z Urzędu Zamówień Publicznych zaznaczała, że nie można preferować wprost dostawców krajowych. Jest jednak możliwość wykorzystywania wielu instrumentów, które nie są dziś szeroko stosowane, a wspierają polską gospodarkę. – To m.in. wstępne konsultacje rynkowe umożliwiające rozmowę z wykonawcami, rozpoznanie silnych stron firm krajowych, pozwalające dobrze zaopiekować się przedmiotem zamówienia, i warunki umowne, by świadomie prowadzić proces zakupowy nastawiony na realizacje celów ważnych z punktu widzenia państwa – mówiła.
Dariusz Lubera, prezes PGE, informował, że dekady temu można było jedynie pomarzyć o tym, by duży kawałek tortu inwestycyjnego trafił w ręce polskich wykonawców. Na początku transformacji gospodarczej polskim przedsiębiorstwom brakowało kompetencji, obowiązywała też zasada wyboru oferty z najniższą ceną. Dziś sytuacja przedstawia się inaczej, a propozycja związana z promowaniem local content spełnia oczekiwania wielu uczestników rynku i jest szansą dla polskich przedsiębiorstw i całej krajowej gospodarki.
PGE Polska Grupa Energetyczna w zeszłorocznej strategii zapowiedziała wydatki inwestycyjne do 2035 r. na poziomie 235 mld zł. Jak mówił Lubera, dokument zakłada, że około 150 mld zł trafi do polskich firm. – Program local content to wyjście naprzeciw tego rodzaju planom. W różnych liniach biznesowych udział komponentu krajowego w grupie jest różny. W projektach offshorowych trzeba było zapłacić frycowe. Mimo to pierwszy projekt, który jest przez nas realizowany, Baltica 2, może się pochwalić udziałem polskiego komponentu na poziomie 25-30 proc. Tylko w tym roku będzie ogłoszonych około 40 postępowań z nim związanych – mówił prezes PGE. Jak dodał, w innych obszarach działalności grupy, gdzie prowadzone są inwestycje, przewaga polskich firm jest bardzo wyraźna. Wskazał m.in. dystrybucję, gdzie udział komponentu krajowego przekroczył 85 proc.
Orlen w pierwszym projekcie budowy morskiej energetyki wiatrowej szacuje udział krajowego komponentu na poziomie 21 proc. Obejmuje on zarówno prace inwestycyjne, jak i utrzymaniowe w trakcie trwania całej inwestycji. Ireneusz Fąfara, prezes koncernu, podkreślał, że przy kolejnych realizowanych projektach w tym sektorze udział ten wzrośnie do 41 proc.
W przypadku biznesów tradycyjnych, które od lat prowadzone są w kraju, sytuacja wygląda korzystniej. Silną pozycję mają polskie firmy w sektorze zbrojeniowym, działającym na terenie kraju. Także przemysł miedziowy ma się czym pochwalić: KGHM szacuje, że dostawy materiałów i usług do polskiej części grupy są w 98,5 proc. realizowane przez krajowe podmioty. Duża część działalności KGHM koncentruje się za granicą, gdzie z sukcesem rozwijana jest produkcja miedzi i srebra. I tam również spółka stara się wykorzystywać polskie towary.
Remigiusz Paszkiewicz, prezes miedziowego giganta, podkreślał, że w strukturach zagranicznych grupy działa m.in. podmiot, który zajmuje się drążeniem szybów, wierceniami, obsługą inwestycji górniczych. – Jest on własnością KGHM, bardzo mocno się w ostatnim czasie rozwinął. Działa już bodajże w kilkunastu krajach na całym świecie, w tym w Chile, w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie, ale też w Kazachstanie i Uzbekistanie. Tą firmą kierują Polacy. Staramy się, jeśli tylko można, wykorzystywać tam sprzęt, maszyny i urządzenia produkowane w Polsce – mówił szef KGHM.