Z dokumentów patentowych złożonych przez Nathana Hillera z Boeinga wynika, że pojazd po nurkowaniu będzie musiał zostać podniesiony z wody przez inną jednostkę. Podczas zanurzenia będą bowiem odrzucane skrzydła oraz napęd.
Oto jak ma to działać: dron będzie startował z pokładu jednostki pływającej lub zostanie uwolniony w powietrzu z samolotu. Podobnie jak obecnie funkcjonujące drony może sam latać z niewielkim udziałem człowieka siedzącego w bazie za sterami.
Gdy kontroler uzna to za konieczne, dron może wodować. Wtedy odrzuci skrzydła i śmigła, które mogłyby stawiać nadmierny opór w wodzie. Z patentu wynika, że elementy te będą odrzucane albo przez niewielkie ładunki wybuchowe, albo przez stosowanie kleju rozpuszczalnego w wodzie.
Po uwolnieniu się od skrzydeł dron wysunie śrubę — napęd powietrzny i wody ma mieć ten sam silnik (prawdopodobnie elektryczny). Pływalność ma regulować zautomatyzowany system balastu wodnego. Po zakończeniu misji wywiadowczej dron wynurzy się i przekaże informacje drogą radiową do innych dronów lub satelitów. W przypadku przenoszenia broni tej ostatniej fazy oczywiście nie będzie.